Zapraszam na drugą część moich alfabetycznych bajdurzeń. Pierwszy odcinek był raczej luźny, teraz chyba zaczęły się schody, bo literki jakby poważniejsze i gatunkowo cięższe. I dylematy, dylematy, bo jak ustaliłem – jedna litera, jedno hasło. Kilka liter pominę, zostawię sobie na deser, czyli nadprogramową część trzecią. Co z tego wyjdzie – zaraz sami się przekonamy. Enjoy!

Leon

Leon ma dwa lata i od lat dwóch zajmuje większą część mojego życia. To wokół Leona kręci się to, co w ogóle w życiu może się kręcić. Leon to twardy zawodnik, pomimo niewielkich gabarytów swojego ciałka. Leon w ciągu dwóch lat zdążył poznać więcej lekarzy, niż każdy z nas pozna w ciągu całego swojego życia. Leon ma mamę, która również jest dzielna, bo wie, że musi być dzielna dla Leona. I również częściej spotyka różnych lekarzy, niż, dajmy na to, przyjaciół na piwie.

Leon lubi karmić kozy w ZOO i lepić glizdy z ciastoliny. Ze zwierząt najbardziej lubi dziki, jego ulubiona maskotka to właśnie pluszowy dzik. Uwielbia wszelkiego rodzaju pojazdy, zwłaszcza motocykle. Leon dużo podróżuje, najchętniej w ogóle by z samochodu nie wychodził. Poza tym Leon kocha wszystko i wszystkich. Niczego się nie boi i wszystko dzielnie przyjmuje na swoją, pocerowaną jak u Frankensteina, klatę. Każdy chciałby być, jak Leon.

Mundial

Właśnie sobie uświadomiłem, że w tym roku był Mundial. Uświadomiłem sobie przypadkiem, zastanawiając się nad literą M. Niesłychane, bo kiedyś mistrzostwami świata w gałę odmierzałem czterolatki mojego życia i ogólnie orientowałem się w czasoprzestrzeni. Mundial to było święto, na które czekałem cztery lata, po drodze ocierając łzy Mistrzostwami Europy. Powiedzmy, pamiętam rok awarii w Czarnobylu, bo wtedy był mundial w Meksyku. Mundial w USA – pierwsze bzykanko. Mundial w Niemczech – urodził się mój pierwszy syn Bruno. I tak dalej i tak dalej.

Dzisiaj na mistrzostwa świata w piłkę ani nie czekam, ani się nimi nie podniecam. Z tegorocznych pamiętam piąte przez dziesiąte. Żebym dzisiaj tego nie sprawdził, to bym nawet nie pamiętał, że Polska nie wyszła z grupy. Co to ma za znaczenie? Aha – jedno pamiętam. To, że Luca Modric został wybrany na najlepszego piłkarza turnieju. Jak dla mnie jest to jakaś kolosalna pomyłka, gry Modrica nie znoszę, a i jego osoba w kontekście różnych wałków w Chorwackiej piłkarskiej federacji nie jest chyba z tych pomnikowych. No ale do brzegu – co ja chciałem przez to wszystko powiedzieć? Chyba to, że z biegiem czasu coraz mniej rzeczy naprawdę mnie jara. Taka to smutna konstatacja.

Poker

Nie ma wyjścia, pod literą P muszę napisać o pokerze – cesarzowi, co cesarskie. Z haseł na literę P znalazłbym naturalnie z pół tuzina ciekawszych, od tych niecenzuralnych poczynając. Ale, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy, będzie o mojej i Waszej ulubionej karciance.

O pokerze napisano już chyba wszystko, temat przemaglowany na wszystkie strony i z każdej strony ugryziony. Że hazard, że nie hazard, że poker to życie, że poker to, że poker tamto. A czym dla mnie jest poker? Nie będę się silił na komunały i szczerozłote sentencje. Poker jest dla mnie ważny wyłącznie z tego powodu, że dzięki pokerowi poznałem wielu wspaniałych ludzi. Kilku przyjaciół, parę kochanek.

Żeby nie było, z Karoliną nie spałem. Fotka prawdopodobnie autorstwa, nawalonego już, Kilera.

Oczywiście niewykluczone, że jakbym wsiąkł w towarzystwo wędkarzy czy filatelistów, to również bym spotkał wspaniałych ludzi, ale wydaje mi się, że akurat nasze hobby daje możliwość poznania ludzi z całego spektrum społeczeństwa. Poker jest najbardziej egalitarną z dyscyplin, w pokera może grać (i gra) każdy. I każdemu się wydaje, że w pokera grać potrafi. I bardzo dobrze, myślmy, że umiemy grać, grajmy i cieszmy się naszą pasją. Poznawajmy innych i dajmy się poznać.

