W kolejnym odcinku „Pokerowych evergreenów” zajmiemy się tematem equity. 

Gdy rozpoczynałem swoją pokerową przygodę, a miało to miejsce wiele, wiele lat temu, zrozumienie pojęcia equity nastręczało mi wiele problemów. Na przełomie wieków nie można było po prostu odpalić Google’a czy zajrzeć na YouTube, żeby otrzymać informacje na ten temat. Wyszukiwanie tłumaczenia słowa „equity” najczęściej prowadziło do stron o tematyce ekonomicznej. Nie ukrywam, że trochę czasu minęło, zanim pojąłem w czym rzecz.

Gdy patrzę na to teraz, dwie dekady od chwili, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z tym pojęciem, wydaje mi się to nieprawdopodobne. Nie widzę żadnych powodów, przez które zrozumienie istoty equity mogłoby nastręczać jakieś trudności, ale w razie czego zaczniemy bardzo „łopatologicznie”.

Słodka pula nagród

Jestem zdania, że znaczenie pojęć teoretycznych najlepiej prezentować na przykładach z życia wziętych, gdyż to ułatwia zapamiętywanie. Wyobraźcie sobie zatem, że przed Wami stoi tort. Wraz z przyjaciółmi szykujecie się do skoku, aby wydrzeć dla siebie jak największy kawałek. Trudno się Wam dziwić, bo tort wygląda naprawdę smakowicie. Nagle do pokoju wchodzi mama kolegi  i proponuje podział przysmaku na cztery równe części (tylu jest chętnych). Jeśli cały tort to 100%, to każda z czterech równych części stanowi 25% całości. Jednym słowem możecie powiedzieć, że macie 1/4 udziału w torcie. To właśnie jest Wasze equity.

W pokerowych rozgrywkach rolę „smakołyku”, na który wszyscy sobie ostrzą zęby, spełnia pula. Equity mówi nam o tym, na jaki procent puli (na jaką część) możecie liczyć na showdownie. Jeśli znajdujecie się w teoretycznej sytuacji, w której macie 25% equity, a w puli znajduje się 100$, możecie interpretować to tak, że siła Waszej ręki daje Wam w tym momencie „wirtualne prawo” do zgarnięcia na showdownie 25$. Oczywiście to tylko ujęcie teoretyczne. Ostatecznie, nie wliczając w to sytuacji, w których gracze dzielą się pulą, zwycięzca rozdania weźmie zawsze 100% puli i 100$, a pokonany 0% i 0$ (a nie 25$, których wirtualnych posiadaczem był na pewnym etapie rozdania).

„A gdyby tu było przedszkole w przyszłości”

Zauważcie, że wyżej rozważaliśmy „teoretyczną sytuację”. Dlaczego tak? Dlatego, że w realnej rozgrywce nigdy nie będziecie pewni tego, jaki jest rozkład equity wśród uczestników rozdania. Możecie jedynie posłużyć się szacunkami i próbować obstawiać przeciwników na pewien zakres rąk, które w danej sytuacji mają sens. Dokładny rozkład znają tylko realizatorzy transmisji telewizyjnych (dzięki kamerkom lub chipom), a procenty, które pokazują się przy rękach konkretnych graczy, to nic innego jak właśnie equity.

Inne pojęcie, które wymaga słowa dopowiedzenia to: „na ile możecie liczyć na showdownie”. O equity własnego układu najlepiej myśleć w ten sposób: jakie byłyby moje szanse na zwycięstwo, gdyby w tym momencie doszło do all-inów (innymi słowy, gdybyśmy zobaczyli wszystkie karty wspólne lub jeszcze inaczej gdybyśmy od razu przeszli do showdownu).

Equity ręki nie mówi o niej wszystkiego

Porównywanie equity może odbywać się na trzech poziomach. W zależności od tego, jakie informacje chcemy otrzymać, możemy zestawiać ze sobą:

  • equity konkretnych dwóch rąk, np. AA vs KK;
  • equity konkretnej ręki z zakresem rąk, np. AA vs JJ+, AQs+, AQo+;
  • equity dwóch zakresów, np. JJ+, AQ+ vs KK+,AK.

