Kajetan Jantosz

Dzisiaj gościem PokerGround jest Kajetan Jantosz – 22-letni student dziennikarstwa mieszkający w Poznaniu, który w miniony weekend zwyciężył w Main Evencie Poker Fever CUP.

Większa część obszernego wywiadu poświęcona jest rozmowie o występie Kajetana w Main Evencie. Nasz redaktor pytał swojego gościa również o jego pokerowe początki oraz o plany na przyszłość. Rozmowę spisał i przeprowadził Doro. Życzymy miłej lektury.

Od niedzieli wszyscy znają Cię jako mistrza styczniowego Poker Fever CUP, jednak jeszcze przed rozpoczęciem weekendu byłeś postacią raczej anonimową dla szerszej publiczności. Opowiedz naszym Czytelnikom coś o sobie, o tym czym zajmujesz się w życiu i jak trafiłeś do pokera.

Wywodzę się ze świata sportu. Od dziecka grałem w piłkę nożną – byłem nawet w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Po maturze wyjechałem do Belgii w celach zarobkowych, gdzie mimo pracy mogłem kontynuować karierę sportową. Niestety przydarzyła mi się kontuzja – zerwałem więzadła – i musiałem zakończyć przygodę z bieganiem po murawie. Wróciłem do Polski i uzupełniłem egzamin maturalny o rozszerzony język polski, co umożliwiło mi rozpoczęcie studiów dziennikarskich. Gdy byłem na pierwszym roku, koledzy pokazali mi grę w pokera. Nic wtedy nie wiedziałem o tej grze. Poznałem tylko hierarchię układów, ale o strategii nie miałem pojęcia. I tak się wciągnąłem. Przed drugą sesją byłem już znacznie lepiej przygotowany. Zależało mi na tym, aby pokazać wszystkim, że umiem już coś więcej niż za pierwszym razem.

I rzeczywiście było lepiej?

Chyba tak… Po jakimś czasie sam kupiłem stół do pokera (nakładka na blat) i zacząłem organizować gry w u siebie w domu. Rok od mojego pierwszego kontaktu z grą zacząłem pojawiać się w poznańskim kasynie „Hit”. Tam turnieje odbywają się 5 razy w tygodniu, a przy stołach zawsze można spotkać od 20 do 40 osób.

– Nie przeszkadzał Wam złodziejski podatek?

– Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. W kasynie graliśmy na dość niskich limitach, że nie bałem się tam chodzić. To też po części wynikało z mojego charakteru; od dłuższego czasu zajmuję się również zakładami sportowymi, piszę analizy przedmeczowe dla jednego z portali, i zawsze ten świat gier hazardowych, świat, w którym pojawia się sportowa adrenalina, nie był mi obcy. Na początku zależało mi na tym, aby jak najwięcej uczyć się od graczy, o których wiedziałem, że grają regularnie i że są ode mnie znacznie lepsi.

Kajetan Jantosz
Młody Kajtek Jantosz i jego pierwsza pasja, piłka nożna.

– Jednocześnie szkoliłeś się w grach online?

Powiem ci, że ja nie jestem graczem online. Najpierw poznałem grę na żywo, a dopiero później zacząłem grać w sieci. Zdecydowanie bardziej wolę tego pokera w jego najczystszej postaci. Lubię mieć kontakt bezpośredni z graczem. Bardzo często na podstawie zachowania gracza wyciągam wnioski, które pomagają mi w podejmowaniu decyzji w czasie gry. Online gram, ale nie sprawia mi to aż takiej przyjemności. Jak już klikam, to najczęściej satelity, albo po prostu jakąś krótką sesję na niskich stawkach, żeby analizować swoją grę.

Jak doszło do tego, że w Twojej głowie zrodził się pomysł na wyjazd na Poker Fever CUP?

