Idea zorganizowania bransoletkowego festiwalu WSOP online jest pomysłem kontrowersyjnym. Prestiżem te wygrane będą dorównywać wygranym w dużych wydarzeniach online, ale nie – no bo jak, na boga – wydarzeniom odbywającym się w Rio lub w Binion Horseshoe w Las Vegas. 

Pamiętam jak kilka lat temu w środowisku pokerowym rozgorzała zażarta dyskusja na temat tego, czy bransoletki mistrzowskie WSOP, które przyznawane są poza Las Vegas, mają taką samą wartość co te z Miasta Grzechu. Była to bardzo ważna kwestia do rozstrzygnięcia, gdyż od tego, jaką interpretację obiorą pokerzyści, zależały rezultaty długoterminowych zakładów bocznych, w których stawką były miliony dolarów. Daniel Negreanu, który był inwestorem i graczem, interpretował całą sytuację w sposób następujący: skoro WSOP pod swoim szyldem organizuje poza Las Vegas oficjalny festiwal z eventami bransoletkowymi, to nie ma żadnych powodów do tego, żeby umniejszać ich wartość.

Po czasie zgodziłem się z Negreanu

Trochę musiało wody w rzece upłynąć, zanim ta argumentacja w całości do mnie trafiła, bo w moich oczach WSOP i Las Vegas to jedność, i hotel RIO, a najlepiej jeszcze kasyno Binion Horseshoe. To jedyne w swoim rodzaju miejsce, atmosfera, ludzie i – teraz już – pół wieku wspaniałej historii. Dlatego też ponad dekadę temu, gdy rozpoczynała się rewolucja, nie czułem się z planami ekspansji marki zbyt komfortowo. WSOP-C, proszę bardzo, niech będzie cyrkiem obwoźnym, ale nie WSOP, nazwijmy go, główny. Mówcie, co chcecie, ale poza Las Vegas ten festiwal staje się jednym z wielu. W Londynie i w Melbourne nie było to może jeszcze aż tak widoczne, jednak w czesko-niemieckiej fabryce pokera w Rozvadovie, do której festiwal trafił w 2017 roku, bije on światłem zaledwie odbitym od neonów odległego Las Vegas.

Annette Obrestad /@WSOP.com

Możemy nad obrotem spraw ubolewać, jednak nikogo nie powinno dziwić to, że Caesars Interactive Entertainment, właściciel marki, szuka nowych rynków zbytu na swój produkt. Jest to zupełnie naturalne działanie, które przyświeca każdemu biznesowi. A że tradycjonaliści, do których ja się w tym przypadku zaliczam, mają z tego powodu lekki ból pośladków, to już sprawa drugorzędna – skoro cyrk jest Cezara, to i małpy w nim są również jego. Z postępem nie masz się co siłować, bo i tak nie wygrasz, dlatego też po jakimś czasie przyzwyczailiśmy się do WSOP-a poza Las Vegas, a dyskusja o wartości bransoletki przyznawanej poza USA przeminęła z wiatrem. Wydawało się, że temat nigdy nie powróci, no ale powrócił.

Odgrzewamy kotlety

Z racji pandemii koronawirusa festiwal WSOP w Las Vegas został odwołany. Z tego tytułu cesarstwo straciło setki milionów dolarów. Nic więc dziwnego, że ten brak wpływów firma stara sobie w jakiś sposób zrekompensować. Szansą na odrobienie części strat jest zorganizowanie B-R-A-N-S-O-L-E-T-K-O-W-E-G-O festiwalu online. Jak pomyśleli, tak zrobili, rezultatem czego przez cały lipiec i sierpień będzie można walczyć o złote bransoletki mistrzowskie na GGPoker Network oraz na WSOP.com. Teraz pytanie za sto punktów: jaką wartość ma taka bransoletka mistrzowska wygrana online?

Dyskusja na ten temat trwa od chwili, gdy włodarze WSOP zaczęli dokładać do regularnego harmonogramu gier coraz więcej eventów online. Jednak w tym przypadku mówimy nie o dodatku, ale o daniu głównym składającym się z 85 eventów. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że ponad 35% wszystkich bransoletek zostanie przyznanych wąskiej grupie graczy z zamkniętego rynku, na którym działa WSOP.com. Ja tego zupełnie nie kupuję. Dla mnie to jest to desperacki krok ze strony organizatorów, który obniża prestiż marki oraz rangę tego wyjątkowego trofeum. To z jednej strony zrozumiałe, każdy orze jak może, a z drugiej przykre. Po udanej serii WSOP-C na GGPoker Network można było nakręcić marketing na WSOP-a głównego, ale wymyślić inne trofea. A tak bransoletki stały się wabikiem na marzycieli, którzy nie ruszając się z domu, będą mogli poczuć smak gry o najwyższe cele. Marketing ruszył, Negreanu, ambasador GGPoker, stawia 1.000.000$ na to, że uda mu się sięgnąć po wygraną. Jest zatem szansa, że cesarstwo nie upadnie.

Na koniec wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. Bestie pokroju Wiktora, Leny czy Padsa wygrają cztery czy pięć eventów. Tak się składa, że cztery zwycięstwa mają też np. Amarillo Slim Preston, a pięć Stu Ungar i Scotty Nguyen. Czy ktoś z czystym sumieniem mógłby, choćby w myślach, ustawić tych wszystkich świetnych pokerzystów w jednym rzędzie i powiedzieć, że na WSOP dokonali tego samego? Po stokroć nie. Poker online i poker live to dwie różne dyscypliny i nie da się obu światów sprowadzić do wspólnego mianownika.

Teraz też powiesz, panie Negreanu, że skoro event jest oficjalny, pod szyldem WSOP, bransoletkowy, to what is the big deal? No powiesz, bo zawsze mówisz to, co wygodne jest dla Twojego aktualnego sponsora. Tym razem mnie jednak nie przekonasz i żaden czas tego nie zmieni.

GGPoker - baner