W naszym przykładzie zajmiemy się porównaniem z . Gdy użyjemy kalkulatora equity, ten szybko pokaże nam, że ręka z asem ma znacznie więcej equity, czyli znacznie większe szanse na wygraną, jeśli przed flopem zagramy all-iny: 67% do 33%.

Czy zatem możemy powiedzieć, że ręka z asem jest lepsza? Nie do końca. O tym decyduje kontekst, a ten może być różny. Porównajmy dwa odmienne scenariusze:

  • gra odbywa się na płytkich stackach, preferujemy rękę z asem;
  • gra odbywa się na głębokich stackach, preferujemy suited connectory w kolorze.

Ręka , która jest przedstawicielem grupy asów ze średnimi lub słabymi kickerami nie w kolorze, źle radzi sobie w sytuacji, gdy trafia top parę. Jeśli rywal betuje preflop, na flopie oraz na turnie, to już od turna nasza ręka często bywa już tylko zwykłym bluff catcherem. Tego typu układy najczęściej zdominowane przez asy z lepszymi kickerami (AK, AQ, AJ, AT) i overpary, przez co nie chcemy z nimi grać o duże pule. Mówiąc inaczej – ten rodzaj rąk źle radzi sobie z value betting rangem rywala. Patrząc na to z drugiej strony, czyli w sytuacji, gdy sami decydujemy się na betowanie, A9o świetnie radzi sobie tylko z tą częścią zakresu, którą i tak rywal najczęściej folduje.

Na drugim biegunie mamy suited connectory, które reprezentują grupę rąk o innym przeznaczeniu. Suited connectory muszą kompletnie minąć się z flopem, żeby rezygnować z gry już na tym etapie rozdania. To, co sprawia, że po flopie najczęściej sprawdzamy przynajmniej jeden zakład z tymi układami, to ich zdolność do trafiania średnich par (czasem top par), a także zdolność do trafiania bezpośrednich drawów do stritów i kolorów oraz backdoor drawów. Jak widzicie, suited connectory umożliwiają kompletowanie układów o bardzo dużej sile, a to jest przepustką do gry o duże pule.

Gdy jesteśmy stroną atakującą, suited connectory dają nam również duże pole do popisu – świetnie sprawdzają się w roli semi-blefów i doskonale radzą sobie z tą częścią zakresu rywala, z którą ten będzie skłonny nasz sprawdzić. Jeśli trafimy strita lub kolor, najczęściej nasz układ będzie najlepszy. Jeśli nie trafimy, będziemy mogli zamienić nasz nietrafiony draw w blef.

Podsumowując – przeciwko value betting range’owi rywala oraz calling range’owi suited connectory zachowują masę equity, przez co błyszczą w grach o duże pule, za to znacznie gorzej radzą sobie w scenariuszach, w której stacki są płytkie. Wynika to z faktu, że im płytszy stack, tym słabszy jest przeciętny układ wygrywający rozdanie, dlatego preferowane są ręce, które składają się z wysokich kart, mogących trafić top pary lub mogących wygrać nawet bez trafienia czegokolwiek.

Wniosek z powyższego jest jeden – equity i kontekst, w którym rozgrywana jest ręka, determinuje jej siłę. Samo equity nie mówi nam wszystkiego i bezsensowne jest tworzenie rankingu najlepszych rąk w oparciu wyłącznie o ten wskaźnik. O tym, w jaki sposób podejść do klasyfikowania rąk przed flopem, powiemy sobie już za tydzień.

Źródło: Fragmenty niniejszego artykułu powstały w oparciu o wiedzę zawartą w książce: „Applications of No-Limit Hold’em” (autor Matthew Janda, wyaw. Two Plus Two Publishing), którą możecie kupić na Amazonie – tutaj.