Moim pierwszym dużym turniejem był listopadowy Poker Fever Series. Wygrałem do niego bilet na PartyPoker. Mimo iż miałem bardzo ciężki stół – grałem m.in. z Kądzielem, był też jeden kolega grający „spiny” na wysokich stawkach, jeszcze innego gracza widziałem na railu u Sebastiana Malca, gdy ten wygrywał w Barcelonie – udało mi się dotrwać do drugiego dnia, a to było moim głównym celem. Skróciłem się na flipie (QQ vs AK) i po władowaniu się również z damami pod parę asów odpadłem jakieś 20 miejsc przed kasą. Od razu wiedziałem, że będę chciał wrócić w to miejsce i gdy okazało się, że moi koledzy szykują się do wyjazdu, to dołączyłem się do nich. Zagrałem trzy razy w satelitach online, a bilet wygrałem w ostatnią środę przed rozpoczęciem turnieju, gdy w puli gwarantowanej było 10 wejściówek.

Jak układała Ci się gra w trakcie dnia startowego?

Razem z kolegami zdecydowaliśmy się na grę w fazie 1B. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie, tak że wymienialiśmy się informacjami o naszych poczynaniach. Początkowo nie szło mi dobrze, dostawałem śmieciowe układy i większość czasu foldowałem. Jednak nie rozłożyłem rąk, tylko zacząłem grać tym, co miałem, i w ten sposób udało mi się podwoić stack startowy. Później grałem ostrożnie i czekałem na swoją okazję do kolejnego double upa. Gdy w stacku miałem ok. 20BB, zdecydowałem się „wziąć” spota z parą szóstek. Rywal pokazał AK, a moja ręka się utrzymała. Potem już jakoś poszło, mimo iż pod koniec dnia miałem kilka ciężkich decyzji, w których – co później się okazało – zagrałem dobre foldy.

– Było trochę zamieszania w kasynie, ale z tego, co wiem, to chyba z radością przyjąłeś wiadomość o tym, że blindy zostały cofnięte, a rozpoczęcie gry przeniesione na godz. 17:00?

Niestety w nocy dostałem całkowitego rozstroju żołądka. Na tamten moment w ogóle nie myślałem o grze, gdyż zmagałem się z silnym bólem brzucha. Dodatkowa godzina na regenerację była dla mnie zbawienna. Mocno walczyłem ze swoim organizmem, żeby w ogóle móc przystąpić do gry. Na szczęście na chwilę przed wznowieniem turnieju doszedłem do siebie.

Kajetan Jantosz w drodze do swojego największego pokerowego sukcesu.
Kajetan Jantosz w drodze do swojego największego pokerowego sukcesu.

Jak wyglądał krajobraz po wznowieniu gry?

Moi rywale dysponowali zróżnicowanymi stackami. Wraz z dwoma innymi graczami mieliśmy takie same, niewielkie stacki. Na drugim biegunie znajdował się jeden Czech, który był bardzo nabudowany.

Moim celem na pierwsze dwa levele było zaliczenie podwojenia. Nie chciałem dopuścić do tego, żeby mój stack spadł do poziomu, w którym strategia ograniczałaby się zaledwie do zagrań push or fold. Przyglądałem się grze tego Czecha, o którym wcześniej wspomniałem, i z pomocą łaskawej krupierki na dwa razy zabrałem mu wszystkie żetony. Raz „tricky” rozegrałem parę asów po flopie, a on nie potrafił rozstać się ze swoimi dziesiątkami, a drugi raz moje króle utrzymały się w starciu z jego AQ. Rywal musiał wstać od stołu.

W swojej relacji Jack Daniels pochwalił Cię za świetną grę, kiedy sprawdzałeś z drugą parą Czecha o imieniu Rene. Cytuję oryginalny zapis: „(…) na stole leżały J985 i jeden z Czechów, znany już z moich relacji Rene, wypalił beta za 100k (mniej więcej za pot) i Polak sprawdził. Na riverze sparowała się piątka, a czeski rywal zagrał ponownie, tym razem za 200k! Kajtek chwilę podumał i sprawdził z… 97! I prawie to wygrał, bo gdyby piątka nie sparowała na riverze, to pokonałby 96 rywala! Brawo młodzież!”. Rozdanie zakończyło się podziałem puli, ale tok rozumowania był bardzo dobry i nie można Ci było odmówić odwagi. Możesz powiedzieć, co wówczas myślałeś?

