Blog Doro

W poprzednim odcinku obiecałem, że odezwę się w chwili, gdy przejdę limit NL25. Tak się niestety nie stało, a wydarzenia z środy na czwartek sprawiły, że jestem blisko powrotu na NL10. W kolejnym wpisie o wspinaczce po limitach wita Was serdecznie Doro. Zapraszam na „godzinę” szczerości.

>>> [BLOG] #72 Wpłaciłem „setny” pierwszy depozyt i nie oglądałem się za siebie… część I

>>> [BLOG] #76 Wpłaciłem „setny” pierwszy depozyt i nie oglądałem się za siebie… część II

Najpierw opiszę, jak się gra i jak mi szło, a potem napiszę, co stało się, że prawdopodobnie będę musiał cofnąć się do dziesiątek – mam nadzieję, że jeśli w ogóle to nastąpi, to tylko chwilowo.

Piękne chwile na „szczycie”

Wskoczyłem na tę „ćwiartuchnę” i wszystko wyglądało bardzo dobrze. Bankroll rósł w oczach. Nawet cieszyło mnie to na swój sposób, że byłem sporo pod EV. Doszedłem do etapu, w którym z czterech startowych wpisowych (i rakebacku) rozbujałem rolla (całość) do blisko 30 wpisowych na te stawki. W oczach pojawiły się charakterystyczne symbole dolarów, w głowie myśl o tym, że mam to i że NL25 przejdę jeszcze szybciej niż pozostałe stawki.

Właściwie nie jest to takie niemożliwe. Powiem szczerze, że nie widzę żadnej różnicy – w sensie w skali trudności – między NL10 a NL25. Co więcej, o tym mówiłem już kilku osobom, w grach fastforward, w których biorę udział, player pool jest naszpikowany graczami z niepełnymi stackami. Moje odczucia są takie, że „ćwiartka” jest bardzo specyficznym limitem, który na PartyPoker przyciąga wielu graczy rekreacyjnych, których stać na to, aby nie zaczynać swojej przygody z pokerem od gry na grosiki. Za to w puli graczy z poziomu niżej znajduje się znacznie więcej zdeterminowanych młodych wilczków, którzy robią wszystko, żeby zamieszkać „w lepszej kajucie na Titanicu”. Sam należę do tego grona – jednak nie jestem już taki młody…

Co zatrzymało marsz na szczyt?

Jeśli czytaliście moje wcześniejsze wpisy z tej serii – odnośniki znajdziecie na początku niniejszego artykułu – to wiecie, że moim ulubionym trenerem, który w największym stopniu pomógł mi dostać się do miejsca, w którym jestem, był Odman89. Piszę w formie przeszłej, bo od 16 listopada ten świetny gracz i streamer przestał pokazywać swoją grę. Gdy byłem na Poker Fever, to zauważyłem, że coś jest nie tak, bo w bibliotece VOD na jego kanale nie pojawiały się nowe odcinki. Nie przeszkadzało mi to, bo naprawdę miałem co robić, ale po powrocie odczekałem kilka dni i napisałem do niego ze staropolskim sformułowaniem „WTF, Bro?”.

PokerSnowie
Poker Motherfuckin Snowie

Nie taką informację chciałem usłyszeć – w każdym razie Adam stwierdził, że nie będzie pokazywał swojej gry cashowej, bo streamowanie sprawia, że podejmuje gorsze decyzje przy stołach. W ostatnich dniach wprawdzie wrócił na antenę, ale – jak rozumiem – jego powrót związany jest wyłącznie z promocją na kursy YourDoom. Nie oglądałem jeszcze nowych nagrań, bo kolejnych nie będzie – oprócz gry turniejowej – tak więc po co „rozdrapywać niezabliźnione jeszcze rany”.

