Przed Wami trzydziesty siódmy i ostatni już odcinek bloga pt. Tabasco od Blasco. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że albo wyczerpała się formuła (uwielbiam to określenie i za cholerę go nie kumam), albo moja wrodzona elokwencja i zasób ciekawych historyjek wyczerpały się. Tak czy inaczej – nie ma sensu dalej się męczyć. A że to męka, widzę po odsłonach.

Zanim jednak pozwolę Wam odpocząć na wieki od mojej pisaniny, co nieco na koniec jeszcze skrobnę. Tak tytułem podsumowania.

Blascotek na płotek

I póki co nie mruga. Mrugał od czasu do czasu, gdy miał bankroll i czas. Teraz nie ma ani jednego ani drugiego, zresztą dużo lepiej temat wspinania się po stawkach obgryza Doro w swoim blogu. Z chęcią czytam i ani mi w głowie konkurować. Za kolegę z redakcji trzymam kciuki i naprawdę wierzę, że mu się uda dogonić setki i wygodnie się na nich rozsiąść. Ja pozostaję przy sporadycznych shotach na MTT w rzadkich chwilach, kiedy mam kiedy i za co. Ale o tym już, jako się rzekło, nie przeczytacie.

Książki

Również dopiero co muśniętego cyklu o książkach nie widzę sensu dalej ciągnąć. Nie twierdzę, jak Fenek, że pokerzyści to debile, których zainteresowania ograniczają się do zakresów 3-betu z big blinda a jedyną książką, jaką przeczytali, jest autobiografia Phila Hellmutha, ale najwidoczniej mój konik biega po innej łączce, niż Wasz. Bywa, jeden lubi śledzie, a drugi, jak mu z butów jedzie. Nie oceniam, szanuję i pokornie zwijam mandżur.

Leon

Żegnając się z Wami, chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy wsparli moje boje o zdrowie Darii i Leona. Poczynając od Koleżanek i Kolegów z Redakcji, którzy akcję nagłośnili i swoją ciężko zarobioną gotówką wsparli, przez ekipę Legalnego Pokera, która zadziałała w mojej sprawie w całej Polsce, na ponad setce (TAK!) nieznanych mi pokerzystów – osób, które swoją cegiełkę dołożyli – kończąc. Jesteście wielcy, a dzięki Wam udało nam się najgorsze (mam nadzieję) miesiące przeżyć. Kłaniam się w pas.

Przepraszam za, być może, zbytnio lakoniczne zakończenie naszej tu przygody, ale ja NAPRAWDĘ mam problem ze znalezieniem choćby pół godziny ciurkiem, żeby móc coś napisać. Epopeja z moimi najbliższymi trwa w najlepsze, za kilka tygodni kolejna operacja, itd. Was już tym obciążać nie będę, nigdy natomiast Wam tego nie zapomnę.

Czuwaj!

Blasco

Dołącz do najlepszych na PartyPoker - Dima Urbanovich!