Jeśli nie dajesz sobie rady, zawsze możesz się poddać. Wystarczy tylko…

Na centralnym placu kompleksu, w którym trenują kandydaci na komandosów, znajduje się niewielkiej wielkości dzwon. Każdy uczestnik programu, który na własną prośbę rezygnuje z dalszego szkolenia, zobowiązany jest do trzykrotnego uderzenia w ten dzwon, a następnie do złożenia u jego podnóża swojego hełmu, na którym widnieje nr klasy oraz nazwisko kursanta. Dla większości ten dzwon jest wybawieniem. Statystycznie większość uczestników kursu z niego korzysta, gdy nie jest już w stanie – albo myśli, że nie jest w stanie – kontynuować szkolenia.

Dzwon spełnia niezwykle istotną rolę, gdyż oddziela ziarno od plew. Jedna z zasad, które wpaja się kandydatom, brzmi: „Cokolwiek się dzieje – nigdy nie uderzaj w dzwon”. A ten zawsze jest na wyciągnięcie ręki. Stale przypomina o tym, że rezygnacja jest zawsze dostępną opcją i że jest to zazwyczaj najłatwiejsza opcja i najbardziej wygodna. Centralny plac, ciągła pokusa, podszepty każące odpuścić – coś Wam to przypomina? Mi osobiście drzewo w raju – jedyne, z którego mieli nie jeść Adam i Ewa.  A na tym drzewie wąż, który stale kusi. Zrób to, a wszystko stanie się prostsze.

I większość uderza w ten dzwon – najczęściej po tym, jak przekroczone zostaną ich osobiste granice dyskomfortu oraz ekspozycji na obciążenia fizyczne i mentalne. Ci, którzy tego nie zrobią, zostają później żołnierzami US Navy SEALS i mają szansę uczestniczyć w jeszcze większych wyzwaniach. Admirał William McRaven (dowodzący operacją zabicia Osamy bin Ladena) mówi: „Jeśli chcesz zmienić świat, nigdy, przenigdy nie uderzaj w dzwon”.

Puść ten sznur

Pokerzyści dobrze znają to uczucie, gdy gra daje im tak bardzo w kość, że są gotowi rzucić wszystko w diabły i zająć się zupełnie czymś innym; chcą uderzyć w dzwon. Ci, którzy przetrwają okresy zwątpienia i zniosą kaprysy wariancji, którzy po raz kolejny rozpoczną mozolny proces odbudowywanie bankrolla, czasem dostąpią zaszczytu uczestniczenia w wydarzeniach większej rangi, w grach na wyższych stawkach, w grach o wyższe cele sportowe i finansowe.

Uniwersalna lekcja, jaka płynie z instytucji dzwonu, jest taka, żeby po prostu przenigdy się nie poddawać. Dostajemy karty, jakie dostajemy. W krótkim okresie inni dostaną lepsze, jeszcze inni gorsze – życie nie jest sprawiedliwe (to tak nawiasem mówiąc jeszcze jedna dewiza SEALS-ów). Naszym zadaniem jest zrobienie najlepszego użytku z tego, co mamy do dyspozycji, naszym zadaniem jest maksymalizowanie EV. Jeśli ciągle nie wychodzi, a naszym marzeniem jest, żeby wychodziło, nie powinniśmy kierować swoich myśli w kierunku „dzwonu”, a bardziej w kierunku życzliwych nam osób, którym wychodzi.

Byłem już jedną nogą w cywilu

Powtarzam ten przykład w swoich tekstach jak mantrę, a robię to dlatego, że wziąłem sobie słowa mojego rozmówcy mocno do serca – kilka lat temu Olorionek powiedział mi, że poker to bardzo prosta gra. Miałem wtedy problemy z wygrywaniem na jakichkolwiek limitach, w jakiejkolwiek odmianie i formacie pokera. Bardzo chciałem wygrywać, a nie potrafiłem, tym bardziej zupełnie nie mieściło mi się w głowie to, że ktoś może uznawać wygrywanie za rzecz prostą. Dziś, mimo iż nie jestem żadnym tam crusherem, na swoje wychodzę. Myślę też, że znacznie lepiej rozumiem słowa, które usłyszałem wówczas od Olora. Co więcej – mogę się z nimi zgodzić.

Nie ma to nic wspólnego z pychą czy zarozumiałością, za to w 100% ma związek z tym, że wszystko staje się prostsze, jeśli w pełni zaangażujemy się w poznanie i w zrozumienie danego zjawiska. Nie zaskoczę pewnie nikogo wyznaniem, że ja już właściwie trzymałem za sznur od dzwonka. W głowie byłem całkowicie przegrany i nie chciałem mieć z pokerem nic wspólnego. Z tego, co pamiętam, nawet wziąłem całkowity rozbrat z grą, żeby zobaczyć, czy zatęsknię, i czy będę miał siłę, żeby po raz kolejny startować z depozytem w wielkości 20$, z najniższych pokładów pokerowych „mikronizin”. Łatwo nie było, ale ostatecznie zdjąłem wtedy rękę ze sznura i wróciłem do szkolnej ławy. Tych kolejnych pierwszych depozytów było po tym zdarzeniu pewnie jeszcze cała masa, ale ciągle wierzyłem w to, że każdy upadek przybliża mnie do dnia, w którym przestanę upadać, a będę się już tylko potykać. Gigantyczna zmiana, prawda? Tak też się stało. Wielkie rzeczy przede mną i przed każdym, kto w pogoni za marzeniami zdecyduje się nie uderzać w dzwoń, nie zrywać owoców z tego jedynego zakazanego drzewa.

Trzymajcie się jednej odmiany

Mam dla Was jedną radę – w spełnianiu marzeń bądźcie konsekwentni. Nie zmieniajcie ich tylko dlatego, że zaczęło się robić niekomfortowo i trudno. Nagminnie obserwuję to u pokerzystów, sam również przez to przechodziłem. Niekonsekwencja objawia się tym, że gdy tylko pojawiają się bariery, próbujemy szczęścia w innej odmianie, czy w innym formacie gry. Ostatecznie nie stajemy się specjalistami w żadnym z nich. Na początku takiej zmiany zawsze będziecie czuli się euforycznie. Jeśli nie umiecie nic, a weźmiecie choćby kilka lekcji, szybko zobaczycie pierwsze rezultaty swojej pracy. Ten efekt świeżości nie trwa jednak długo i chwilę później znowu dojdziecie do ściany i będziecie musieli zmierzyć się z tymi samymi problemami co wcześniej. W tym właśnie miejscu większość z nas uderzy w dzwon i albo skoczy na kolejny pokerowy kwiatek, albo rzuci grę w pokera na zawsze.

Powiedzcie sobie – dość! Wybierzcie ten wariant gry, który jest najbliższy Waszemu sercu i próbujcie tę ścianę kruszyć. Porażka nie wchodzi w grę. W końcu to magiczne coś zaskoczy, ale do tego potrzebna jest wiara i praca własna. Jeśli nie jest jeszcze czas na wygrywanie, niech będzie to czas na redukowanie strat. Jeśli porażki będą się stale przytrafiały, ale widać będzie progres, doskonale! To znaczy, że obraliście dobry kierunek. Jeśli mury nie będą chciały runąć, a marzenie będzie nadal aktualne, pod żadnym pozorem nie kładźcie ręki na sznurze. Poszukajcie pomocy i wróćcie do podstaw, bo żeby zacząć wygrywać, trzeba wpierw parę rzeczy zrozumieć. Wszystko jest do zrobienia, mówię Wam.