PartyPoker

To nie jest jeszcze potwierdzona informacja, ale branżowe media donoszą, że być może nowym ambasadorem PartyPoker zostanie Viktor „Isildur” Blom. Czy do tego dojdzie, to się jeszcze okaże. Dla mnie ta wiadomość jest jak woda na młyn, bo już dawno szykowałem się do napisania krytycznego tekstu na temat marketingowej działalności pomarańczowego operatora. 

Kilka tygodni temu skończyła się medialna wrzawa – choć to chyba za duże określenie – wokół tworzącego się PartyPoker Team Online. Podobne emocje towarzyszyły nam już w przeszłości, gdy operator rozbudowywał swój zespół marketingowych koni pociągowych, które zasilają jego stajnię sponsorowanych graczy i ambasadorów. Kogóż my tu nie mamy – absolutny światowy top. Zbiór świetnych pokerzystów w bluzach i koszulkach z odznakami „Wzorowy uczeń PartyPoker”.

Pomarańczarnia

Otwórzmy sobie stronę operatora i spójrzmy najpierw na to, kto znajduje się na liście płac w dwóch najważniejszych teamach – ambasadorów i sponsorowanych graczy.

Przyznacie, że skład personalny pomarańczowej drużyny wygląda imponująco, ale też nie do końca. Szczególnie w dolnych rejonach tabeli znajdziemy kilka nazwisk, które popularne to może i są wśród swoich rodzin, względnie u cioci na imieninach, ale z pewnością nie w pokerowym świecie. Moją „faworytką” jest Luiza Simao, żona nieco bardziej znanego z gry w pokera męża, która na Hendon Mobie może poszczycić się jednym wpisem. A Killer to czyta i się śmieje.

W obu teamach znajduje się łącznie 28 pokerzystek i pokerzystów, a jeśli potwierdzi się angaż Viktora „Isildura” Bloma, zespół rozszerzy się do 29 członków.

Nie wiem czemu tak jest, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że ten okręt, który co jakiś czas zabiera na pokład kolejnych pasażerów – zaraz dojdziemy jeszcze do Teamu Online – w pewnym momencie zatonie i nie dopłynie do portu przeznaczenia.

PartyPoker Team Online

Podobna sytuacja jest z drużyną reprezentantów PartyPoker trudniących się streamowaniem. W czasie ostatniej łapanki – wybaczcie porównanie, ale tak to właśnie wyglądało – PartyPoker zgarnęło z rynku każdego streamera, który:

a) nie uciekał na drzewo
b) miał na swoim kanale średnio +/- 100 widzów.

Odnoszę wrażenie, mogę się mylić, że wszystko zostało zrobione na hurra, a akcja tworzenia Teamu Online była spontanicznym następstwem tego, że bracia Staplesowie oraz Jeff Gross rozstali się z PokerStars. Ktoś na górze wymyślił zakupy i managerowie Pomarańczowych ruszyli z koszyczkiem w półki sklepowe. Przy czym stratedzy PartyPoker zastosowali znany numer i na początku zaczęli mocnym uderzeniem, potem ogłosili powołania „średniaków” – odnoszę się tylko do potencjału marketingowego, a nie do umiejętności pokerowych – po to tylko, aby okres powołań do kadry zakończyć z przytupem.

PartyPoker Team Online

Pierwsze zakupy udały się doskonale – do Teamu Online dołączyli Matt Staples oraz ALLinPav. Strzał w dziesiątkę – pierwszego w szczycie ogląda +2K widzów, drugiego +1K. Potem przyszedł czas na graczy mniej znanych szerszej publiczności, których potencjał marketingowy to +/- 100 osób na kanale. Dramaticdegen, IrEgption, Ryan Schoonbaert, Courtiebee, DWstevie. Polowanie na streamerów zakończyło się przesunięciem HeyMonii z Teamu Twitch do Teamu Online oraz zaangażowaniem Jeffa Grossa oraz Jaime Staplesa (od maja) – obaj z wielotysięcznymi społecznościami.