To był moment w turnieju, kiedy bylem najbardziej skupiony na grze. Wiedziałem, że nie mogę przespać tej fazy, dlatego nie bałem się angażować w rozdania. W moich oczach Rene jest dobrym graczem, ale w tym spocie wyglądał mi po prostu bardzo słabo. Jego linię odczytywałem jako albo bardzo silną rękę, albo kompletny blef. Już na flopie założyłem sobie, że jeśli board się jakoś bardzo nie skomplikuje, to będę trzymał się mojego reada i go sprawdzę. Tak też zrobiłem, mimo iż sparowana piątka na ostatnim streecie trochę mnie zaniepokoiła. W mojej opinii decyzja o sprawdzeniu była dobra, ale karty niestety nie zagrały.

Po starciu z Jarczykiem byłeś jednym z liderów całego turnieju. Jakie myśli wówczas Ci towarzyszyły. Pytam o to, czy zacząłeś odczuwać jakąś presję, a może pomyślałeś sobie, że dzisiaj może wydarzyć się coś dobrego? W ogóle wiedziałeś o tym, że możesz być chip leaderem?

Tak, wiedziałem, bo Jack chodzący wokół stołów informował nas o sytuacji na sali. Ogólnie bardzo dobrze grało mi się na tym stole, tak że nie bałem się gry, a prowadzenie nie usztywniło mnie. Chciałem grać to, co grałem do tej pory, tzw. dobrą gierkę. Czułem, że jeśli nie „spazznę”, nie zrobię czegoś bardzo głupiego, to może być dobrze, ale w moich myślach nie występowała jeszcze wizja zwycięstwa.

Kajetan Jantosz w trakcie nagrywania wywiadu. W rogu Dorosław Kędzierzawy.
Kajetan Jantosz w trakcie nagrywania wywiadu. W rogu Dorosław Kędzierzawy.

– Dochodzicie do stołu finałowego. Kilku Twoich przeciwników to znane postaci. Kogo uważałeś za najgroźniejszego rywala? 

Rzecz jasna, Wombata.

Ale mnie zaskoczyłeś tą odpowiedzią. (śmiech)

Jest to znany gracz. Moi koledzy z Poznania, który osobiście dobrze się z nim znają, tylko potwierdzili opinię, że jest to pokerzysta wysokiej klasy. Oczywiście wiedziałem, że np. Nessie to również bardzo dobry gracz. Trochę miałem pojęcie o tym, czego mogę spodziewać się od Czecha, Romana, gdyż grałem z nim na semi-FT, ale o reszcie rywali nie wiedziałem zbyt wiele. Z mojej perspektywy najgroźniejszym rywalem był Wombat.

No i tego najgroźniejszego rywala ostatecznie „pacnąłeś”…

Tak, i to w takich dosyć hardcorowych okolicznościach. Gdy On wsunął swoje żetony za linię, a ja podniosłem parę dziewiątek, to wiedziałem, że muszę to brać. Jak zobaczyłem, że ma JT, to spodziewałem się, że będą fajerwerki. 

I były…

Na flopie top para dla niego, set na turnie dla mnie, ale strit dla Wombata, i full na riverze, który przechylił szalę zwycięstwa na moją stronę.

– W takim razie ponawiam pytanie – czy po eliminacji najtrudniejszego rywala pojawiła się myśl o wygranej?

Zdawałem sobie sprawę, że ktoś, kto podniesie dobre karty w odpowiedniej chwili, będzie miał szansę eliminować krótkie stacki i w ten sposób szybko może zgromadzić wiele żetonów. Na to niestety nie miałem już żadnego wpływu. Na szczęście dla mnie Wombat nie zdołał się nabudować i nie stał się bardzo groźny. Po jego eliminacji czułem, że będzie już z górki. 

Po robocie...
Po robocie…

O dealu rozmawialiście kilkakrotnie, ale Ty do fazy 3-handed odrzucałeś te propozycje. Czułeś, że masz taką przewagę nad rywalami?

Podejść do uzgodnienia deala było bardzo wiele. Oczywiście rozmawialiśmy o podziale puli w oparciu o model ICM, co, jak wiadomo, faworyzuje krótkie stacki. Moi koledzy z Poznania, którzy są znacznie bardziej doświadczeni, doradzali mi odrzucanie tych propozycji; sam też czułem, że nie jest to dla mnie najbardziej optymalne rozwiązanie. Ja w ogóle nie lubię dealować, a już tym bardziej w 4 czy w 5 osób.

