Martin Kabrhel znowu to zrobił. Znowu nikt go nie lubi. Ale to on ma już w swoim posiadaniu dwie mistrzowskie bransoletki i ponad 7.000.000$ wygranych turniejowych i teraz śmieje się wszystkim w twarz. Wróć! Martin jest specyficzny. On się nie śmieje, on za to wygląda coraz groźniej.

W czasie ostatniego przystanku Poker Fever, w chwili, gdy gra znajdowała się na bubble’u Main Eventu, co jak wiemy generuje przestoje w grze, uciąłem sobie pogawędkę z Davidem Kristkiem. W pewnym momencie sympatyczny Czech zapytał się mnie o to, czy wiem, że przy jego stole siedzi zdobywca bransoletki WSOP. Patrzę po graczach i Artura Rudziankova nie widzę. Nie pamiętam nawet, czy grał w Main Evencie, czy odpadł. Nieistotne. Ruzicka, który sam się wyeliminował z gry na finałowym stole Main Eventu, ostatecznie wrócił do kraju bez bransoletki. Też go nie było na sali. Myślę sobie, co jest, kurde blaszka?

6 do zera

Tym graczem był Tomas Junek. Swoją drogą jego życiorys to gotowy scenariusz na książkę lub film. Kolejny przypadek młodego gracza, któremu sodówka uderzyła do głowy i skończył pogrążony w uzależnieniach od alkoholu i narkotyków. Może kiedyś o tym więcej napiszę. W każdym razie przyznam się bez bicia, że nie znałem innych Czechów, którzy mogą pochwalić się posiadaniem najbardziej pożądanego pokerowego trofeum, a jak się okazuje „złoty bracelet” po dzisiejszej nocy już po raz szósty pojechał na „Hradczany”. Jak to możliwe, że w kraju trochę większym od „dużego pokoju” wychowano aż sześciu „mistrzów świata”? (Gwoli ścisłości to pięciu, bo Kabrhel ma już dwie wygrane na swoim koncie). A pokerowa Polska od ponad 40 lat czeka na sukces krajana, który w Las Vegas lub Rozvegas sięgnie po zwycięstwo. Mazurek Dąbrowskiego w RIO to byłoby coś…

Czy Czesi grają lepiej od nas w pokera? Śmiem w to wątpić. Czy mają więcej szczęścia? Również powątpiewam, w końcu 40 lat to wystarczająco długi okres, żeby można było mówić o long runie, a więc czynnik losowy ma tutaj znaczenie marginalne. Jedyne, co naprawdę się liczy, to niskie podatki. Czechom po prostu opłaca się jeździć do Las Vegas, bo fiskus zabiera im tylko 15% od wygranych, za to Polakom aż 30%. Ciężko w tym przypadku mówić o dochodowej grze, gdy występuje się z orzełkiem na piersi. Dlatego nasi gracze po prostu tam nie jeżdżą.

Podatki w USA to jedno, ale już w Rozvadovie szanse obu nacji są całkowicie wyrównane. Wygrywając „bambiliony” w King’s Casino, będziemy musieli zostawić w kasynie „dobrowolny” napiwek i ani jednego halerza więcej. Czemu zatem na Starym Kontynencie nie odnosimy sukcesów? W tym przypadku nie możemy chyba jeszcze mówić o long runie, gdyż do tej pory festiwal WSOP Europe organizowano dopiero dziesięciokrotnie, obecnie trwa jedenasta edycja. Jeszcze przyjdzie na nas czas, ale póki co jest sześć do zera, a właściwie zero do sześciu.

