Wspinaczka

Gdzie jest Doro? Gdzie sukcesy, gdzie porażki, gdzie „spazzy”? Czy romantyczne uniesienie właśnie się zakończyło i to jest ostatni odcinek bloga z serii „Wpłaciłem setny pierwszy depozyt…”? 

Brak wiadomości też jest jakąś wiadomością

Patrzcie. Właśnie pojawił się nowy wpis dotyczący wspinaczki Doro po cashowych limitach. Pewnie napisał, że ponownie pożarł NL10 i już harcuje na NL25. Albo właśnie robi coming out, aby oznajmić światu, że dycha go pokonała i że zszedł pięterko niżej. A może najzwyczajniej w świecie, w chwili słabości, co nie zdarzyłoby się w jego przypadku po raz pierwszy, odpalił kompa i roztrwonił bankroll w kilku podejściach do turniejów MTT na średnich stawkach?

Nic z tych rzeczy, drodzy parafianie. Żaden z powyższych scenariuszy nie jest obecnie realizowany. Nie pisałem do Was nic od ponad miesiąca, gdyż po prostu nie gram regularnie. Od czasu do czasu kilkaset rozdań, żeby zobaczyć, czy znowu mam w sobie tę determinację, aby żyć i oddychać pokerem. Na ten moment straciłem tę łaskę i najzwyczajniej w świecie nie chce mi się tego robić.

Donk

Żołnierz nie wrócił ze świąt do jednostki

Z NL25 spadłem w okresie przedświątecznym. Plan odbudowy zakładał całkowity rozbrat z grą do pierwszych dni stycznia. W końcu nie po to jadę jedenaście godzin do domu pociągiem, żeby w innym miejscu odpalać laptopa i łupać w pokery i do nikogo się nie odzywać. Z tej części planu wywiązałem się wzorowo. Przebywałem z rodziną i spotykałem się ze znajomymi. Komputer służył mi głównie do pracy. W pokera zagrałem raz czy dwa – takie mini sesyjki po dwa turnieje MTT, jak już wszyscy poszli spać.

Sylwestra spędzałem już w Białymstoku. W edycji 2018/19 bawiłem się z głową, tak więc gdybym się uparł, to już 1 stycznia mogłem zameldować się w biurze, aby zobaczyć, w jakim nastawieniu jest noworoczny łotrzyk. Tak się jednak nie stało, ale nie miałem z tym żadnego problemu, gdyż tak naprawdę nie było żadnych znaków zwiastujących moją całkowitą dezercję. Nie ma się co oszukiwać, na grę od pierwszego dnia w nowym roku jakoś specjalnie nie liczyłem. W końcu prawdopodobieństwo tego, że pierwszego po zabawie nie będzie mnie nic bolało, nie było przesadnie wielkie. Plany powrotu do gry przeniosłem na później.

W końcu wrócił, lecz od razu udał się do izby chorych

Już nie pamiętam, ale w okolicach piątego stycznia wróciłem. Odpaliłem sobie sesję na przetarcie. Rozegrałem kilkaset rozdań na fastach, w czasie których oddałem niecałe cztery buy-iny. Grałem słabo. Byłem niedowiarkiem. Tworzyłem scenariusze na usprawiedliwienie moich luźnych sprawdzeń. Wynik był w dużej mierze odzwierciedleniem mojej obecnej dyspozycji. Ostatecznie „czerwonką” się nie przejmowałem, bardziej tym, że nie odczuwałem wielkiej przyjemności z gry. Niestety nic w tym temacie się nie zmieniło…

Diagnoza lekarska

Najważniejszym wyzwaniem jest ponowne wzbudzenie motywacji do regularnej gry, do pracy nad sobą, do higienicznego trybu życia. Ta chwila jest już blisko, jednak do tego potrzebny jest jakiś moment przełomowy, maleńka iskierka, aby źrenice znów rozszerzyły się i wypełniły pożądaniem.

Nie można wykluczyć również tego, że podświadomie wystąpił strach przed powrotem do gry. Ostatni epizod przy stołach zakończył się porażką, a to wywołało zwątpienie we własne możliwości. Nieudany powrót i ewentualna konieczność zejścia na jeszcze niższe stawki mogą być mentalną barierą, która blokuje dalsze ruchy.

Nie możemy również zapominać o przygotowaniach do ślubu. Myśli w dużym stopniu krążą wokół piętrzących się wydatków, samej ceremonii ślubnej i przyjęcia weselnego oraz podróży poślubnej. To okres wybitnie stresujący. Nic więc dziwnego, że na odstresowanie na warsztat idą książki i seriale. Poker zszedł w tym momencie na bardzo daleki plan, gdyż gra może powodować sytuacje stresujące, a tego więcej nie potrzeba.

Małymi kroczkami do celu

Nie ma obecnie we mnie głodu gry, ale ciągle mam chęć zrealizowania mojego planu. Jestem przekonany, że wkrótce uda mi się ponownie wskoczyć w siodło i że najpóźniej w grudniu 2019 roku dotrę na upatrzony wcześniej szczyt. Czas odłożyć książki, zakończyć seriale i główny nacisk postawić na grę i naukę, bo w przeciwnym razie nie uda się wykonać zadania. Mam nadzieję, że w międzyczasie pożądanie powróci.

Motywacja

Jestem szczęśliwy, że w drodze do realizacji celu wspiera mnie moja narzeczona, która samą grą się specjalnie nie interesuje, ale rozumie, że jest to dla mnie ważne i zachęca mnie do tego, żebym tę utraconą motywację na nowo odnalazł. Dziękuję również braci pokerowej za słowa wsparcia i za okazane chęci do pomocy – szczególnie po odcinku, w którym pisałem o konieczności zejścia na niższe stawki. Teraz w tyłek kopie mnie mocno jedynie River, bo do chwili ukazania się niniejszego tekstu był On jedną z nielicznych osób, które wiedziały o moich mindsetowych problemach. Dziękuję Ci za to, Kruszynko.

Epilog

Skoro powód mojej absencji przy stołach został już wyjawiony, czas powoli kończyć. Trochę żałuję, że w piątym odcinku tej serii nie mogłem pisać odnośnie wspinaczki na szczyt, ale raczej o nerwowym wyczekiwaniu na sprzyjające okno pogodowe u jego podnóża. Kolejne informacje z przerwanej wyprawy przekażę Wam, gdy tylko coś istotnego się wydarzy lub najpóźniej na początku marca.

Niech będzie ujęte w protokole, że niniejszy tekst pisało mi się z wielką przyjemnością. Gdy składałem literki w głowie zakiełkowała przyjemna wizja, w której widziałem siebie kończącego pisać szósty odcinek na temat wspinaczki. Wkleiłem grafiki z wynikami, a całość podsumowałem stwierdzeniem, że syn marnotrawny powrócił. Oby. Oby.

PlayStation 4