Abecadło z pieca spadło i się potłukło. W tłumaczeniu na „język polski” oznacza to, że wyzerowałem swój bankroll na shotowanie NL25 i wracam piętro niżej, czyli na NL10. Czy jest mi przykro? Jakoś niespecjalnie. Czy jestem zawiedziony? 50/50. O tym już za chwilę. 

>>> [BLOG] #72 Wpłaciłem „setny” pierwszy depozyt i nie oglądałem się za siebie… część I
>>> [BLOG] #76 Wpłaciłem „setny” pierwszy depozyt i nie oglądałem się za siebie… część II
>>> [BLOG] #78 Wpłaciłem „setny” pierwszy depozyt i nie oglądałem się za siebie… część III

Nie jestem zawiedziony, bo…

Może najpierw opowiem o tej pierwszej pięćdziesiątce. Najpierw skupię się na pozytywach.

Tak więc nie jestem zawiedziony, bo nie mam powodów do tego. Rozpoczynałem shotowanie wyższego limitu z zaledwie czterema buy-inami (100 BB) nadwyżki. Każdy, kto trochę gra, ten wie, że to żadna poduszka bezpieczeństwa. Nie ma więc co ukrywać, że od początku ataku na NL25 raczej nie byłem faworytem do zakończenia tej misji z sukcesem.

Cieszę się, że nabyłem trochę doświadczenia na pierwszym z trochę poważniejszych limitów w grach cashowych. Całość trwała 18.302 rozdania. Pod wodę mogłem zjechać oczywiście dzięki rakebackowi.

Wykres

VIP Fast Lane - Skrill

Doskonale widać, kiedy wziąłem się za pracę z solverem, prawda? Gdzieś od rozdania nr 15.100 wszystko znowu nabrało odpowiedniej dynamiki. Niestety dzisiejsza sesja, którą zagrałem po prostu źle, zakończyła ten etap mojej wędrówki po limitach.

Niezmiernie jestem rad, że rozpoczynając przygodę z NL25, wypłaciłem całego rolla na NL10 i zostawiłem tylko to, czego potrzebowałem na podjęcie próby ataku. Cieszę się z tego, a nawet napawa mnie to dumą, że tym razem nie zrobiłem tego samego błędu, co przy ataku na NL10 i nie złamałem założeń budżetowych. Wiedziałem, co robię, bo teraz kusiłoby mnie bardzo, aby dać sobie te kolejne 2-4 wpisowe w nadziei, że wróciłbym na dobre tory.

Prowadzenie bloga już samo w sobie jest dużym wentylem bezpieczeństwa. Mówiąc krótko, nie mogę odpierdzielić jakieś grubszej „maniany”, bo potem i tak będę musiał Wam o tym napisać. Musiał, nie musiał, chciał, bo takie pisanie ma jedynie sens wtedy, jeśli ze sobą i z Wami będę szczery.

Z pozytywów widzę jeszcze to, że nabrałem 100% przekonania, że przejście tego limitu jest jak najbardziej w moim zasięgu. Wiem, że popełniłem mnóstwo błędów, które w przyszłości będę chciał wyeliminować. Nie mam żadnych wątpliwości, że zanim wrócę do stołów na dobre, to na grubo przysiądę do nauki. Nie będę całkowicie unikał gry, żeby nie wypaść z rytmu, ale na ten moment gra schodzi na drugi plan, a nauka ma priorytet.

Jestem zawiedziony, bo…

W pewnym momencie, z rakebackiem, w moim rollu znajdowało się już 28 wpisowych na NL25 i czułem, że zbliża się kolejny szczebelek w drabince. Niestety sam doprowadziłem do tego, że stanąłem na niego nieporadnie i nastąpił upadek. Nie ma co teraz tego przeżywać, ale trochę mi żal, bo wszystko układało się znakomicie, a posypało się w „5 minut”. Możecie to zaobserwować na wykresie.

Drabina

Pretensje mogę mieć i mam tylko do siebie. Trochę jestem sobą zawiedziony. Irytuje mnie to, że właściwie w każdej sesji mam przynajmniej jeden wielki błąd – taki na 100-150 BB, którego z łatwością można było uniknąć. A wystarczyło TYLKO odpuścić marginalny open lub squeeze.

Moje kłopoty najczęściej zaczynają się właśnie od tego – ja nie open limpuję – a potem, prawie jak w totolotku, następuje kumulacja… błędów. Przecież, jak się powiedziało „A”, to i trzeba powiedzieć „B”, a nawet i „Z”, żeby tę swoją historyjkę dociągnąć do końca, prawda? Niestety jest to nazbyt często historia bez szczęśliwego zakończenia. Dlaczego tak jest, piszę w sekcji o dwóch największych błędach.

