Szlag by tę pandemię trafił. Co to z ludźmi się porobiło, że nagle każdy postanowił być fit? Nie powinno być wszystko na odwrót? Nie powinniśmy roztyć się w czasie covidowego zamknięcia?

Do uczestnictwa w specjalnych wydarzeniach często przygotujemy się w wyjątkowy sposób. W preparacjach brylują panie, które przed wszelkiego rodzaju społecznymi spędami, spotkaniami klasowymi i odgrzewanymi znajomościami z przeszłości na długie godziny zaszywają się w salonach fryzjerskich i kosmetycznych, w butikach oraz w lumpeksach, zarówno tych drogich, jak i tych z ciuchami, których już ani Niemiec, ani Anglik nie chcieli nosić. Wszystko po to, aby w tym wyjątkowym dniu pokazać najlepszą wersję siebie i jak diament lśnić w świetle jupiterów.

Gdy dowiedziałem się, że będę miał przyjemność przeprowadzić relację z sierpniowego Fevera, nie zrobiłem niczego ekstra, jednak po cichu liczyłem na to, że to o mnie będą szeptać w czasie przerw w grze; że to mnie będą pokątnie lub całkiem jawnie i bezwstydnie wytykać palcami, a może nawet wskazywać jako wzór do naśladowania; że to w końcu ja będę odpowiadał na dziesiątki pytań żywo zainteresowanych moją metamorfozą osób, które będą błagać o podanie magicznej formuły na zrzucenie nadprogramowych kilogramów.

Tylko ja wiem, w jaki sposób przepracowałem ostatnie miesiące. Wiem, ile potu wylałem podczas marszów, marszobiegów, biegów i jazdy na rowerze. Wiem, ile gastronomicznych wyrzeczeń kosztowało mnie to, żeby zbliżyć się do bariery 100 kg, do której przez ostatnią dekadę było mi niezwykle daleko. – Schudłem kilkanaście kilo. Mam edge’a nad tymi ochlejusami i kanapowymi kluskami – mówiłem, kurna, nawet krzyczałem w myślach. – Wejdę i zamiotę. Tak zrobię – byłem absolutnie pewny siły swoich kart.

Doro

Jakież było moje zdziwienie…

– 26. dzień sierpnia, środa. Z klimatyzowanych pomieszczeń Go4Games Casino Hodolany wita Was serdecznie Doro – rozpocząłem swoją relację z Super High Rollera. Chciałem być lekki w słowie niczym Andrzej Kostyra, ale już wtedy nie było mi do śmiechu. Byłem zagubiony niczym skarpetka nie do pary.

To przecież miał być ten dzień. W planach na kilkanaście godzin pracy miałem wyznaczone kilka minut na przyjmowanie gratulacji i pytań. Jeszcze będąc w pokoju hotelowym, ćwiczyłem przed lustrem zachowywanie obojętności na miłe słowa. Miałem dziś operować z pozycji najpiękniejszej dziewczyny w klasie, do której ślinią się wszyscy heteroseksualni chłopcy i kilka homoseksualnych dziewcząt. Miałem mieć ich wszystkich w dupie i nadal marzyć o nauczycielu biologii i Maćku z VIII A. Tak miał wyglądać ten wieczór.

Niestety nic nie ułożyło się po mojej myśli. Zjawiłem się w kasynie wcześniej. Zjadłem sałatkę Cezarego (czyli sałatę z majonezowymi paciami i kilka kawalątków kurczaka – wtedy nie wiedziałem jeszcze, że będę to jadł na śniadanie przez kilka następnych dni) i czekałem na gości.

Jako pierwszy dzień zepsuł mi Ojciec Nieznany, zwany również Pączkiem. Ksywa niby zobowiązuje, a trudno było nie zauważyć, że od ostatniego naszego spotkania to dziurkę lub dwie poluzował w pasku. Już na wstępie zawirowało mi w głowie.

– Spokojnie, I still got it, w końcu jedna jaskółka wiosny nie czyni – starałem się nie tracić rezonu.

Chwilę później na placu gry pojawił się Jawor. – Ježíšku na křížku! – krzyknęła moja dusza. Gdy go zobaczyłem, z miejsca zacząłem pakować kredki do piórnika. Zawody były skończone. Jak się później okazało, nie do końca, gdyż na sali pojawił się Jajo, a właściwie to pół Jaja, i to dopiero On zamknął ostatecznie imprezę. Jeśli widok odchudzonego Jawora był jak kop z czuba w „torbę”, to wejście Jaja było upadkiem z siodełka na rowerową ramę. Chciałem rzucić w diabły tę relację i biec w kierunku Polski. Zaniechałem dopiero wtedy, gdy uzmysłowiłem sobie, że choćbym nawet zdołał dobiec do Suwałk lub na Hel, to jednemu ani drugiemu i tak nie dorównam.

Jajo

Prawdziwy mężczyzna

I wtedy odrobinę wiary w ludzi przywrócił mi Grinder. Był taki, jakiego go sobie wymarzyłem.

Był tłuściutki… jak Puchatek.
Był okrąglutki… jak księżyc w pełni.
Był pulchniutki… niczym pudding na plecach Lukasa Zaskodnego.

Słodziak, że hej! Od ostatniego spotkania na którymś z Feverów przybyło mu fałdek i kilogramów. Prawdziwy to był mężczyzna. Miło było na niego popatrzeć.

Przepis na zrzucenie nadprogramowych kilogramów

Wiecie, że żartuję, nie? Tak naprawdę to niezwykle cieszę się z tego, że wszyscy wzięliśmy się za poprawę zdrowia, kondycji fizycznej, i że po chłopakach i po mnie widać efekty ciężkiej pracy.

Jawor

Wy też możecie osiągać na polu odchudzania sukcesy. Przepis na nie jest bardzo prosty: mniej i lepiej jeść (i robić to regularnie), również regularnie się ruszać, odstawić używki. Koniec. Zanim wydacie 999,99 zł na cudowny plan treningowy, zanim wydacie choćby złotówkę na jakąś konsultację, zainwestujcie całe serce w to, żeby wstać z kanapy i zacząć się ruszać. Ja w ten sposób schudłem już kilkanaście kilogramów i zaraz, po blisko dekadzie przerwy, przekroczę znowu 100 kg, z tym, że tym razem od tej pożądanej strony. Wam też życzę przełamywania własnych barier. Można wszystko, ale trzeba bardzo chcieć.

Ecopayz banner baner MasterCard