I najważniejsze, co chciałbym powiedzieć amatorom. Zapomnijcie o pieniądzach. Dopóki nie jesteśmy zawodowcami, pieniądze w pokerze nie mają najmniejszego znaczenia. Im wcześniej sobie to uświadomicie, tym większą frajdę będziecie czerpać z gry. Byle by nas było na nasze hobby stać.

Suszka Jakub

Każdy, kto chociaż trochę interesuje się pokerem w tym kraju wie, że istnieje zjawisko pod tytułem Jakub Suszka. Jakub Suszka pojawia się na pokerowej scenie od lat kilku (kilkunastu?), zostawiając ślady to w tej, to w innej redakcji. A ślady to konkretne – sążniste artykuły w ilościach hurtowych, wywiady, podcasty i wszystkie inne formy dziennikarskiego rzemiosła. Jakub Suszka to firma. Niektórzy nawet podejrzewają, że Kuba po prostu trzyma w piwnicy kilku niewolników, którzy pod jego nazwiskiem ogarniają tę całą robotę. Ale skąd w ogóle ta niepewność i mgiełka tajemnicy? A stąd, że mało kto w ogóle widział Jakuba Suszkę na żywo. Co tam na żywo – nikt nie widział go nawet na zdjęciu. Kuba kontaktuje się ze światem wyłącznie zdalnie.

Ostatnio Jakub Suszka zakotwiczył w naszej redakcji. Podejrzewam, że jest na jakimś ryczałcie, bo wierszówka Jakuba Suszki zdemolowałaby budżet nie tylko PokerGround ale i New York Timesa. Jakub jest dostępny całą dobę i na zawołanie napisze wszystko i w dowolnej objętości. I w najwyższej jakości. A kto nie został przez Jakuba Suszkę przepytany czy wywiadowany, ten najwyraźniej jeszcze się w środowisku za mało liczy – rozumiecie, do Wojewódzkiego nie zapraszają przez pomyłkę. Ale uwaga, coś Wam powiem – wiem jak wygląda Jakub Suszka, widziałem zdjęcie. Ale jeżeli Kuba sam się nie ujawni, tę czwartą tajemnicę fatimską zabiorę ze sobą do grobu.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Tak, to Leon. Tak, żyje.

Ponad ćwierć wieku temu nieznany szerzej jąkała zorganizował akcję, dzięki której mogłem legalnie opuścić kilka dni licealnej nauki. Trzyosobowa ekipa, która organizowała zbiórkę pieniędzy w warszawskim zespole szkół przy ulicy Wiśniowej 56 tak się zawzięła, że uzbierała najwięcej siana ze wszystkich warszawskich szkół. Nasz plon przekazaliśmy Owsiakowi osobiście w studiu na Woronicza, zdaje się, że pokazali to nawet na żywo w telewizji. Nasza wesoła trójka to ja, Aneta Kukla oraz Michał Muzyka. Nie widziałem ich od tamtego czasu, serdecznie pozdrawiam.

Tak czy siak, zabawa była przednia, czuliśmy, że działamy w dobrej sprawie, a na dodatek za nasze wysiłki dostaliśmy darmowe bilety na kończącą pierwszy finał imprezę w Stodole. Było fajnie, przybiłem piątkę z Olejem z kultowej grupy Proletaryat.

Minęło nieco czasu. 3 listopada 2016 roku urodził się Leon, a już 4 listopada leżał podłączony do kilkunastu rurek na oddziale kardiochirurgii dziecięcej im. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w szpitalu świętego Wojciecha w Gdańsku. Spędził tam prawie miesiąc, dochodząc do siebie po operacji serca. Operacji, którą ratujący Leona profesor Ireneusz Haponiuk określił „szyciem skórki winogrona”. Dziwnym trafem na każdym z urządzeń, podtrzymujących jego wiszące na włosku życie, przyklejone było charakterystyczne serduszko.

I już nic więcej na temat WOŚP. Każdy swój rozum i swoje serce ma. I jak mawiał klasyk: „wiecie, co z nim zrobić!”.

Alfabet Blasco. Część 1

Alfabet Blasco. Część 3

Reload Bonus PartyPoker