W kolejnym „Słowie na niedzielę” podzielę się z Wami moimi przemyśleniami odnośnie festiwalu WSOP Super Circuit Online Series na GGPoker. Zaczynamy!

W chwili, w której rozpoczynam pisanie niniejszego tekstu, odczuwam olbrzymie (silne?) déjà vu. Odnoszę wrażenie, że na przestrzeni tych kilku lat, które spędziłem w redakcji PokerGround, wielokrotnie pisałem już o tym, w jaki sposób WSOP deprecjonuje swoje trofea. Czy coś nowego można jeszcze wnieść do sprawy? Myślę, że można, bo organizator przekroczył kolejną, wydawałoby się, że nieprzekraczalną, granicę.

Covidowa rzeczywistość

Całkiem zrozumiałe dla mnie jest to, że w czasach, w jakich przyszło nam żyć, WSOP organizuje swoje festiwale w Internecie. Większość organizatorów pokerowych serii live tak robi, bo w covidowej rzeczywistości ucieczka do WWW to jedyne rozwiązanie, umożliwiające jako-taką działalność. Wielokrotnie pisałem o tym, że popieram przejście w rzeczywistość wirtualną, jednocześnie jestem wielkim przeciwnikiem szafowania na prawo i lewo trofeami, które znamy z gier live, gdyż uważam, że te zdobyte w środowisku online mają zupełnie inną wartość niż oryginały. Niby to poker i to poker, ale zgodzicie się ze mną, że rozgrywki live i online to zupełnie inne światy, prawda? Jestem zdania, że z każdą taką bransoletką czy sygnetem mistrzowskim przyznanym za grę w Internecie wartość tych pierwszych spada. Porównując jedne z drugimi, nie czuję, żebym porównywał jabłko z jabłkiem, bardziej jabłko z pomarańczą.

(drugi) Main Event na miarę możliwości

Żeby też wszystkiego nie krytykować, mam słowa uznania dla WSOP za sposób zorganizowania Main Eventu w ubiegłym roku. Wprawdzie nie udało się uniknąć kontrowersji – impreza główna była zdublowana, a zwycięzca pierwszego turnieju, który przez krótki czas mógł czuć się jak pełnoprawny mistrz ME WSOP, ostatecznie może czuć się pokrzywdzony – ale ogólnie rzecz ujmując, idea turnieju i gry online/live była słuszna. Podział na USA i resztę świata, a następnie rozgrywanie kontynentalnych finałów live i HU zwycięzców obu turniejów o tytuł mistrzowski był rozsądnym rozwiązaniem, które pozwoliło zachować ciągłość najważniejszej pokerowej imprezy. Takie były w 2020 roku warunki, nic lepszego nie można było zrobić, mistrz jest mistrzem i nie jest to w mojej opinii mistrz drugiej kategorii.

Że co?

Niestety pojawił się inny problem. Gdy piszę ten tekst, na GGPoker trwa właśnie festiwal WSOP Super Circuit Online Series, w którym rozdawane są sygnety mistrzowskie. Pandemia trwa, rozgrywki na żywo są nadal rzadkością, tak więc jest to naturalna kolej rzeczy. Osobiście w eventach online nigdy nie rozdawałbym ani bransoletek, ani sygnetów, tylko wymyślił dla tych eventów nowe trofea – wyjątek ME WSOP rozgrywany w formule jak w zeszłym roku, żeby zachować ciągłość – ale powiedzmy, że musiałem się z tym pogodzić… Wówczas, gdy wydawało się, że osiągnęliśmy jako-taki stan równowagi, to organizatorzy podali, że sygnety mistrzowskie WSOP-C zostaną przyznane również uczestnikom gier cashowych. Gdy po raz pierwszy o tym przeczytałem, zaniemówiłem z wrażenia. Ale jak to? Dlaczego? Po co? Tym jednym ruchem WSOP znów zdeprecjonował swoje, tym razem drugie co do ważności, trofeum.

Sygnet mistrzowski za zwycięstwo w grze cashowej? Bądźmy poważni. Odnoszę jednak wrażenie, że jestem jedną z nielicznych osób, którym to przeszkadza. Skoro tak ma być, to i niech tak będzie.

Smutna konstatacja 

Wiecie, za co podziwiam Michaela Jordana, Tigera Woodsa, czy Gary’ego Kasparova? Za to, że mieli niesamowite parcie na zwycięstwo i za nieustającą chęć do rywalizacji. Oczywiście, że w trakcie swoich wspaniałych karier dorobili się fortun, ale ogromne pieniądze były produktem, jaki wytworzyli, dzięki 100% zaangażowaniu całych siebie w trening, a następnie w rywalizację sportową, w rywalizację o zwycięstwa i tytuły mistrzowskie. Każdy, kto z nimi przebywał prywatnie, potwierdzi, że tacy byli nie tylko w pracy, ale też i tacy są na co dzień.

Odnoszę wrażenie, że we współczesnym pokerze jedyne, co ma znaczenie, to wartość puli gwarantowanej. Pies trącał tytuły, bransoletki i puchary. Osobom, które są bardziej sentymentalne, dla których pieniądze to nie wszystko, dla których liczy się sama rywalizacja i sukcesy w wymiarze sportowym, dla których wartość trofeów jest istotna sama w sobie, po prostu trudno to zrozumieć, a jeszcze trudniej z tym się pogodzić. Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że pieniądze nie są ważne – tak najczęściej mówią osoby, które po prostu ich nie mają – jednak pieniądze to nie wszystko i żadnych pieniędzy nie da się przełożyć na prawdziwie piękne niematerialne cechy, uczucia i wartości. Abstrahuję już od tych najbardziej uniwersalnych jak miłość czy przyjaźń. Pozostając na gruncie rywalizacji sportowej, myślę tutaj bardziej o niewyczerpanych pokładach ambicji, ciągłej chęci rywalizacji, pasji, potrzebie zwyciężania etc. Przykro patrzeć, że te ostatnie mają coraz mniejsze znaczenie dla coraz większej grupy ludzi i że obecnie wszystko przelicza się na, obiektywnie patrząc, coraz mniej warte waluty fiat.

Napawa mnie smutkiem to, że kolejne prestiżowe trofeum straciło na wartości. Jeśli okazałoby się, że jestem jedyną osobą z takimi odczuciami, bo reszta ma to wszystko w głębokim poważaniu. Trudno, niech i tak będzie.

Życzę Wam udanej niedzieli.

GGPoker Leaderboard (maj) – Zwiększamy pulę nagród!