W końcu dogadujecie się. Masz już 200.000 CZK zagwarantowane. Chwilę później rozpoczyna się heads-up. Zależało Ci na tym, żeby puchar zawieźć do Poznania, czy nie miałeś wielkiego ciśnienia na statuetkę?

Byłem już zadowolony z sukcesu finansowego – wszyscy wiemy, że w pokera gra się o pieniądze – ale gra toczy się też o trofea, które dla wielu są znacznie bardziej cenne niż kasa. Taki puchar jest czymś unikalnym. Zwycięzca może być tylko jeden. Bardzo zależało mi na tym, żeby wrócić do domu ze statuetką.  

Po dwóch rozdaniach jest po robocie – tego chyba się nikt nie spodziewał?

Nie po raz pierwszy spotykam się z opinią, że pojedynek zakończył się po dwóch rozdaniach. Jacku napisał o dwóch kluczowych rozdaniach, a w rzeczywistości jeszcze przez chwilkę graliśmy o bardzo małe pule. Oczywiście nie trwało to długo, aż doszło do tego momentu, gdy Nessie tylko sprawdził mój bet na flopie z dwiema parami, a ja dobrałem do wyższych dwóch par na turnie. Jak się domyślacie, nie miałem żadnego problemu ze sprawdzeniem jego zagrania za wszystko.

Powiedzieliście sobie z Nessim coś po grze? Była jakaś kurtuazyjna wymiana zdań?

 – Jak już było po wszystkim, to chwilę porozmawialiśmy. Obaj zgodziliśmy się z tym, że na coolera Nessie nic nie mógł poradzić. Wymieniliśmy między sobą gratulacje i podziękowania i to było wszystko. W czasie gry również nie siedzieliśmy cicho. Gra odbywała się w bardzo pozytywnej atmosferze i z zachowaniem ducha sportowej rywalizacji. 

Były tańce, hulanki, swawole po dojściu do strefy gastronomicznej?

– Gdzie tam! Nie mieliśmy już noclegu, tak że, jak to wszystko się skończyło, to od razu udaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Po południu czekał na mnie jeszcze egzamin na studiach. (śmiech)

Nessie w trakcie dnia finałowego.
Nessie w trakcie dnia finałowego.

– Na koniec, co pewnie nikogo nie zdziwi, porozmawiajmy o przyszłości. Co zrobisz z wygraną? Przyjedziesz jeszcze na Poker Fever?

– Poker Fever mogę polecić każdemu, kto chce się dobrze bawić i pograć w pokera, bo atmosfera naprawdę jest świetna. Wszyscy rozmawiają, nie ma złośliwości, analizujemy wspólnie różne spoty. Rzadko kiedy słychać z sali klasyczny zwrot „Graj tak dalej”. Ja miałem bardzo przyjemne sytuacje, kiedy poznawałem graczy, którzy kojarzyli mój nick z PartyPoker. Nawet gracze, których eliminowałem z turnieju, dodawali mi siły i zachęcali do gry o zwycięstwo. To było dla mnie bardzo budujące. Nie spotkałem się z czymś takim do tej pory, a tutaj przytrafiło mi się coś tak miłego wielokrotnie.

Pieniądze przeznaczę na podróże, w tym te pokerowe podróże. Zamierzam pograć satelity do turniejów EPT. Celem jest występ w Main Evencie lub w turniejach pobocznych. Jak skończę sesję, tę na studiach, będę starał się również trochę przekonać do gry online. 

Poker nie jest moim planem „A” na życie, ale nie wykluczam, że gdyby zaszły odpowiednie okoliczności, być może mógłbym zostać nawet graczem zawodowym. Obecnie traktuję grę zupełnie amatorsko i cieszę się tym. 

ZOBACZ TEŻ: Wywiad z Bartoszem Wiśniewskim, finalistą Poker Fever Series

Dołącz do najlepszych na PartyPoker

Dołącz do najlepszych na PartyPoker - Fedor Holz!