Dziś chciałbym powiedzieć Wam słówko o potyczkach z bardzo słabymi graczami, które nie zawsze przebiegają w sposób, w jaki byśmy sobie tego życzyli. Taki już jest poker. Nie martwcie się, te spotkania zazwyczaj kończą się w ten sam sposób i są to historie z happy endem.

Udało się. Trafiliście na świetny stolik, przy którym siedzi bardzo słaby gracz. Niepełny stack. „Limpowanko”. Losowo wybrane ruchy na każdym streecie. Rozpoczynacie sesję z nastawieniem, że dzisiaj to dopiero będą łowy. Wszystko na to wskazuje, bo w każdym aspekcie pokerowego rzemiosła bijecie na głowę swojego rywala. Phil Hellmuth powiedziałby o nim, że nie potrafi nawet przeliterować słowa „poker”. Robicie wszystko zgodnie ze sztuką. Niestety w czasie pierwszej godziny sesji tracicie kilka buy-inów do jakiegoś „idioty z północnej Europy” – słowa Hellmutha najwyraźniej mocno wryły mi się w pamięć. Co robić w takiej sytuacji?

A może czego nie robić?

Odpowiem na to pytanie w sposób przewrotny – powiem Wam, czego nie należy robić. To bardzo frustrujące, ale czasem nic nie można poradzić na taką, a nie inną dystrybucję kart. Tym bardziej powinniście zrobić wszystko, żeby powstrzymać się od tiltowania. Jeśli zobaczycie pierwsze symptomy zbliżającego się kryzysu mentalnego, np. zwiększona drażliwość, szersze otwarcia, szersze sprawdzenia, natychmiast przestańcie grać.

ecoPayz - status GOLD od PokerGround

To rozwiązanie jest dobre. Z pewnością pozwoli Wam zaoszczędzić wiele dolarów w trakcie pokerowej kariery, ale jednocześnie jest to dopiero druga najlepsza możliwość. Byłoby znacznie lepiej, gdybyście jednak trzymali swoje nerwy na wodzy i zrobili wszystko, żeby pozostać przy stole. Gra z wysokiej klasy „VIP-em” – swoją drogą piękne określenie zaczerpnięte od Limitlessa (Smart Backing) – może się szybko nie powtórzyć.

Ważne jest, abyście w takich chwilach nie zmieniali nic ze swojego planu gry. Miejcie wiarę w swoje umiejętności oraz w skuteczność strategii radzenia sobie ze słabymi graczami – ABC, mocne value bety, izolowanie, mało blefów. Nie przejmujcie się tym, że w wyniku serii niefortunnych zdarzeń oddaliście kilka stacków do kogoś, kto nie grzeszy wiedzą na temat pokerowego rzemiosła. W spokoju poczekajcie na to, aż wariancja odda to, co wcześniej zabrała.

Spokojnie, wieloryb nigdy nie ucieka

W tym wszystkim najpiękniejsze jet to, że „VIP-y” największej próby, czyli gracze, którzy biorą udział w każdym rozdaniu i losowo wciskają guziki, nie wstają od stołu, a w ich głowie nie zaświtała nagle myśl, że może lepiej skończyć grę w chwili, kiedy bilans jest dodatni. Oni nie mają takich przemyśleń…

Taki gracz w trakcie gry może mieć nawet kilkaset big blindów w stacku, ale jak tylko szczęście się od niego odwróci, zeruje się do gołego i to jest dopiero moment, w którym jego sesja naprawdę się kończy. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby wieloryb zakończył sesję przedwcześnie, czytaj na plusie. Scenariusz jest zawsze ten sam, role są dawno rozpisane, a kurtyna nie zostanie opuszczona, jeśli w stacku naszego umiłowanego rywala będą znajdowały się jeszcze jakieś żetony.
Możesz uciekać, ale nie uda ci się schować

Waszym zadaniem jest zatroszczenie się o to, żeby w chwili, gdy sprawa będzie zbliżać się do swojego nieuchronnego końca – gdy upadłe anioły znajdują się na fali opadającej, niesamowicie tiltują – żetony słabego gracza powędrowały we właściwym kierunku. Nie możecie wówczas tiltować, a tym bardziej nie możecie być poza grą z powodu słabego mindsetu i niepowodzeń na początku sesji. Nie stać Was na to!

Nie pozwólcie, żeby mentalnie przygniótł Was ciężar przegranej kilku stacków do słabego gracza. Uzbrójcie się w cierpliwość i – pozwólcie, że zakończę ten wpis w tonie biblijnym – po prostu bądźcie gotowi, gdy „VIP” będzie szykował się do drogi.

baner Powerfest PartyPoker