Shrek i Fiona

W moim życiu zachodzą bardzo poważne zmiany. Już w najbliższą sobotę żenię się, a niniejszym wpisem żegnam się z Wami na jakiś czas. 

Kawalerowie gratulują mi tego kroku, a żonaci koledzy pukają się w głowy i jednocześnie mamroczą pod nosem słowa:  „Dlaczego masz mieć lepiej od nas?”.

Sobotnia ceremonia pociąga za sobą różnorakie konsekwencje. Jak tradycja nakazuje, po ślubie młodzi mają czas dla siebie i udaję się w podróż poślubną na tzw. miodowy miesiąc. W moim przypadku nie będzie to trwało aż tyle, ale fakt – możecie się szykować na moją dłuższą nieobecność w redakcji. Do regularnego pisania na naszej stronie wrócę dopiero w drugiej połowie czerwca, a to oznacza, że będziecie mieli okazję ode mnie nieco odpocząć.

I ja również zamierzam odpoczywać. Planuję w ogóle nie zajmować się pisaniem o pokerze i w ten sposób, jak mniemam, doprowadzić do całkowitej regeneracji baterii. Myślę, że takie dobre trzy tygodnie rozbratu z pokerem powinny nam wszystkim wyjść na dobre.

Oczywiście o zaprzestaniu gry nie ma mowy. We wtorek, w godzinach południowych, wybieramy się z wraz z moją żoną i fotografką na poślubną sesję fotograficzną, a już wieczorem będę miał okazję zasmakować pierwszego wyjścia na pokerka w nowych okolicznościach przyrody.

I w związku z powyższym wydarzeniem w mojej głowie od razu zrodziło się pytanie, na które jeszcze nikt nie zna odpowiedzi: Narzeczona puszczała mnie na wszelkiej maści pokerowe eskapady, ale czy żona też będzie taka skora do kooperacji? Nie przekonamy się, dopóki oboje nie powiemy „TAK”.

Czy to aby na pewno ja?

Mówi się, że małżeństwo zmienia ludzi. Wycieczka do ołtarza wieńczy etap życia w pojedynkę – taki okres „I don’t care” – a rozpoczyna całkowicie inną i nową formę bytu, czyli życie w dwuosobowej spółce z ograniczoną odpowiedzialnością – dla odmiany faza „We both do care”. Czy po tych wszystkich zmianach do redakcji wrócę jeszcze ja?

Sam jestem ciekaw, co życie pokaże. Mam nadzieję że przy McKościelnym okienku otrzymamy tylko zestaw z obrączkami, bez ekstra kija od szczotki z aplikatorem do zada, który wywrze na mojej psychice takie wrażenie, że po powrocie z wakacji ciężko będzie Wam rozpoznać mój styl pisania; ten taki, jak to mawia Martina z Go4Games Casino w Ołomuńcu, „od serdiczka”.

Olomolo, nadchodzę

Przez ostatnie pół roku, gdy intensywnie szykowaliśmy się do wielkiego finału, żyłem troszeczkę w zawieszeniu. Wiadomo, że organizacja przyjęcia weselnego wiąże się z koniecznością ponoszenia niemałych nakładów finansowych, stąd też przez ten czas musiałem swoje pokerowe ambicje schować do kieszeni, bo strumień pieniędzy skierowany był w wiadomym kierunku.

Po samej ceremonii zaślubin i weselu szybko też się w tej sprawie nic nie zmieni, bo w naszym składziku włączony zostanie kolejny odkurzacz zasysający z kieszeni każde ilości pieniędzy, czyli podróż poślubna. Po szczęśliwym powrocie z wojaży spodziewam się bardzo ekscytującego etapu w naszym wspólnym życiu – etapu studenckiego, który już – Marta jeszcze niedawno, ja już kilkanaście lat temu – przeżywaliśmy. Już nie mogę się doczekać tego codziennego, wykwintnego menu: chleb z pasztetem, makaron z keczupem i zupka chińska „Ser w ziołach”. No ale jeśli alternatywą ma być tynk ze ścian…

Zamarzyła nam się Islandia. Za cholerę nas na tę eskapadę nie stać, ale bilety lotnicze już mamy i – mam nadzieję – jakoś to będzie.

A jak już wrócimy, jak już odkujemy się finansowo, to, co już wcześniej postanowiłem, zaczynam grać satki do małych Feverów, w których będę występował w roli gracza. Tadaaaam! Moi serdeczni koledzy od wtorkowego pokera też szykują się na drugą połowę roku na inwazję na Ołomuniec, tak więc zapowiada się super – jak to mawiał Tygrysek – „przyprawa”. Wiadomo, że wolałbym grać w dużych festiwalach, jednak obowiązki reportera nie pozwalają mi na wzięcie udziału w eventach tej serii. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma…

A jak już jesteśmy przy tym temacie, to wróble ćwierkają, że CUP-y zmienią w najbliższym czasie swoje oblicze. O szczegółach czytajcie na łamach naszego portalu już wkrótce.

To już ostatnia prosta

Mówi się, ze okres kawalerstwa wieńczy wieczór, w czasie którego samce delta walczą o przetrwanie. Ja zrezygnowałem z organizowania takiej imprezy, bo doszedłem do wniosku –  mając na względzie skład osobowy, oczywiście złożony z wybitych specjalistów od czystej wódki – że ktoś z nas tych manewrów nie przeżyje. Sprawa była właściwie pewna i przesądzona. Stąd mój fold w tym temacie. Inna sprawa, że zrobiłem sobie całkowity rozbrat z alkoholem, a to już stawia mnie właściwie w roli osób niepożądanych… nawet na moich własnych dożynkach.

Dzisiaj na 09:30 idę jeszcze do fryzjera i niczym nie jestem zestresowany tak bardzo jak tym wydarzeniem. Przez ostatnie miesiące starałem się bardzo mocno, żeby w kulminacyjnym momencie przed ślubem fryzjer mógł solidnie zapracować na zapłatę, którą zostawię u niego w salonie. Mam nadzieję, że gość będzie miał tego dnia inwencję twórczą, bo czegoś takiego właśnie bardzo potrzebuję – jednocześnie nie wiem, jakiego efektu końcowego sam oczekuję. Jednym słowem: potrzebuję artysty, rzemieślnika i lekarza psychiatry w jednym!

„Nie mówię żegnaj, lecz do miłego…”

Myślę, że tytułem zakończenia to właściwie tyle. Na profilu Doro na Facebooku pewnie wstawię jakąś fotkę z wesela. Nieco więcej materiałów będą mogły zobaczyć osoby, których mam w gronie swoich znajomych. Hold on, bo będzie się działo.

Dziękuję Wam serdecznie za uwagę i żegnam się klasycznym „Do miłego!”. Dokładnie to do 17. dnia czerwca. Tymczasem bądźcie szczęśliwi.

PPPoker Darmowe 10€

PPPoker