Wiedziałem, że muszę poszukać nowego trenera, z którym będę czuł taki sam dobry vibe jak z Adamem. Trzeba więc było przeprosić się z Run It Once. Rozpocząłem studiowanie filmów Dekkersa. Nauczyłem się od niego bardzo wiele – szczególnie lepszego balansowania swojego range’u z wykorzystaniem checków. I wszystko szło DOSKONALE do momentu, kiedy zobaczyłem na jednym z jego filmów, jak korzysta z programu PokerSnowie

Przetrenowanie

Zanim napiszę o tym, co wydarzyło się dalej, choć pewnie i tak możecie się już domyślić, pozwolę sobie na małą dygresję. Ja wiem, że walczę na mikrostawkach i w ogóle nie powinienem sobie takimi sprawami zaprzątać głowy na tym etapie. Weźcie jednak pod uwagę to, że moją przygodę z pokerem patrzę długoterminowo. Stąd też jestem otwarty na oswajanie się z wszelkimi pomocami naukowymi, które mogą pomóc mi w ulepszeniu swojej gry. Zwróciłem więc swoją uwagę w kierunku solverów.

PIOSolver obecnie rządzi – tak mówi większość dobrych graczy – a alternatywą dla tego narzędzia jest właśnie PokerSnowie. Jeszcze raz powtarzam, ja wiem, że na moich limitach nieoptymalna strategia (z punktu widzenia GTO) jest najbardziej dochodowa. Skoro jednak pilnie się uczę i w niedługim czasie zamierzam grać dwa poziomy wyżej, to chciałem poszerzyć swoje horyzonty.

No i poszerzyłem… W ciągu dwóch dni, gdy intensywnie korzystałem z wersji próbnej programu, zdążyłem tak rozregulować swoją grę, że skończyło się tak, jak na poniższym obrazku. Jak się domyślacie, najwięcej straciłem na grubych blefach i na luźnych sprawdzeniach. Z teoretycznego punktu widzenia, a przynajmniej w moich oczach, linie moich przeciwników reprezentowały biedę. Nie wiem tylko, czemu wyłączyło mi się myślenie i zapomniałem o tym, że na tych limitach gra w zgodzie z GTO jest po prostu samobójstwem.

Do mojej „eksperckiej” gry doszły ze 2-3 coolery, ale przede wszystkim ogromna liczba moich kardynalnych błędów. Tym sposobem niebezpiecznie blisko zbliżyłem się do powrotu na NL10. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, bo została mi jeszcze niewielka nadwyżka z budżetu na shotowanie wyższego limitu. Trzeba też wziąć jeszcze pod uwagę, że w niedzielę w nocy przyjdzie niemały rakeback od PartyPoker.

GTO Aftermath

Myśl o odłożeniu sobie pieniędzy na kosztowną licencję na któryś z solverów szybko porzuciłem. Jeszcze nie miejsce i nie czas. Wróciłem do RIO, do studiowania filmów, do sporządzania notatek i w dużej mierze odzyskałem sprawność sprzed okresu przed przetrenowaniem.

Winę za taki, a nie inny obrót spraw biorę w całości na siebie. Na collery nic nie poradzę, ale na własne, kardynalne błędy mogę poradzić wiele. Myślę, że warto, żebym na koniec podkreślił jeden fakt.

To nie jest wina graczy, którzy nie mają pojęcia o GTO, że grają w określony sposób – sprawdzają, gdy nie powinni lub zagrywają w sposób, który z teoretycznego punktu widzenia nie trzyma się kupy – to moja wina, że wiedząc o tym, że oni stale błądzą po omacku, pojawiłem się z gnatem w potyczce na noże i nie zdążyłem go nawet wyciągnąć z kabury, a już dostałem kosę pod żebro.

Co zapamiętam z pierwszej przygody z nauką GTO?

Najchętniej „obraziłbym się” na to ustrojstwo na znak protestu. LOL. Ale z tego całego galimatiasu zwanego GTO wyciągnąłem jedną rzecz, która mi się bardzo dobrze sprawdza. Odciąłem się na tym etapie od luźnych sprawdzeń mocnych zagrań moich rywali i od karkołomnych ataków na ich słabe range, gdy mój akurat jest w przewadze. Za to wzmocniłem swój checking range w określonych sytuacjach. Pozwala to od czasu do czasu wyprowadzić jakiegoś nazbyt agresywnego przeciwnika, który wali w mój – niby – scappowany range, w pole. Radość z takich akcji bywa ogromna.

Na dziś koniec. Aż sam jestem ciekaw, z jakiego limitu napiszę dla Was następnym razem. To się jeszcze okaże. Dzięki za uwagę. Powodzenia przy stołach. Bye.

Reload Bonus PartyPoker Pokerground