Wydaje się, że na temat pokerowych realiów wszystko wiemy. Wraz ze zwiększającymi się stawkami, obiektywnie patrząc, wzrasta poziom trudności. Nie spodziewałem się jednak tego, że spore kłody pod nogami trzeba będzie przeskakiwać już na limicie NL16.

O moich wyczynach pokerowych pisałem obszernie w serii „Wpłaciłem kolejny pierwszy depozyt i nie oglądałem się za siebie”. Jakiś czas temu, gdy widmo bankructwa ponownie zajrzało mi w oczy, a następnie stało się faktem, zdecydowałem, że swoją „zawodniczą karierę” będę kontynuował już bez udziału świadków. Tak też się dzieje; rzeźbię sobie w grach cashowych, jak tylko pozwala mi na to czas i nie dzielę się z Wami informacjami na ten temat. Jednakże, w tzw. międzyczasie, przeżyłem ciekawe doświadczenie, którym chciałbym się z Wami podzielić.

Grinder pod pantoflem

W ostatnim miesiącu nie miałem zbyt wiele czasu na grę. Najpierw się ożeniłem, a następnie udałem się z moją żoną w podróż poślubną na Islandię. Jednak w okresie między weselem a wyjazdem udało mi się wygospodarować kilka godzin na grę w pokera.

Cześć

Jeśli czytaliście moje wcześniejsze wpisy na blogu, pewnie domyślacie się, jak to mogło wyglądać. Grind od najniższych nizin po nieco wyższe, ale ciągle, niziny. NL dwa, pięć, dziesięć, szybko łyknięte, aż w końcu moje nogi powiodły mnie na szesnastki. Gdy porównam tę moją wspinaczkę z wyczynami, których w górach Nepalu dokonują himalaiści, mogę śmiało powiedzieć, że wspinam się w stylu alpejskim. Idę na lekko. Zabieram minimum niezbędnego sprzętu i sunę w górę. Akcja w ścianie trwa krótko i – to już moje rozszerzenie definicji pokerowego wspinania się na lekko – jest wóz albo przewóz. Na dłuższe bytowanie z górą nie mogę sobie pozwolić, gdyż zapasy dewiz są mocno ograniczone, a to one wyznaczają rytm wspinaczki.

Gdy pojawiło się okno pogodowe, czyli nadwyżka w bankrollu, przeskoczyłem z dziesiątek na szesnastki. Taka szybka randka z górą; próba wydarcia jej kawałka dla siebie i założenia na jej zboczach obozu, który byłby w stanie oprzeć się kaprysom wariancji i konsekwencjom własnych błędów. To, co zobaczyłem, krocząc mozolnie na szczyt, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Agresja, dobre czytanie gry, przemyślane linie, granie zakresami… No, nie spodziewałem się tego zobaczyć tak szybko na „pokerowej drabince”. Najbardziej nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że było to bardziej widoczne niż na ćwiartce!

„To nie są leszcze, Stefan…”

Limit NL16 nie znajduje się w standardowych ofertach poker roomów. Najczęściej gracze budują swoje kariery według scenariusza, który uwzględnia stopniowe pokonywanie kolejnych etapów: NL2, NL5, NL10 i NL25. Szesnastki dostępne są rzadko, ale oferuje je np. PokerStars.

Dla grinderów, który wspinają się na lekko, taki dodatkowy limit to niewątpliwie coś bardzo pozytywnego. Zbudowanie zaplecza finansowego, dzięki któremu można by pokusić się o przeskok na ćwiartkę wymaga trochę czasu. Obecność stawek NL16 pozwala go znacznie skrócić. Tak przynajmniej wygląda to w teorii. W moim przypadku teoria nie miała żadnego pokrycia w rzeczywistości; dostałem szybki oklep i z podkulonym ogonem wróciłem do bazy.

Wylęgarnia regów

Nie wiem, czy to tylko wariancja, taka a nie inna dystrybucja kart i bardzo w tym okresie widoczny wpływ czynnika losowego, czy rzeczywiście na tym NL16 tak dobrze grają, tzn. znacznie lepiej niż na NL10. W każdym razie dołożyłem sobie te sześć dolarów do stacka i przystąpiłem do gry z zamiarem value betowania, wykorzystywania słabych graczy i grania trochę bardziej z głową na regów. Zanim się obejrzałem i oznaczyłem w puli „jeźdźców bez głowy”, to już musiałem pakować mandżur i schodzić w dół. Nie wykluczam, że tym razem w roli ryby wystąpiłem ja.

Gdy się tak nad tym zastanowić, to można by pokusić się o hipotezę, że NL16 to miejsce specyficzne, które może być wylęgarnią graczy regularnych. Oto kilka powodów, dla których powyższe stwierdzenie może być prawdziwe:

• egzotyczny limit, który skraca drogę na NL25 – przez co przyciąga graczy regularnych
• z tego powodu na tym limicie rywale są zdecydowanie lepsi niż średnia populacji dla mikrostawek
• jeśli ktoś nie dba o bankroll management, lubi sobie po pijaku poszaleć na stołach, siada do stołów NL25 i wyższych, bo tam jest do wygrania już jakaś znacząca kasa – limit NL16 nie wygląda zbytnio pociągająco, dlatego gracze rekreacyjni, jednostrzałowcy itp. – jeśli w ogóle wiedzą o istnieniu tego limitu – raczej go omijają
• Ze wszystkich zoomowych limitów na mikrostawkach ten ma zdecydowanie najmniejszą pulę graczy; siłą rzeczy znajduje się w niej mniejsza liczba graczy rekreacyjnych

Odpuściłem te szesnastki. Wylizałem się z ran i obecnie nadgryzam dwudziestki piątki i miksuję je z dziesiątkami. Na tych limitach gra mi się zdecydowanie łatwej i lepiej. A jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie? Zatrzymywaliście się w ogóle na NL16, czy od razu pędziliście przed siebie na NL25?

baner PlayStation4