John Juanda był jednym z najbardziej znanych zawodników w czasach  pokerowego boomu. Należał do prestiżowego Teamu Full Tilt Poker. Grał na najwyższych stawkach i w największych eventach na świecie. Teraz przypomniał o sobie światu podczas EPT Barcelona.

Minęły już cztery lata od kiedy John Juanda opuścił Las Vegas i udał się do Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak twierdzi pokerzysta, minął też pełen rok od czasu kiedy po raz ostatni rozgrywał pokerową rękę.

crazy poker bets john juandaDlaczego nie grał od roku i jak w takim razie utrzymuje się na co dzień? Otóż John Juanda zakłada się o różne rzeczy.

Dobrze przeczytaliście. Nie są to jednak takie wariactwa jak na zdjęciu obok. Złapaliśmy go podczas czwartego dnia EPT Barcelona, gdzie pomimo choroby radził sobie świetnie i miał jeden z 5 największych stacków przy 70 pozostałych w grze zawodnikach.

PokerListings: Gdzie teraz mieszkasz, John?

John Juanda: Nadal w Tokio.

PL: Czy nadal spędzasz dużo czasu w Makau?

JJ: Już nie. Przez cały rok nie tknąłem kart. Ten Main Event w Barcelonie to mój drugi turniej, który gram w tym roku. Pierwszym był Super High Roller, który odbył się kilka dni temu.

PL: Zauważyliśmy, że nie było Cię także na festiwalu WSOP. Coś się stało?

JJ: Stało się to, że podjąłem się serii zakładów ze swoim dobrym przyjacielem. Nie wiem jak do tego doszło, rozmawialiśmy, trochę wypiliśmy i w pewnym momencie zaczęliśmy sobie stawiać wyzwania.

Stawialiśmy naprawdę grube pieniądze na różne dziwne rzeczy. Mój znajomy założył się ze mną na przykład, że nie podciągnę się 20 razy i dał mi 6 miesięcy na trening. Chodziło o takie podciągnięcia, jak w marynarce wojennej.

Założyliśmy się też o bieg na 5 kilometrów i to był wstęp do następnego, bardzo ciekawego zakładu. Mój znajomy powiedział, że przeskoczy na 1 nodze 50 jardów (45,72 metra) szybciej niż ja przebiegnę normalnie 100 jardów (91,44 metra).

Zaoferował mi ten zakład na przyjęciu świątecznym i powiedział mi wprost, że ‘to zakład dla frajerów, naciągam Cię’, ale myślałem długo o tym i nie mogłem uwierzyć, że by mnie prześcignął.

PL: Wydaje się, że miałeś sporą przewagę w tym zakładzie.

JJ: Nie do końca.

Założyliśmy się jeszcze na przykład o to, komu pójdzie lepiej w teście znajomości języka japońskiego. W tym roku każdego dnia spędzałem około osiem i pół godziny ucząc się i trenując.

Teraz zakłady mamy już rozstrzygnięte i mogę zając się grą w pokera.

PL: Uciąłeś temat, czyżbyś przegrał wszystkie zakłady?

JJ: Nie, wygrałem większość z nich.

PL: A w tym wyścigu? Oszukał Cię?

JJ: Nie. Prześcignąłem go i wygrałem, ale był to wyrównany wyścig. Zrobiłem też 22 podciągnięcia.

Mieszkam w Japonii od czterech lat i nigdy nie uczyłem się japońskiego, ale dzięki tym zakładom wyrobiłem sobie niezłą formę i nauczyłem się go, więc był to bardzo udany rok.

PL: Może miałeś już dosyć pokera i potrzebowałeś przerwy.

JJ: Może i tak było. Kiedy mieszkałem w Vegas i Los Angeles to wszędzie miałem blisko, a z Tokio jest spory kawałek.

Lubię wracać do Barcelony i Monte Carlo, ale loty są z przesiadkami, więc to też jest trochę kłopotliwe.

Myślę, że potrzebowałem przerwy. Nie wiem na ile teraz wrócę do pokera. Zobaczymy jak to będzie.

PL: Brakuje Ci dawnych czasów, kiedy non stop byleś w telewizji?

JJ: Nie brakuje mi gry na ekranie, ale tęsknię za cashówkami z Chińczykami w Australii i Makau.

PL: Mówiłeś kiedyś, że grałbyś w Makau nawet wtedy, gdy stawki byłyby za wysokie.

JJ: Rzeczywiście stawki tam bardzo poleciały w gorę. Teraz chłopaki grają 8-10 razy wyżej niż kiedy ja tam bywałem.

Mój pokerowy bankroll nie jest już taki duży, więc musiałbym sprzedać trochę akcji, gdybym chciał tam pojechać.

PG: Gdzie widzisz siebie w przyszłości?

JJ: Uwielbiam Tokio, więc nie zamierzam się nigdzie przeprowadzać w najbliższym czasie. Może za parę tygodni pojadę do Londynu, bo szykuje się tam duża gra cashowa.

Myślę, że odwiedzę też Manilę, gdzie odbywają się teraz spore gry. Przy odrobinie szczęścia Filipiny mogą stać się nową mekką pokera, jak Makau.

źródło: pokerlistings

Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.