Znane nazwisko nie gwarantuje niczego

Gdy patrzę na listę graczy we wszystkich zespołach, widzę kilka perełek z potencjałem marketingowym, osoby, które to czują, i całą masę „Szymonów Słupników”, których potencjał promocyjny porównać można do tego, jaki generują betonowe słupy z plakatami. Niby coś się od czasu do czasu dojrzy, niby coś przykuje naszą uwagę, ale raczej to wszystko jest bardzo statyczne. A to chyba nie powinno tak być, jeśli angażuje się jakieś środki na utrzymanie promotorów. Taka Anna Lewandowska wyskakuje z niemal każdej lodówki w polskich domach, a o Fedorze mówi się, że kiedyś wyskoczył na piwo – niestety bez naszywki z logo PartyPoker.

Myślę, że nikogo nie urażę, jeśli stwierdzę, że im bardziej znane nazwisko, może powinienem powiedzieć, że uznane, a to z racji pokerowych dokonań, tym mniejsza jego aktywność promocyjna i wartość marketingowa. Niech mi ktoś powie, co od początku swojej obecności w Teamie PartyPoker zrobili Isaac Haxton, Jason Koon, Timofey Kuznetsov, Philipp Gruissem, czy Bruno Fitoussi (przykładów jest znacznie więcej)? Odnoszę wrażenie, że szczytem ich aktywności był moment, w którym PartyPoker wypuściło artykuł i tweeta o zaangażowaniu tych graczy do zespołu. Każdy z nich wygłosił dwa zdania, w których zapewnił nas o swojej ekscytacji związanej z nową rolą ambasadora i od tego momentu słuch po nich zaginął.

Panowie od czasu do czasu wrzucą coś na swoje media społecznościowe, racja. Jednak paradowanie z logo PartyPoker na koszuli i zajawka jakiegoś wydarzenia na FB, Instagramie czy Twitterze to jest maksimum, które z nich można wyciągnąć, ponieważ do roboty w roli promotorów się kompletnie nie nadają. Owszem, wszyscy są świetnymi graczami, ale jako osoby, które mają pozyskiwać klientów, są całkowicie bezużyteczni. Aż dziwne jest to, że księgowi PartyPoker tego nie widzą.

Timofey Kuznetsov
I tyle go widzieli…

Odnoszę wrażenie, że managerowie PartyPoker wmówili sobie to, że skoro robią poker room, w którym mile widziani są gracze regularni, to i w tym kierunku musi iść przekaz promocyjny, dlatego też zatrudniają doskonałych graczy, ale jednocześnie beznadziejnych ambasadorów, którym więcej lub mniej, ale muszą zapłacić. Moim zdaniem to błąd.

Promocja musi wywoływać jakieś emocje, choćby przez te ładne buzie i cycki, które się lajkuje – niestety tak to w dzisiejszych czasach wygląda – ale nie tylko. Wokół ludzi, wokół wydarzeń musi powstawać jakaś wrzawa medialna, przekaz ma intrygować, ostatecznie może nawet bulwersować, ale musi być zauważony. A tutaj emocji brak. Witamy w pomarańczowym teatrze wielu mimów. Kurtyna.

Na koniec tego wątku mała dygresja i temat do przemyśleń. Niech o niemocy Teamu PartyPoker świadczy fakt, że koniem pociągowym, odpowiedzialnym za promocję festiwalu Millions South America był Phil Hellmuth, który nawet nie jest członkiem Teamu, a do tego zadania został specjalnie wynajęty. Inna sprawa, że realizatorzy PartyPoker LIVE nie zrobili nic, aby wykorzystać obecność Poker Brata na miejscu. W relacji Hellmuth, osoba z ogromnym potencjałem marketingowym, warta więcej niż kilkudziesięciu leserów z pomarańczowej drużyny razem wziętych, był kompletnie niewidoczny, za to usilnie promowano Mike’a Sextona, który niewątpliwie dla promocji pokera zrobił bardzo wiele w swoim życiu, ale to nie on był największą gwiazdą festiwalu w Rio de Janeiro. Za to z pewnością był jednym z największych nitów przy telewizyjnym stole…

Są gracze, którzy się starają

Są gracze, którzy przykładają się do swojej roboty. Bardzo stara się zaistnieć Day Kotoviezy, która często wrzuca coś na Instagram i na Insta Stories. Świetną robotę robi również Kristen Bicknell, która w przeciwieństwie do swojej koleżanki z zespołu mniej świeci cyckami, raczej odsłania jedno ramiączko <3, ale częściej też bywa w dużych mediach, na dużych turniejach i za nią idą doskonałe wyniki sportowe. Podoba mi się również to, co robi HeyMonia, która w czasie swoich streamów co rusz zawija jakieś satelity, a do tego nie boi się poszaleć z Insta Stories i często opowiada całemu światu o swoich sukcesach.

