Końcówka każdego roku sprzyja wszelkiej maści podsumowaniom. Nie wiem, jak Wy, ale od jakiegoś czasu nawet nie klikam w artykuły, których nagłówki rozpoczynają się od słów: „Top-10”, „Najlepsze (…) kończącego się roku” i „Przegląd najciekawszych (…)”… Dlatego wybaczcie, ale żadnych „the best of” w tym roku nie będzie. Zamiast tego uderzę trochę w inne tony i zakończę bieżący rok odrobinę refleksyjnie. 

W trakcie grudniowego przystanku Poker Fever CUP miałem przyjemność uczestniczenia w evencie Poker Fever Starter. Gdy nastąpił koniec – skończyłem turniej w kasie, na bubble’u finałowego stołu – i nastał nowy dzień, to było mi bardzo przykro, że każdy z tu obecnych może brać udział w dalszej zabawie, a ja, z racji swoich obowiązków reporterskich, nie. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie narzekam na to, co robię, ale zazdroszczę osobom, które rekreacyjnie, ale regularnie mogą brać udział w pokerowych turniejach, a już w ogóle to zazdroszczę tym z Was, którzy dzięki grze mogą zarabiać na swoje utrzymanie i na utrzymanie swoich rodzin.

Mówią, że zawodowe granie w pokera to bardzo trudny sposób na prowadzenie łatwego i wygodnego życia. Nie jestem profesjonalnym graczem, ale z moich obserwacji wynika, że tak właśnie jest. Stąd też darzę ogromnym szacunkiem osoby, które potrafią radzić sobie ze stałą presją, stresem, wariancją, przeciwnościami losu i niemałymi kosztami prowadzenia jednoosobowego pokerowego przedsiębiorstwa. Z tego miejsca kłaniam się przed Wami nisko… Myślę o dwudziestoparolatkach zrzeszonych w pokerowych stajniach, magikach w grach odbywających się online; o trzydziestolatkach, którzy obecnie odnoszą swoje największe sukcesy oraz o czterdziestolatkach i starszych graczach, którzy dzięki profesjonalnemu podejściu do wykonywanej pracy od lat utrzymują się z gry.

Mam do Was wszystkich krótkie przesłanie na zakończenie bieżącego roku.

Doceńcie to, co macie, najlepiej tu i teraz

Nie wiem, na ile i czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, w jak bardzo uprzywilejowanej pozycji się znajdujecie. Nie wiem, czy w stopniu dostatecznym (czyli w jakim?) doceniacie tę łaskę, błogosławieństwo czy też zwykłe zrządzenie losu, które sprawiło, że na życie zarabiacie przy pokerowych stołach. W moim odczuciu właśnie końcówka roku, czyli czas podsumowań, to dobry moment na to, aby na chwilę się zatrzymać i uzmysłowić sobie, jak wiele dobrego się w Waszym zawodowym życiu dzieje.

Podziwiam każdego pokerzystę, który wiedzie godne życie dzięki grze w pokera. Znacznie bliżej jest mi jednak do osób, które swój zawód wykonują w pełni świadomie i z należytą pokorą.

To oczywiste, że chce się żyć w chwilach, gdy Wam i bliskim dopisuje zdrowie; możecie liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół; w turniejach/grach cashowych osiągacie sukcesy, a na koncie macie odłożone pieniądze, zarówno na tę radosną jak i na tę czarną godzinę. Niestety w życiu często bywa tak, że te dobre chwile przeplatane są tymi mrocznymi – taka jest naturalna kolej rzeczy – i musimy mieć świadomość, że niewiele trzeba, aby „ten idealny świat” zatrząsł się w posadach. Wystarczy, że komplikacje pojawią się, choćby, w jednym z wyżej wymienionych obszarów i to zawodowe granie, do którego przecież potrzeba spokoju, koncentracji i bardzo silnego mindsetu, może stać się bardzo trudne lub nawet całkowicie niemożliwe. Nie straszę – myślę tylko, że warto o tym pamiętać i docenić stan obecny.

Wszystkiego dobrego w 2020 roku. Niech dobra passa dalej trwa, a wszelkie przeciwności losu, które mogą mieć wpływ na wykonywaną przez Was pracę, niech przytrafiają Wam się w trakcie kolejnych dwunastu miesięcy jak najrzadziej; najlepiej wcale.

ecoPayz - status GOLD od PokerGround