Zapraszam na kolejny odcinek z serii „Uczmy się od Navy SEALS”, czyli na kolejne lekcje życiowe, których udziela nam admirał William McRaven, a które ja próbuję przenosić na pokerowy grunt. 

W kolejnym fragmencie swojej wypowiedzi admirał McRaven mówi o załodze łodzi, która złożona była z drobnych chłopaków, a do tego była bardzo zróżnicowana etnicznie. Wszyscy robili sobie żarty z ekipy „maluchów”, ale tylko do chwili, gdy okazało się, że deklasują oni pozostałe drużyny – złożone przecież z wyższych i silniejszych mężczyzn – w działaniu.

Jak się okazało, to nie siła, ani kolor skóry, ani wzrost ani żadne inne tego typu czynniki zadecydowały o sukcesie. Liczy się tylko to, ile serca (i mądrej, zespołowej pracy) kursanci wkładają w dane zadanie, a nie, jaki rozmiar płetw noszą.

Nie oceniaj książki po okładce

W kolejnym fragmencie swojego wystąpienia admirał McRaven uczy nas tego, żeby nie ulegać zbytnio pierwszemu wrażeniu. Szczególnie podczas gry w pokera ta groźba jest bardzo realna, bo niewłaściwa, pochopna ocena naszych przeciwników może skutkować wyciągnięciem niewłaściwych wniosków, a w rezultacie doprowadzić do szeregu nieoptymalnych decyzji.

Patrząc przez pryzmat powyższego, chciałbym zwrócić Waszą uwagę na dwie często występujące sytuacje, z którymi stykamy się na co dzień. Pierwsza z nich dotyczy rozgrywek online, a druga rozgrywek „na żywo”.

Gra online

Dobry gracz, który dosiada się do stołu – nieważne czy live czy online – zanim jeszcze weźmie w dłoń karty, skanuje swoje otoczenie. Najpierw sprawdzamy, czy już na samym starcie jakiś czynnik rzuca nam się w oczy (np. niepełny stack), a następnie zaczynamy przyglądać się temu, co grają nasi przeciwnicy. Gdy coś zauważymy, często robimy notatkę z naszego odkrycia oraz oznaczamy danego gracza jednym z kilku kolorów, którym nadajemy jakieś znaczenie. Mówiąc kolokwialnie, przypinamy danemu graczowi łatkę, która ma nam w mig wskazywać, z jakim typem gracza mamy do czynienia, i jak w najbardziej efektywny sposób wykorzystywać jego błędy.

Siła dobrych notatek oraz dobrych oznaczeń jest ogromna. Istnieje jednak ryzyko, że zbyt pochopnie zaszufladkujemy danego gracza do danej kategorii – jest ono tym większe, im mniejsza jest próbka, na której opieramy swoje sądy – przez co będziemy stosować względem niego nieodpowiednią strategię. Wielu graczy wpada wówczas w pułapkę i staje się „zakładnikami” swoich własnych oznaczeń. Włącza im się myślenie „tunelowe”, przez co zaczynają popełniać koszmarne błędy, które na domiar złego uzasadniają właśnie tym, że rywal był oznaczony kolorem oznaczającym xyz.

Pamiętajcie o tym, że te wszelkie udogodnienia, które wykorzystujemy do profilowania graczy, mają charakter wyłącznie pomocniczy. Przed podjęciem konkretnej decyzji zawsze powinniśmy rozważyć kluczowe czynniki i na tej bazie zbudować plan działania, a dopiero potem ewentualnie modyfikować ten plan w oparciu o poczynione wcześniej obserwacje.

Gra live

Do podobnej sytuacji dochodzi w grach „na żywo”. Gdy dosiadamy się do stołu, również rozpoczynamy sesję od oceny tego, z kim mamy do czynienia. Bardzo szybko to, co widzimy, przekłada się w naszej głowie na formułowanie pierwszych ocen. Dla przykładu:

  • starszy pan (dziad) – loose passive, jak bije to ma
  • młody chłopak (agresywny gracz internetowy) – pewnie on będzie regiem w tym gronie
  • starsza pani (ciotka) – pewnie pasywna i strachliwa ryba
  • młoda dziewczyna – może coś tam gra, ale pewnie zdominujemy ją agresją
  • etc.

Jak bardzo można się zdziwić, gdy zbytnio przywiązujemy się do tego rodzaju uproszczeń, które są zwykłymi stereotypami – często bardzo krzywdzącymi – mogącymi sprowadzić nas na manowce. Ten „dziad” może okazać się bardzo solidnym grajkiem. Młodziak w kapturze może i wygląda jak „pro”, ale o grze nie ma zielonego pojęcia, a młoda dziewczyna okaże się regiem ze średnich stawek, z którą uwikłamy się w batalię 3-bet, 4-bet, 5-bet.

Nie powinniśmy zakładać niczego dlatego, że ktoś jest kobietą czy mężczyzną, znajduje się w danym przedziale wiekowym, jest tak i tak ubrany i ma tatuaże. Owszem możemy mieć jakieś przypuszczenia odnośnie tego, czego się spodziewać po danej osobie, jednak nie przywiązujmy się zbytnio do pierwszego typowania po wyglądzie. Obserwowanie akcji przy stole bardzo szybko da nam znacznie pewniejsze, bliższe rzeczywistości, pojęcie na temat tego, kim są nasi przeciwnicy.

Szacunek do rywali

Na koniec warto jeszcze poruszyć aspekt związany z okazywaniem szacunku innym osobom, w tym naszym przeciwnikom. Admirał McRaven wspominał o tym, że ta drobna, wielonarodowa załoga początkowo była obiektem żartów wśród pozostałych uczestników kursu. Chwilę później okazało się, że ci niepozorni goście zostawiali inne załogi daleko w tyle.

Myślę, że każdy z nas, a zakładam, że nie ma tutaj Czytelników w wieku poniżej 18 lat, zdołał przejechać się w życiu na tym przysłowiowym „ocenianiu książki po okładce”. Przynajmniej raz każdy z nas musiał też przełknąć gorycz porażki, gdy w danej rywalizacji pokonał nas ktoś, kto „nie miał prawa” czegoś takiego zrobić; ktoś, kogo w dodatku całkowicie zlekceważyliśmy.

Pokerowy stół jest miejscem, który szybko weryfikuje realne umiejętności. Również w naszej dyscyplinie aktualne jest powiedzenie: Jesteś tak dobry, jak twój ostatni występ. Nie zakładajmy zatem z góry niczego tylko dlatego, że [cecha XYZ]. Nie odbierajmy komuś szans na wygraną tylko dlatego, że [cecha XYZ]. Liczy się tylko to, ile ktoś pracował nad zdobyciem konkretnych umiejętności, a nie żadne cechy fizyczne, status majątkowy etc.

Obdarzajmy się przy stołach wzajemnym szacunkiem i doceńmy to, że pokerowa arena jest jednym z niewielu miejsc, przy którym znajdzie się miejsce dla każdego.

Pasjonat pokera, który chciałby, żeby gra stała się ważniejszą częścią jego życia. Wybrał się w drogę z NL2 do NL100. Czy kiedyś zrealizuje swój cel?