Gdy potem analizuję spoty z największymi przegranymi pulami, łapię się za głowę. Rysiu, ty wcale nie zagrałeś źle w dalszej części rozdania, ty powinieneś inaczej zagrać przed flopem! Strzelam, ale błędy, których mogłem z łatwością uniknąć, wyceniam na grube kilkaset dolarów! Witamy na NL50, głąbie, ale nie ciebie, boś głąb i póki nie wyzbędziesz się podstawowych błędów, to szybko nie wrócisz na właściwe tory.

Dwa błędy zżerające bankroll

Oto dwa największe problemy, z jakim się obecnie zmagam. Ciekawy jestem, czy i Wam one się przytrafiają?

Utrata zdolności trzeźwego myślenia

Gdy gra toczy się o największe pule, potrafię stracić głowę. Najczęściej są to rozdania, w których pule są 3-betowane lub 4-betowane przed flopem, a akcja dochodzi do rivera. Gdy mi za bardzo zależy, to na chwilę potrafię zapomnieć, żeby myśleć o zakresach, o przebiegu akcji, o tym, jak wygląda linia mojego przeciwnika, o tym, jak wygląda z jego perspektywy to, co ja robię, co wskazuje HUD etc.

Absurdalne jest to, że w chwili, gdy gra toczy się o dużą stawkę, zamiast skupić się najbardziej, to tracę panowanie nad przebiegiem gry. Wręcz zachowuję się, jakbym po raz pierwszy grał w pokera. Nie ma zakresów, nie ma innych rzeczy, które normalnie bierzemy pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Za to są dwie karty własne, które ciężko spasować, mimo iż cały świat mówi mi, że to jest najlepsze rozwiązanie. I bach, mamy krytyczny, bardzo kosztowny błąd.

Oczywiście można grać ze stackiem 100 BB i można schodzić ze stołu, gdy osiągnie on – dajmy na to – 150 BB, ale trochę nie w tym rzecz. Jeśli mam nauczyć się grania na deepach, to wolę za naukę płacić na tych stawkach, niż na wyższych – jeśli będą kiedyś jakieś wyższe.

Opowiadanie historii osobom, które wcale nie mają ochoty jej słuchać

Ludzie z natury są egocentrykami. Lubimy na swój temat słuchać i lubimy o sobie opowiadać. Dla siebie samych jesteśmy najważniejsi. To skutkuje tym, że zdarza nam się skupiać zbyt mocno na swojej osobie. Ten błąd bardzo pokutuje podczas gry w pokera.

Nie wiem, dlaczego tak jest, bo w życiu poza stołem jestem raczej osobą asertywną, znam swoją wartość i szanuję wartości i interesy innych osób, ale gdy przychodzi do gry, staję się nieprawdopodobnym samolubem i egoistą. Opowiadam te moje „pokerowe historie” wszystkim. Najgorsze, że również tym osobom, które nie mają ochoty ich słuchać lub nie rozumieją, w jakim języku ja do nich mówię i co staram się im przekazać. Jest to błąd, który kosztuje mnie bardzo wiele. Może z dwiema czy trzema osobami na tym limicie można pograć zakresami. Z resztą nie ma co próbować. A ja niestety nagminnie popełniam ten błąd. Nie wiem tylko, dlaczego za każdym razem jestem zdziwiony, gdy próbuję kogoś wyrzucić z jakiegokolwiek showdown value i dostaję czapę. No debil.

Co dalej?

Praca u podstaw. Dużo analizy. Codzienne sesje na NL10, ale raczej tylko po to, żeby nie wypaść z rytmu – nie jakieś wielogodzinne maratony. Pewnie z wieloma osobami, które czytają tę moją wspinaczkową serię, spotkam się już niedługo przy stołach. Strzeżcie się, bo z tego, co napisałem, wyciągnę wnioski i na tych naszych dziesiątkach będę groźny.

Bach

Trochę z Wami pobędę, bo muszę wyklikać 25 buy-inów profitu na NL10, żeby znów podjąć próbę ataku na ćwiartkę. Tym razem zmienię stawki, gdy będę miał 10 wpisowych na wyższy limit. To już znacznie więcej niż pierwotne cztery – oczywiście nic, czego nie dałoby się przewalić. We wcześniejszych odcinkach zakładałem, że jeśli noga mi się powinie, to wracam z większym zapleczem finansowym. Mówiłem o ośmiu wpisowych, ale biorąc pod uwagę, ile tracę na głupich błędach, trochę sobie podniosłem poprzeczkę, trochę za karę. Może to mnie czegoś nauczy.

Pomimo degradacji mam całkiem dobry humor i w optymistycznym nastroju żegnam się już dzisiaj z Wami. Dziękuję, że dobrnęliście do końca. O statusie wspinaczki będę Was informował, jak tylko wydarzy się coś istotnego.

Reload PartyPoker