Nowi gracze z Teamu Online, bracia Staplesowie, Jeff Gross, pod względem marketingu wiodą prym w męskiej części drużyny, gdyż oprócz swoich społeczności na Twitchu mają również rozbudowaną aktywność w innych mediach społecznościowych, w tym w serwisie YouTube. Sprawnie działający w mediach pokerzyści to również Anatoly Filatov i Dima Urbanovich, a także Patrick Leonard, który często udziela się na Twitterze.

PokerStaples

Jeszcze słówko o Dimie, który na tle pozostałych kompanów z drużyny wypada bardzo dobrze. Na jego profilach w mediach społecznościowych zawsze można znaleźć najświeższe informacje o najważniejszych eventach i promocjach PartyPoker. Nasz gracz, z racji tego, iż włada wieloma językami, a jego korzenie sięgają Białorusi, ostatnio zainicjował pokerowe wyzwanie dla rosyjskojęzycznych widzów, w którym z 250$ chce zrobić 10.000$. Wszystko po to, aby pokazać, że systematyczna praca, zgodna z zasadami zarządzania pokerowym budżetem, może każdego z nas doprowadzić do zadowalających wyników.

Zabawa w marketing

Ja nie chcę krakać, ale to nie może się skończyć niczym dobrym. Nie ma opcji, żeby ten układ towarzyski na siebie zarabiał. To właściwie nie szokuje, bo taka jest natura sponsoringu, że raczej wkłada się pieniądze w rozwój biznesu, a efekt zwrotny często nie ma bezpośredniego przełożenia na żywą gotówkę. Jeśli jednak mechanizm promocyjny sprawnie działa, to pieniądze w końcu znajdują drogę do firmowej kasy. Czy w tym przypadku też tak będzie?

Póki co PartyPoker zaliczyło pod względem finansowym bardzo dobry rok, najlepszy od sezonu 2012-2013, i zarobiło 137 milionów euro. Znaczy się, że firma robi coś dobrze. Niestety nie mogę w żaden sposób zgodzić się z tym, że strategia promocji poprzez tabuny bezbarwnych ambasadorów walnie przyczyniła się do osiągnięcia finansowego sukcesu. Taka jest tylko moja opinia – nie mam na to oczywiście żadnych dowodów.

Rob Young
Rob Young

Jestem przekonany, że przyjdzie taki czas, że zaczną się masowe zwolnienia we wszystkich teamach. Wystarczy, że ktoś, kto trzyma na tym wszystkim pieczę – spekuluje się, że jest to Rob Young – pójdzie po rozum do głowy i przepędzi statystów na cztery wiatry.

Nie trzeba być wizjonerem, żeby zauważyć, że z kilkudziesięcioosobowej ekipy, której płaci się za promowanie produktu, za pozyskiwanie klientów, swoją rolę spełnia zaledwie kilka osób. Fakty są brutalne, ale tak to właśnie wygląda. Wobec powyższego, po jaką cholerę trzymać tych wszystkich graczy na kontraktach?

PokerStars wcześniej doszło do takiego wniosku i zwolniło większość mimów ze swojej ekipy, a za grube miliony zatrudniło rozpoznawalne na całym świecie gwiazdy sportu i jednego gwiazdora dużego ekranu. Zasięgów promocyjnych, które dzięki tym umowom pozyskała firma, nie wyrobiłoby 10.000 Teamów PartyPoker, przypominam, że każdy złożony z kilkudziesięciu osób. Profil Cristiano Ronaldo, który przez jakiś czas promował markę, na Instagramie śledzi ponad 150 mln osób, każdy jego post otrzymuje 1 mln – 2 mln polubień. Wybaczcie, ale robota marketingowa PartyPoker wygląda przy tym trochę jak praca chałupnicza, jak składanie długopisów i zawijanie sreberek.

