Dziś będzie bardzo sportowo. Rok temu zapisałem się na siłownię i – jak to z siłownią bywa – przez wiele miesięcy chodziłem w kratkę. Potrafiłem przez 1,5 miesiąca chodzić regularnie po 3 razy w tygodniu (wziąłem nawet kilka treningów personalnych), żeby potem w ciągu miesiąca pokazać się 3-4 razy. W końcu – ok 4 miesiące temu – powiedziałem dość! Przypomniałem sobie wtedy bardzo ważną lekcję mindsetową:

„Jeśli chcesz coś osiągnąć i mieć sensowne rezultaty – musisz zacząć traktować to poważnie!”

I tak też uczyniłem. Zacząłem pracować na poważnie z trenerem personalnym. Od 4 miesięcy trenuję z nim regularnie 2 razy w tygodniu, trzeci trening robię samodzielnie wg planu na siłowni, a do tego dochodzą 1-2 krótsze treningi robione w domu. Ta decyzja pociągnęła za sobą kilka konsekwencji:

Dyscyplina. Dzięki temu do moich treningów weszła bardzo konkretna dyscyplina. W końcu umówiłem się z trenerem na konkretną godzinę, zapłaciłem za trening i nie mogę się nie pojawić.

Lechrumski mindset blog 1Metodyka. Kolejną zmianą okazała się metodyka pracy. Bardzo szybko trener wyjaśnił mi, że większość ćwiczeń wykonywałem nieprawidłowo, a niektóre wręcz ze szkodą dla mojego ciała. Nagle okazało się, że sporej części ćwiczeń, które robimy, nie widziałem nigdy nawet na oczy. Stopniowo zacząłem rozumieć sens kolejnych ćwiczeń rozciągających, odblokowujących, wzmacniających, poprawiających wydolność, itp.

Efekty. Czuję się świetnie, o wiele łatwiej utrzymać mi prostą sylwetkę, obserwuję znaczny wzrost siły, wydolności i sprawności. Dzięki zapisywaniu ilości powtórzeń, ciężarów i innych parametrów, widzę, jak z tygodnia na tydzień robię postępy.

Satysfakcja. Jakość treningów, mierzalne efekty i poczucie, że ćwiczę prawidłowo i idę w dobrym kierunku powodują u mnie ogromne zadowolenie z tego co robię. Jednym z kluczowych elementów, który wcześniej blokował mój zapał jest pełna świadomość tego, że ćwiczenia, które wykonuję są dla mnie bezpieczne i dobre.

Lechrumski mindset blog 2Podnoszenie sobie poprzeczki. Wraz z trenerem uczę się, jak podnosić sobie poprzeczkę i każdego tygodnia wymagać od siebie coraz więcej.

Realizacja planów. Realizacja kolejnych planów treningowych daje nie tylko satysfakcję i większą pewność siebie, powoduje ona również większe poczucie własnej skuteczności w pokonywaniu życiowych przeszkód i realizacji innych celów.

Nie muszę chyba pisać o tym, że wypracowywanie u siebie powyższych cech charakteru ma ogromne przełożenie na grę i mindset. Z tym jest tak samo jak z dyscypliną.

Zamiast uczyć się dyscypliny w pokerze, stań się po prostu zdyscyplinowanym człowiekiem na co dzień.

A zatem, regularny sport pomaga nam nie tylko fizycznie, ale pomaga też w kształtowaniu wielu przydatnych w pokerze cech charakteru.

Lechrumski mindset blog 3Co ciekawe, zauważono to już w biznesie. Obecnie coraz popularniejszym trendem jest stosowanie sportu w biznesie. Wynajmowanie trenerów, którzy pracują i trenują z kadrą zarządzającą. Po wielu miesiącach regularnych treningów okazuje się, że menedżerowie nie tylko lepiej się czują, ale również zauważają u siebie pozytywne zmiany mentalne, większą otwartość i lekkość w radzeniu sobie z problemami zawodowymi. Wiem, że z takich treningów korzystali m.in. Elky i Eugen Katchalov. Jestem bardzo ciekawy, czy w przyszłości stanie się to trendem w pokerowym światku mid/high stakes. Jeśli macie na ten temat jakieś przemyślenia, albo interesujące informacje, to zapraszam do komentowania.

