Jennifer Harman - wywiad
Jennifer Harman

W trzeciej części wywiadu Jennifer Harman opowiada m.in. o specyfice gier cash na wysokie stawki, zdobytych bransoletkach, mrocznym aspekcie pokera i swoich pozapokerowych celach.

Zaczęłaś grać, gdy poker nie był tak popularny i byłaś jedyną kobietą biorącą udział w grach na wysokich stawkach. Myślisz, że kiedyś było trudniej się przebić niż dziś? Co sądzisz o ewolucji pokera?

– Gdy zaczęłam grać, miałam 16 lat i prześlizgiwałam się do kasyn, ale dość łatwo mnie tam akceptowano. Nie wiem, dlaczego, ale nigdy nikt nie traktował mnie źle. Potem przeprowadziłam się do Los Angeles, usiadłam przy stole w poker roomie i pomyślałam: „Wow, znalazłam dom!”. Czułam się całkowicie komfortowo i nigdy, jako kobieta, nie miałam problemów, aby dostosować się do pokerowego świata. Nigdy nie myślałam, że muszę coś w sobie zmieniać i bardziej się starać. Byłam tym, kim byłam i czułam się akceptowana. Nigdy nie pomyślałam, że muszę być bardziej agresywna przy stołach, bo jestem kobietą. Po prostu grałam moją grę, a jeśli mężczyzna myślał, że musi postępować ze mną bardziej po męsku, to nigdy mnie to specjalnie nie obchodziło. Byłam tam, aby grać w pokera i aby wygrywać pieniądze, a nie po to, żeby martwić się, co myślą inni lub, jak mnie traktują. W ten sposób się dostosowałam, ponieważ generalnie nic mi nie przeszkadza.

Jennifer Harman wywiad

Wymień najlepszych ludzi z pokerowej społeczności, których miałaś okazję poznać?

– Miałam naprawdę dobrych przyjaciół w świecie pokerowym. Przez te wszystkie lata zostali częścią mojego życia. Myślę o Danielu Negreanu – on jest dla mnie jak brat. Phil Ivey – naprawdę go uwielbiam. Matt Glantz, Nick Schulman… jesteśmy jak duża rodzina. Kocham ich.

Domyślam się, że miałaś trochę lepszych i gorszych momentów podczas grania na wysokich stawkach przed tak długi okres czasu. Jaki był najtrudniejszy moment w twojej karierze.

– W mojej karierze było naprawdę dużo ciężkich momentów! Poker to walka. Ostatnio gadałam z przyjaciółmi o kobiecie, która chciała grać zawodowo w pokera. Wszyscy mieliśmy takie same zdanie – to jest bardzo ciężkie życie. Możesz przechodzić przez downswing i ciężko jest wtedy myśleć pozytywnie. Naprawdę wpadasz wtedy w depresję i musisz sięgnąć w głąb siebie, aby znaleźć jakiś pozytywny aspekt albo pozytywną emocję, żeby znów być gotowy do gry. To jest naprawdę trudne i szczególne. Każdy przechodzi przez cięższe momenty. Trudno jest pozostać zrównoważonym i być w stanie wrócić do gry.

Zdobyłaś dwie bransoletki WSOP – za zwycięstwa w 5k$ No Limit 2-7 Draw w 2000 i 5k$ Limit Hold’em w 2002 roku. Podobno, zdobywając pierwszą bransoletkę, nie potrafiłaś przed turniejem grać w tę odmianę i Howard Lederer nauczył cię jej w pięć minut. Czy to legenda, czy też prawdziwa historia?

– Tak było naprawdę. Zdobyłam tę bransoletkę, nie znając tej odmiany wcześniej. Howard praktycznie dał mi zeszyt z opisem, jakie karty rozgrywać i z jakich pozycji. Ale No Limit 2-7 jest grą dobieraną, więc nie widzisz żadnych kard, to bardziej gra na wyczucie. Musisz wyczuć przeciwnika, a gdy potrafisz grać – znasz układy, pozycję i wiesz trochę o tej odmianie – robi się z tego gra na wyczucie, tak się składa, że jestem w tym dobra. Potrzebujesz również trochę szczęścia! Odrobina szczęścia zawsze pomaga wygrać turniej!

Jennifer Harman wywiad

Jakie różnice dostrzegasz między młodszą generacją zawodników, a profesjonalistami ze „starej szkoły”, z którymi ty grałaś?

– Jest wiele wygrywających stylów pokera. Generalnie młodsza generacja zmieniła to, w jaki sposób gra się No Limit Hold’em i inne odmiany, ale nie jest to koniecznie najlepszy sposób gry. Starsza generacja musiała uczyć się i dostosować, ale to nie znaczy, że ich styl gry był zły. Gram odmiany mieszane, więc sądzę, że potrzeba dobrych pięciu lat, aby być wygrywającym graczem na moim poziomie. Każdy uczy się gry i dobrzy gracze – starsi i młodsi – zawsze będą wygrywać. Gdy grasz dzisiaj w turnieju No Limit Hold’em, praktycznie każdy stawia tyle samo i zachowuje się tak samo. Szczerze mówiąc – jest to trochę nudne. Sądzę, że przyjemniej jest grać z ludźmi, którzy troszkę się wyróżniają, mają swój charakter.

