Czy lepiej specjalizować się w jednej odmianie? Czy może uczyć się wielu odmian jednocześnie? Zachęcam Was do zapoznania się z moimi przemyśleniami na ten temat.

Niedawno w swoim tekście pod tytułem „Możesz więcej, jeśli jesteś wszechstronnym graczem” pisałem o tym, jakie zalety ma pokerowa wszechstronność. Podsumowując ten tekst w kilku zdaniach, możemy stwierdzić, że taki pokerzysta „do tańca i do różańca” ma po prostu więcej możliwości na położenie swoich rąk na pieniądzach. Często są to pieniądze zarobione w łatwiejszy sposób, a to dlatego, że areną zmagań nie są najbardziej popularne formaty, a najczęściej gry i odmiany niszowe, w które populacja – szczególnie na najniższym poziomie – gra znacznie gorzej niż w poczciwego holdema.

Dzisiaj postanowiłem napisać tekst promujący odwrotną tendencję; dziś chciałbym zachęcić Was do wyboru pokerowej specjalizacji. Na usta od razu ciśnie się pytanie, czy jedno nie wyklucza drugiego? Nie wyklucza. Oczywiście wszechstronność jest pożądana, jednak na koniec dnia nie możemy zapominać o tym, co stanowi podstawę naszej pokerowej egzystencji, a w przypadku graczy zawodowych lub tych grających półzawodowo, co daje im zarobić na chleb.

Zapomnij o specjalizacji, jeśli rozpoczynasz przygodę z pokerem

Ja już nie pamiętam mojego pierwszego zetknięcia ze współczesnym pokerem online. Wiem tylko, że było to bardzo dawno, ale jak już, jak to powiedziałaby współczesna młodzież, zjarałem się całą sprawą, to chciałem spróbować wszystkiego. W tamtych czasach ogromną popularnością cieszył się jeszcze limit holdem, a także jednostołowe i wielostołowe turnieje SNG. No-Limit Hold’em dopiero pracował na swoją pozycję – swoją drogą, jak już doszło do przełomu, to całkowicie rzucił w otchłań niepamięci wersję gry z limitem – głównie w turniejach MTT, ale i w powoli rozwijających się grach cashowych NLHE.

Czy myślałem wtedy o specjalizacji? Absolutnie nie! Jednego dnia chciałem grać w turniejach MTT, bo magnetyzowały mnie wysokie wygrane. Innego dnia chciałem wypróbować wszystkiego tego, czego o Limit Holdemie nauczyłem się z książki Lee Jonesa zakupionej kiedyś na Amazonie. A z samego rana realizowałem już plan podbicia turniejów SNG, bo akurat liznąłem nieco wiedzy na temat tej odmiany pokera. Chciałem wygrywać, chciałem zarabiać pieniądze. W ogóle nie w głowie było mi dokonywanie jakiś wyborów. Mówiąc szczerze, nie miałem nawet jakieś ulubionej gry – lubiłem grać we wszystko, bo po prostu lubię rywalizację na pieniądze.

Tyle o mnie, ale mówiąc już bardziej ogólnie, na początkowym etapie przygody z pokerem liczy się zabawa i utrzymanie się na powierzchni. To nie jest czas na wybór ścieżki rozwoju. Mówią „szukajcie, a znajdziecie” – i pewnie w tym powiedzeniu jest ziarnko prawdy. W końcu każdy z nas dochodzi do takiego momentu, w którym zaczyna preferować jedne odmiany i formaty nad innymi. Jednak nie jest to jeszcze ten moment.

Pomyślcie o specjalizacji, gdy przebijecie pierwszy mur

Przygoda trwa. Zabawa trwa. Dzięki pracy, jaką wkładacie w swój rozwój z dala od stołów, zaczynacie odnosić pierwsze sukcesy i z biegiem czasu macie ich na swoim koncie coraz więcej. Pokonujecie kolejne limity, śmiało można powiedzieć, że wychodzicie poza etap pokerowych nowicjuszy. Jeśli wiążecie swoją przyszłość z pokerem – nie mam tutaj na myśli deklaracji, choćby wewnętrznej, o tym, że przechodzicie na zawodowstwo, bo na ten krok decyduje się niewielki procent graczy; raczej myślę o tym, czy jest w Was pragnienie ciągłego doskonalenia swojego pokerowego warsztatu – jest to dobry moment na specjalizację.

Założenie, jakie przyświeca tej myśli, jest następujące. Pierwszy ważny krok za Wami. Pokazaliście, że potraficie rozpocząć „karierę” od najniższego szczebla pokerowej hierarchii i zdołaliście się przebić, co nie udaje się, strzelam, 90% fieldu… Może macie talent, może jesteście pracowici, może Wasz sukces zrodził się z połączenia ciężkiej pracy i talentu. Coś robicie dobrze, nie ulega to żadnej wątpliwości, żeby jednak awansować na jeszcze wyższy poziom i tam się utrzymać, musicie po prostu jeszcze więcej pracować, jeszcze więcej analizować, jeszcze więcej poświęcić czasu na networking.

Czas na poszerzanie horyzontów w końcu nadejdzie

Wielozadaniowość (tzw. multitasking) to jedna z najbardziej przecenianych kompetencji miękkich, którą pracodawcy, z jakiegoś niewiadomego powodu, bardzo pożądają. Pisze o tym w swojej książce pt. „Mental Edge” Leszek Badurowicz. Po takim wstępie wypadałoby napisać, dlaczego nie ciągnąć dwóch srok za ogon jednocześnie.

Oczywiście, że jak ktoś się uprze, to sobie z takim wyzwaniem poradzi, szczególnie jak np. będzie miał do opanowania formaty pokrewne. Jestem jednak zdania, że lepiej zrobić coś ze 100% zaangażowaniem niż rozkładać czas na naukę i praktykę pół na pół lub w jeszcze innych proporcjach. Atrakcyjność niszowych odmian pokera w dużej mierze bierze się z tego, że na tzw. entry levelu, czyli na samym dole pokerowej hierarchii, ludzie po prostu nie wiedzą, co robią. Później wcale nie jest tak kolorowo, gdyż „niszówki” przyciągają do stołów ludzi, którym chce się podążać trochę inną niż standardowo wybieraną drogą i w pewnym momencie trzeba zmierzyć się z innymi specjalistami, którzy w pełnym wymiarze uczą się i praktykują tę konkretną odmianę. A przecież my specjalizujemy się w czymś innym. Rozumiecie, co mam na myśli?

Podsumowanie

Opanujcie jedną grę, tj. zostańcie wygrywającymi regami na średnich stawkach, a następnie zajmijcie się nauką czegoś nowego, jeśli takie jest Wasze marzenie. W ostatecznym rozrachunku osiągniecie zadowalające rezultaty na obu polach znacznie szybciej, gdy postawicie na szkolenie w jednym nurcie, niż wtedy, gdy zdecydujecie się na wielotorową naukę. Wszechstronność, owszem, jest pożądana, bo daje więcej możliwości na zarabianie, jednak osobiście stawiałbym na kolejność: najpierw specjalizacja i stworzenie sobie bazy, a potem odkrywanie nowych lądów i być może, co wcale nie dzieje się tak rzadko, po jakimś czasie zmiana głównej specjalizacji.