Sam widzę u siebie spory wzrost efektywności i poczucia własnej skuteczności, chociaż ciężko mi mówić o jakimś wpływie na grę, bo ostatnio gram po prostu bardzo mało. Od początku października coraz bardziej skupiam się na rozwoju trenerskim, mindsetowym, edukacji, pisaniu artykułów itp. Natomiast mimo tego, miałem z gry naprawdę bardzo udany rok, udało się zrobić ok. 200BI z gry przy 325k hands, co bardzo cieszy. Jako, że bardzo lubię uczyć, chciałbym w jakiś sensowny sposób przekazać innym całą swoją aktualną wiedzę. W związku z tym, razem z moim serdecznym znajomym pokerowym – Rocky’m stworzyliśmy roczny projekt coachingowy przeznaczony głównie dla graczy PLO25-50, [gracze zaczynający przygodę z PLO100 są również mogą się z nami kontaktować]. Szczegółów na skypie udziela Rocky [skype: loustajl].

Poza tym, moja współpraca z PokerGround zaczyna nabierać coraz bardziej namacalnych kształtów. W styczniu będziecie mieli okazję wzięcia udziału w pierwszych 4 treningach prowadzonych przeze mnie – szczegóły tutaj.

W najbliższym czasie możecie też spodziewać się 2 artykułów mojego autorstwa. Pierwszy z nich będzie dotyczył sposobów skutecznej pracy nad grą, a drugi będzie noworoczną niespodzianką. Oczywiście częstsze updaty możecie znaleźć na moim fanpage’u.

Na koniec, będzie równie sportowo – o przełamywaniu swoich granic. Jednym z moich wykładowców podczas studiów z psychologii sportu okazał się zapalony triatlonista i … mors. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ów sympatyczny człowiek postanowił namówić całą grupę do kąpieli w morzu – w niedzielę 23 listopada!!! Na dworze było wówczas ok 0 stopni a woda miała ok 3 stopni.

Zaczęło się bardzo niewinnie. W sobotę podczas zajęć, poszliśmy pobiegać i poćwiczyć na plażę. 4km biegu, 10 min ćwiczeń i wejście do wody po kolana. Drobiazg, można by rzec, było nawet przyjemnie. Co więcej ten wypad na plażę przypomniał mi z sentymentem czasy liceum i zajęć z WFu. Poza tym zauważyłem, że taki przerywnik bardzo dobrze wpływa na poziom ogólnej koncentracji i samopoczucia. Niestety bardzo szybko okazało się, że w niedzielę już tak łatwo nie będzie i czeka nas wejście do wody z pełnym zanurzeniem, oczywiście poza głową.

Lechrumski mindset blog 4Prowadzący przedstawił nam pełną procedurą bezpiecznego wejścia do wody w takiej temperaturze, a do tego strasznie chciałem to zrobić, żeby pokazać sobie, że mogę pokonać swoją kolejną barierę. Z drugiej strony umysł w takiej sytuacji zaczął produkować tysiące wymówek: „Zimno”, „Pewnie nie wszyscy wejdą”, „Możesz się przeziębić”, bla bla bla. Byłem nieco rozdarty wewnętrznie i, jak to się dzieje w takich sytuacjach, nasze ego zaczyna płatać nam straszne figle. Mimo tego, iż jestem bardzo dobrze zorganizowany i mam dobrą pamięć, mój umysł w niedzielę „zapomniał” kąpielówek, zabrał tylko mały ręcznik a koszulkę na zmianę zostawił w sali. To dało mi jeszcze więcej (tym razem odrobinę racjonalnych) powodów do znalezienia kolejnych wymówek. Do samego końca wahałem się z podjęciem ostatecznej decyzji. W końcu, może to atmosfera grupy, może charyzma prowadzącego, a może przede wszystkim wewnętrzna chęć pokonania swojej słabości, spowodowały, że wszedłem i zanurzyłem się na kilka sekund po szyję w lodowatej wodzie, co zostało nawet uwiecznione na powyższym zdjęciu.

Przerażonych tą historią, informuję, że minęły 2 tygodnie i wciąż jestem zdrów jak ryba :D natomiast nie w tym rzecz. To wydarzenie nauczyło mnie tego, że czasem strach przed nieznanym powoduje, że zaczynamy sami sabotować swoje działania i szukać tysięcy wymówek dlaczego ma nam się nie udać. Dobrze jest mieć w takiej sytuacji kogoś kto popchnie nas do działania i pomoże nam pokonać nasze słabości. Takie doświadczenie może stworzyć dla nas fundament do jeszcze większej pewności siebie i przekraczania kolejnych granic. Z czasem dojdziemy wówczas do sytuacji, w której sami będziemy w stanie wejść do wody kierując się przy tym niezłomną siłą woli i zdolnością do pokonywania wszelkich przeciwności losu. I sport właśnie jest narzędziem, które może nam w tym pomóc.

Pozdrawiam bardzo ciepło,

Leszek