Trzy lata temu rozmawiałem z Johnem Monette. Powiedział mi, że gry cashowe w Las Vegas, szczególnie na najwyższych stawkach, są jakby innym światem. Mówił, że nie ma pojęcia, co dzieję się w świecie turniejowym i nie zna nowych graczy. Rozumiesz, o czym wtedy mówił? Zgadzasz się, że gry na wysokie stawki są bardzo zamkniętą i szczególną społecznością? 

– Tak, sądzę, że świat cashówek jest o wiele bardziej zamknięty. Znasz tam każdego. Ale podobnie jest z turniejami, są różne grupy. Świat turniejowy ma te wszystkie oddzielne grupy, jak graczy high rollerów, średnich stawek itd. Nie śledzę tak naprawdę turniejów. W Bobby’s Room żyjemy praktycznie jak w jaskini. Gdy nowy gracze siadają, aby zagrać z nami, robię wszystko, żeby jak najwięcej się o nich dowiedzieć.

Przed wywiadem wielu ludzi mówiło mi, że uważają cię za twardziela, ponieważ wybrałaś swoją drogę – pokerowe życie – i z wielką determinacją zostałaś przy nim. To jest bardzo fajny komplement. Co sądzisz o byciu widzianą jako przykład dla graczy i w ogóle dla kobiet?

– Oh, po pierwsze nie uważam siebie za twardziela! Ważę 45 kg i mam 157 cm wzrostu. Kiedyś zaproponowałam jednemu gościowi walkę, ale to było dawno, dawno temu! Cieszę się, że odmówił. Jestem po prostu zdeterminowana w tym, co robię. Nie pozwolę nikomu i niczemu mnie powstrzymać. Mój umysł jest zbyt agresywny i zbyt zmotywowany. Kocham tę grę, kocham pokera, więc dlaczego miałabym nie robić tego, co kocham. Nie pozwalam żadnym zewnętrznym rzeczom wpływać na mnie. Sądzę, że w pokerze widzę tylko czarne i białe rzeczy. Jestem tutaj, aby grać, uczyć się i być najlepszą, jaką potrafię, zawodniczką. Nie wiem, czy to czyni ze mnie twardziela, to po prostu zawsze było moją pasją.

– Czasami myślę, że ciężko jest odbierać pieniądze przyjaciołom, ale oni też zabierają pieniądze mi, pewnie również czują się trochę gorzej z tego powodu. Taka już jest natura tej gry. Ta część jest ciężka, zwłaszcza gdy zawsze grasz z ludźmi, których znasz i kochasz, ale razem jesteśmy w tym świecie i tak to już jest.

Jennifer Harman wywiad

Gdyby twoje dzieci przyszły do ciebie za dziesięć lat i powiedziały, że chcą zostać profesjonalnymi pokerzystami, co byś im odpowiedziała? Jak być się czuła?

– Nie chcę, żeby moje dzieci grały w pokera. Musisz być prawie robotem, aby grać w tę grę, a nikt taki nie jest. Istnieję naprawdę mroczna strona pokera, a gdy powiedziałam wcześniej, że musisz wchodzić głęboko w siebie, aby odnaleźć energię i coś pozytywnego, żeby czuć się dobrze, mówiłam prawdę. Czasami jest naprawdę ciężko, w pokerze jest wiele negatywnych aspektów. Gdy przegrywasz pieniądze, nie jest wtedy oczywiście łatwo, a ja nie chcę widzieć, jak one przez to przechodzą. Wolałabym, żeby robiły coś prostszego i mniej stresującego, ale jeśli rzeczywiście chcieliby zostać profesjonalistami i kochaliby tę grę – zrobiłabym wszystko, aby im pomóc.

Co jest obecnie twoim celem?

– Chciałabym wyreżyserować i wyprodukować film dokumentalny – nie o pokerze, ale o czymś zupełnie innym. Zawsze chciałam zrobić coś związanego z pięknem, skórą i takimi sprawami. Może też napiszę książkę. Mam naprawdę dużo pomysłów, może wystartuję z blogem, jak ostatnio Daniel Negreanu. Mówiłabym, jak być matką w pokerowym świecie, jak znaleźć czas na wychowanie dzieci, coś takiego, pokazującego kobietom, że perfekcyjna matka nie istnieje.

– Kobiety powinny mniej się obciążać. Chciałabym zwiększyć świadomość na ten temat, ponieważ myślę, że to jest naprawdę ważne. I oczywiście zawsze chcę też kontynuować naukę tej gry, aby jak najlepsza.

rakeback PartyPoker