Twitch Girl

Na palcach jednej ręki można policzyć pokerowych streamerów, którzy autentycznie potrafią bawić widzów w czasie pokazywania swojej gry. Gdy patrzy się na nich z boku, ich robota wygląda na bardzo prostą – wystarczy odrobina luzu, dobry kontakt z czatem i już można szykować się do przyjęcia tysięcy osób na swoim kanale.

W teorii wszystko jest jasne, ale praktyka pokazuje, że pośród setek streamerów zaledwie kilku odnosi sukces. Zdarzają się nadawcy, którzy zbudują sobie bazę 250-300 widzów, ale za nic świecie – no, może oprócz sytuacji, w której prowadzący ma jakiegoś deepa w dużym turnieju – ich liczba się nie zwiększa. Społeczność nie rozrasta się, bo transmisja nie przysparza widzom rozrywki.

Streamowanie, w tym streamowanie pokera, jest zjawiskiem relatywnie nowym. Nic zatem dziwnego, że całej branży daleko do okrzepnięcia. Jest wręcz przeciwnie, branża/społeczność stale ewoluuje, w dużej mierze dlatego, że tworzy ją grupa młodych ludzi. W mojej skromnej opinii od jakiegoś czasu rozpoczęła się kolejna faza rozwoju Twitcha.

Początki

Gdy platforma startowała, za streamowanie wzięła się „grupa pionierów”. Ci, którzy nie bali się otworzyć przed publicznością, w jakiś sposób się wyróżniali, nie bali się popełniać błędów – nikt przecież tego wcześniej nie robił – odnieśli sukces, zbudowali wielotysięczne społeczności i do dzisiaj zbierają owoce tamtej ciężkiej pracy. Szlaki zostały przetarte.

I ty możesz zostać pokerowym streamerem

Mijały miesiące, a wraz z upływającym czasem na Twitchu rozpoczęła się pierwsza rewolucja. I jak to w czasie gwałtownych przemian bywa, pochłonęła ona wiele ofiar. Ktoś sprawił, że ludzie uwierzyli w to, że każdy może zostać streamerem. Nowe kanały powstawały – mówię tutaj stricte o branży pokerowej – jak grzyby po deszczu. Kto miał komputer, mikrofon i odrobinę pojęcia o tym, jak klikać pokerowe guziki, uruchamiał swój program… Wytrwałości starczało na trzy do pięciu streamów, które łącznie oglądało kilka osób. Kończyło się na tym, że niedoszłe gwiazdy Twitcha gasły, zanim w ogóle zaczęły wytwarzać jakikolwiek blask.

Twitch 3.0

Jason Somerville

Odnoszę wrażenie, że obecnie branża wchodzi w kolejną fazę. Pionierzy nadal mają się dobrze i mogą w spokoju odcinać kupony od pozycji, na którą zapracowali jakiś czas temu. Doskonałym przykładem osoby, która zbiera obecnie owoce ze swojej wcześniejszej pracy, jest Jason Somerville.

Amerykanin jakiś czas temu zniknął z anteny. Jego ostatnie regularne streamy były po prostu nudne – on sam był wypalony, nawet nie krył się z tym za bardzo – dlatego wraz z Mirko wyszedł ze swojej „piwnicy” i zajął się tworzeniem eventów na żywo. Teraz wrócił do streamowania – tylko na czas WCOOP-a – i jego kanał znów ogląda kilka tysięcy osób jednocześnie, gdyż znów jest zabawny jak w czasach swojej największej świetności.

Streamerów ze słomianym zapałem nie ma już tak wielu jak kiedyś. Wielu ludzi zrozumiało, że branża pokerowych nadawców nie różni się niczym od pozostałych branż i że albo robimy coś na maksimum możliwości, albo przemijamy. Ludzie mają teraz nieco większą świadomość tego, że streamowanie to nie jest łatwy kawałek chleba i że naprawdę nie każdy się do tego nadaje. Wielu potencjalnych chętnych nie debiutuje tak ochoczo na antenie, gdyż wyciąga wnioski z tego, co spotkało ich poprzedników. Aktualne jest powiedzenie – jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz. Zmieniłbym tylko początek – jeśli nie masz pomysłu na to, jak możesz przyciągnąć do siebie ludzi, zastanów się dwa razy, zanim rozpoczniesz karierę nadawcy.

Rozważ jedną rzecz. Potężne koncerny, przy użyciu niemal nieograniczonych środków pieniężnych, biją się o to, aby przykuć uwagę widza. A co ty masz do zaoferowania, co sprawi, że ludzie poświęcą kilka godzin dziennie/w tygodniu ze swojego cennego, ograniczonego czasu, żeby oglądać ciebie? Streamowanie jest trudniejsze niż myślisz. Bariera wejścia na rynek nadal jest bardzo niska, ale to nie OBS i mikrofon robią z ciebie streamera, tylko liczba widzów, którzy oglądają twoje programy.

Co się ogląda w tych czasach?

Zawsze dobrze ogląda się świeżość, humor, pomysł.

Kiedyś myślałem, że bycie dobrym streamerem oznacza bycie dobrym pokerzystą. Nic bardziej mylnego. Poziom gry w żaden sposób nie jest skorelowany z liczbą widzów odwiedzających dany kanał. Przykład? Bryan Paris, ogromnie go szanuję, jednak jest nudny jak flaki z olejem, za to bez wątpienia jest doskonałym graczem MTT. Jeśli nie stać Was na coachingi i na wykupienie abonamentu na płatnych stronach treningowych, koniecznie oglądajcie jego stream. Paris nie jest dobrym streamerem, on jest dobrym graczem – dlatego ogląda go kilkaset osób. Na drugim biegunie mamy Lexa Veldhuisa, który jest świetnym graczem, a do tego potrafi się sprzedać. Jego oglądają tysiące osób.

Lex Veldhuis
Lex Veldhuis

Ze streamerami jest jak z przedstawicielami innych zawodów. W większości przypadków sukces odnosi osoba z większą siłą przebicia, z pomysłem na siebie, a nie ta, która najwięcej potrafi. Nikt nie dostrzeże naszego największego kunsztu, jeśli nie będziemy o nim głośno mówili – nawet nieco na wyrost. Jeśli planujesz karierę streamera, przemyśl to dobrze. Stwórz plan rozwoju. Niech jego fundamentem będzie coś, co z j.angielskiego nazywa się „unique selling proposition”, czyli unikalna cecha, która wyróżni ciebie spośród innych.  Bez tego, szybciej niż ci się wydaje, dołączysz do grona upadłych streamerów.

baner Powerfest PartyPoker

ecoPayz

Pasjonat pokera, który chciałby, żeby gra stała się ważniejszą częścią jego życia. Wybrał się w drogę z NL2 do NL100. Czy kiedyś zrealizuje swój cel?