Z drugiej strony podejście „Nie będzie niczego i rozwiązujemy team” też do końca mi się nie podoba. We wszystkim potrzebny jest balans, a ten zdaje się najlepiej uchwycili managerowie 888Poker, którzy w swoim szeregu mają kilku uznanych graczy ze światowej czołówki (nie wszyscy są widoczni na poniższym zdjęciu), dwie niezłe pokerzystki i Karę Scott, pokerzystkę-dziennikarkę. Wszystkich członków drużyny trzech ósemek łączy to, że wykazują oni dużą aktywność w mediach społecznościowych, i o to w tym wszystkim chodzi.

888pokerTeraz jeszcze ten Isildur

Dajmy na to, że informacje o zaangażowaniu Viktora Bloma do współpracy się potwierdzą. Jak myślicie, do którego obozu w firmie dołączy Szwed? Do mimów, czy do osób z werwą, które przynajmniej się starają?

Sam nie wiem, co o tym myśleć. Isildur, jako jedyny gracz w tym gronie, jest postacią o statusie legendy. To gość, którego pojawienie się zawsze wzbudza nieprawdopodobne emocje. Od czasów, gdy znajdował się na absolutnym szczycie, minęło wiele lat, jednak Blom ciągle rozpala wyobraźnię graczy, co jest bardzo cenne dla PartyPoker. Warto to podkreślić, bo w historii dyscypliny takie same emocje potrafiło wzbudzać niewielu pokerzystów – może tylko Tom „durrrrr” Dwan oraz Phil Ivey.

Viktor Isildur Blom
Viktor Blom

Wszystko zależy od tego, jaki pomysł na zagospodarowanie Isildura ma PartyPoker. Jeśli Blom otrzyma od firmy tylko zestaw startowy, a więc naszywkę firmową na koszulę, tweeta i artykuł wprowadzający, a w zamian za to firma otrzyma możliwość publikowania postów w jego mediach społecznościowych, które w jego przypadku właściwie nie istnieją, to Szwed zostanie kolejnym mimem na deskach pomarańczowego teatru. Mam jednak nadzieję, że managerowie widzą, jaki potencjał tkwi w tym graczu i uczynią go lokomotywą napędową swojego poker roomu. Czy tak będzie – wybaczcie, ale niestety w to wątpię.

Podsumowanie

Odnoszę wrażenie, że strategia marketingowa PartyPoker to trochę takie zaprzeczenie powiedzenia „Pracuj mądrze, a nie dużo”. Oni „niestety” zaczęli pracować dużo. Widać, że wykonywanych jest wiele ruchów, że otwiera się wiele frontów – ostatnio firma objęła sponsoringiem kanały Thirst Lounge i No Limit GG – ale tym wszystkim działaniom brakuje jakieś większej spójności i myśli przewodniej. Osobiście nie dostrzegam też żadnego efektu synergii pomiędzy wszystkimi projektami, które obecnie są prowadzone. Z boku wygląda to tak, jakby kończył się właśnie rok obrachunkowy, przez co istnieje natychmiastowa potrzeba wykorzystania całego budżetu na reklamę, a jeśli się tego nie zrobi, to środki przepadną. No to kasa płynie. I tak na przykład lekką ręką wydano 100.000$ na projekt Billa Perkinsa, a powiem szczerze, że od momentu jego startu na kanale Thirst Lounge ani razu nie widziałem stu widzów; nie jestem pewien – o zgrozo – czy osiemdziesięciu. Trzeba było te 100K dać Kapustaremu.

Chcę wierzyć że te działania są częścią jakiegoś większego, przemyślanego planu. Niestety obecnie nic na to nie wskazuje. Obym się mylił – z  największą chęcią odszczekam wszystko to, co tutaj napisałem, jeśli tylko PartyPoker pokaże, że w tych wszystkich akwizycjach jest jakiś większy sens. Czas pokaże.

PPPoker: Szukamy złota w chińskim El Dorado!

PPPoker