Widzisz i nie grzmisz

Przyczynkiem do napisania niniejszego artykułu jest kolejna wygrana Martina Kabrhela, czyli najbardziej irytującego pokerzysty chodzącego po ziemi. Trzeba zgiąć się w pas i pogratulować wygranej, bo osiągnął fantastyczny wynik, i na tym kończy się mój szacunek dla tego gracza. W jakim stylu Czech to zrobił? W swoim, czyli, jak to kilka lat temu określił Fenekzgavry, śmieciowym. (Polubcie jego nowy profil i doskonały tekst na temat sukcesu „Marcina”.). Mój serdeczny kolega z redakcji, Buba, trafnie stwierdził, że Kabrhel w każdym rozdaniu „oglądał buty rywalom”. Znamy to, widzieliśmy to wielokrotnie, i mówimy jego „burackiemu” zachowaniu i przedłużaniu gry stanowcze „nie”!

Pomyślcie co musi się stać, żeby mnie obudzić ze snu? A co dopiero z grobu? No właśnie.Jak zapewne wiecie, facebook…

Publiée par Fenekzgavry jednak żyje sur Lundi 29 octobre 2018

Bardzo trafnie o wygranej Kabrhela wypowiedział się na Twitterze również Ozzy. Jego słowa można podsumować hasłem reklamowym Totalizatora Sportowego – żeby wygrać, trzeba grać. „Problem” polega tylko na tym, że na tę grę potrzeba ogromnych pieniędzy, a Kabrhel, który nomen omen jest całkiem niezłym grajkiem, takie zaplecze finansowe posiada. Czy to Leon Tsoukernik w niego inwestuje, czy ktoś inny, na pewno ktoś stoi za tym graczem. Wydanie 100.000€ na wpisowe do jednego turnieju to już nie są przelewki. Mieszkanie można za to kupić albo wybudować dom.

Zrozumieć Kabrhela, część II

Wiele przemyśleń na temat Kabrhela zawarłem kilka dni temu w tekście, w którym próbowałem dokonać obiektywnej oceny jego pokerowych poczynań. To wszystko jednak działo się jedną bransoletkę mistrzowską i 2,6 mln€ temu, co robi dużą różnice. Dzięki swojemu sukcesowi Czech wskoczył na pierwsze miejsce „All Time Money List” w swoim kraju, a jego wygrane turniejowe live nieznacznie przekroczyły granicę 7.000.000$. Taka kwota znamionuje już gracza dużego kalibru lub, jak trafnie uchwycił to Ozzy, po prostu rega z workiem pieniędzy stojącego za nim.

Jednak klasy nie da się kupić za żadne pieniądze. I choćby Czech „powygrywał” wszystko, dla mnie i tak będzie przegranym. Zastanawiam się nad tym, czy on jest takim bucem po prostu, czy jest to tylko jego gra obliczona na wyprowadzenie przeciwników z równowagi? Jaka by nie była odpowiedź, nie możemy liczyć na to, że Kabrhel przestanie tak się zachowywać – głupi nie zrozumie, a mądry niczego nie będzie zmieniał, skoro to działa.

Gdybym był dziennikarzem śledczym lub po prostu miał trochę wolnego czasu, chętnie bym za nim trochę pochodził. Zobaczył, czy ma jakąś rodzinę, jakiś kolegów. Nie tylko pokroju takich „Antoniusów”, na pokaz, co na własne oczy miał okazję zaobserwować Jack Daniels, w czasie swojej wizyty w Barcelonie. Obawiam się, że jego najbliższym przyjacielem może być jego odbicie w lustrze, przy którym ćwiczy tę swoją firmową, groźną minę, która mnie osobiście doprowadza do szewskiej pasji. Oddałbym mu wszystkie żetony z 72o, żeby tylko uwolnić się od konieczności siedzenia z nim przy jednym stole. Nie lubię, jak ktoś studiuje moje buty, niekomfortowo się wtedy czuję.

I może Kabrhel właśnie na takie coś liczy…

Reload Bonus PartyPoker

Doro
Pasjonat pokera, który chciałby, żeby gra stała się ważniejszą częścią jego życia. Wybrał się w drogę z NL2 do NL100. Czy kiedyś zrealizuje swój cel?