Dziś zapraszam na luźny wpis w kategorii: „Tak sobie myślę”. Tematem moich rozważań będzie klasyczny pokerowy dylemat: grać cashe czy MTT? A może obrać jeszcze inny kurs? Co zrobić, żeby w końcu położyć łapy na pieniądzach? 

Myślę, że powinienem zacząć od tego, co skłoniło mnie do ponownego podjęcia tematu, który od dawien dawna uznawałem za całkowicie zamknięty. Jak pewnie wiecie, jestem cashowym pokerzystą-amatorem. Klikam sobie w guziki już od dłuższego czasu, z większymi i mniejszymi sukcesami, a czasami bez sukcesów. Określiłbym siebie zaangażowanym amatorem z dużymi aspiracjami, chociaż czasem zastanawiam się, czy nie powinienem użyć w tym miejscu słowa „marzeniami”. Gram właściwie tylko na RIO i szczerze powiedziawszy, [mocno] nie narzekam ani na wyniki, ani na poziom, ani na poker room. Jednak od pewnego czasu coś nie daje mi spokoju – zaraz dojdziemy do tego co.

Dlaczego cash?

Pasuje mi to, że grając cashe, mogę bardziej elastycznie planować godziny, w których gram. Sesje ring games trwają znacznie krócej niż sesje turniejowe, a do tego można przerwać je w dowolnej chwili. Szczególnie istotne jest to w przypadku, gdy stwierdzę, że gram słabo. Wówczas jednym kliknięciem zamykam stoły i przestaję tracić pieniądze. W przypadku gry turniejowej nie ma takiej swobody – trzeba wszystko dograć (dogorywać) do ostatniej eliminacji.

Drugim czynnikiem, który sprawił, że skupiłem się na grach cashowych, jest głębokość stacków. Gra na efektywnych 100 BB, a już w ogóle gra na deepach, jest nieporównywalnie ciekawsza niż granie na 30 BB. „Głębsze” środowisko daje również więcej przestrzeni na wykazanie się przewagą umiejętności, co jest dla mnie korzystne. Zakładam, że jako zaangażowany amator, który sporo czasu poświęca na samokształcenie, posiadam przewagę nad „średnim przeciwnikiem”. Myślę, że to prawda, i to nie tylko w teorii, ale również w praktyce, bo kilka leveli cashowych udało mi się w trakcie swojej przygody z grą w pokera pokonać.

Wątpliwości – żółć się ulewa

Ostatnio jednak trochę zmęczyłem się grindem cashowym. Bywało już tak w przeszłości, dlatego z początku myślałem, że prawdopodobnie i tym razem wszystko rozejdzie się po kościach i wróci do stanu pierwotnego – trzeba tylko poczekać. Teraz nie jestem już tego taki pewien, bo sytuacja jest trochę inna. W trackie ostatniego roku zdecydowanie poprawiłem swoją grę i awansowałem na wyższe stawki, ale tych pieniędzy jak nie było, tak nie ma. Nie wpływa to pozytywnie na morale.

Wiedząc, że nie jestem w stanie grać swojej cashowej A-game, a przy tym nie chcąc całkowicie zawieszać „rękawic na kołku”, sporadycznie odpalam sobie turnieje. I właśnie te próby są odpowiedzialne za mętlik, jaki wytworzył się w mojej głowie. Serce boli, jak człowiek widzi, jacy „artyści pokera” zaliczają turniejowe deepy i zgarniają pokaźne wypłaty. Wtedy w głowie rodzi się myśl: „dlaczego ja nie miałbym czegoś takiego osiągnąć, skoro gram od nich o niebo lepiej?”. Mimo iż moja turniejowa gra daleka jest od optymalnej, to w tym środowisku – nie gram wyżej niż 20$ – moje rozumienie zakresów i kontekstu (tzw. big picture), w zupełności wystarcza do tego, aby utrzymać się na powierzchni. Ja wiem, że na grę w pokera trzeba patrzeć długoterminowo, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie nęci mnie perspektywa jednego dużego lub kilku mniejszych strzałów. Wielu, teraz już, uznanych pokerzystów też w ten sposób zaczynało poważne granie. Może czas trochę więcej klikać tych MTT-ków?

Wątpliwości – skoro jest dobrze, to w takim razie, kto ukradł mój ser?

Wątpliwości dotyczącego tego, czy zajmować się grami cash na niskich limitach, rosną jeszcze bardziej, gdy czytam słowa graczy zawodowych, którzy w ogóle odradzają babranie się w cashowych mikrostawkach. W tym środowisku często jedynym wygranym są poker roomy (wysoki rejk), i ja to potwierdzam. Nie wiem, jaki trzeba mieć win rate na limitach NL25/NL50$ (RIO NL20€/NL50€), żeby w końcu poczuć jakąś realną gotówkę w ręku? Rakeback się nie liczy – ten w całości idzie na opłacenie materiałów szkoleniowych.

VeniVidi1993, którego znamy z epickiej batalii z Philem Galfondem, mówi wprost: „Znajdź mentora. Zbuduj dzięki swojej pracy zawodowej bankroll do gry na średnich limitach. W międzyczasie dużo się ucz, ale również graj, jednak nie po to, żeby budować kapitał, ale po to, żeby w praktyce umieć zastosować wiedzę, którą przyswajasz. Jak zgromadzisz odpowiednie środki na grę, poproś mentora o to, żeby rzetelnie ocenił poziom twoich umiejętności i dał znać, czy jesteś gotowy”.

Mimo iż jestem zadowolony ze swoich cashowych postępów w ostatnim roku, odnoszę jednak wrażenie, że coś mnie omija, bo tych pieniędzy to jakoś specjalnie nie widać. Rzut oka na tracker i kolumnę, która pokazuje wysokość zapłaconego rejku, czarno na białym pokazuje, dlaczego idzie to wszystko tak opornie i w czyje ręce trafiają pokerowe dolary. Pewnie są też inne powody, które leżą już całkowicie po mojej stronie, jednak jestem przekonany, że największe leaki techniczne już zatkałem. Natomiast jeśli chodzi o mindset, to obecnie mocno osłabia go myśl, że to ja robię najczarniejszą robotę, a całą śmietankę spijają operatorzy. Obawiam się, że moja cierpliwość może się wkrótce skończyć, co będzie skutkowało tym, że porzucę „drabinkowanie” na rzecz nauki i kumulacji kapitału. W międzyczasie postaram się coś „binknąć” na polu MTT, żeby być może przyspieszyć cały proces.

I tak stoję w rozkroku i dumam, co mam robić dalej. Trochę boję się, że tym MTT to się tylko niepotrzebnie rozproszę, dlatego jeszcze nie podjąłem decyzji, czy turnieje na stałe wejdą do mojego repertuaru. W ogóle nie jestem pewny, czy przestawienie się na „kumulację kapitału” to dobra decyzja. Muszę to jeszcze przemyśleć. Czas pokaże, czy moje wybory były właściwe. Jeśli będziecie chcieli o nich słuchać, to podzielę się z Wami swoimi doświadczeniami w kolejnych odcinkach bloga.

Ecopayz banner baner MasterCard