W ubiegłym roku podczas festiwalu World Series of Poker wszyscy, w tym stacja ESPN i inne media, skupiały się na jednym kontrowersyjnym temacie w czasie transmisji z WSOP i November Nine. William Kassouf wprowadził bowiem wtedy do gry dynamikę i energię, której World Series nie widziało od czasu, gdy Jamie Gold pokonał największy field w historii Main Eventu w roku 2006 (a było to 8773 graczy).

Publiczność oglądająca grę także nie mogła przestać mówić o Kassoufie, bo jemu samemu nie zamykała się buzia. Nie chodziło też tylko o to, że Will mówił przy stole. Wielu pokerzystów to robi. Rob Salaburu często gawędził podczas transmisji w 2012. John Hesp gadał sporo w tym roku. Mike Matusow i Phil Hellmuth bardzo rzadko milczą, kiedy kamery są na nich skierowane. Niemało utalentowanych zawodników, takich jak Daniel Negreanu, Antonio Esfandiari i Scott Seiver rozmawiają przy grze w karty.

 Kassouf robił jednak coś innego. Mówił po to, aby zmusić przeciwnika do sprawdzenia, spasowania lub podbicia w zależności od sytuacji. Kassouf bardzo przypominał Jamie’go Golda, ponieważ tak jak on mówił o rozdaniu, w którym akurat brał udział. Często mówił, że blefuje lub akurat value betuje. Zazwyczaj mówił prawdę, ale prezentował też bardziej zbalansowany styl niż Jamie Gold.

Co ciekawe ten styl gry sprawdzał się nie tylko jako magnes przyciągający do ekranów widzów. On naprawdę pozwalał mu wygrywać kolejne żetony.

Podobne podejście może pomóc i Wam wygrywać więcej, ale nie w sposób jaki zapewne przychodzi Wam od razu do głowy.

Jeśli oglądaliście jakieś wywiady z Willem Kassoufem, których ten udzielił po WSOP, to szybko dotarło do Was, że on nie udawał nikogo. Reporterzy zadawali zazwyczaj jedno lub dwa pytania, a Will „nawijał” przez godzinę sam.

Gadatliwy Kassouf to prawdziwy Kassouf i gdyby nie trafił ze swoimi królami na asy, to pewnie właśnie on grałby w November Nine na zeszłorocznym WSOP. Will potrafi bowiem rozmawiać na każdy temat i wykorzystuje tę zdolność przy stole bardzo dobrze. To pozwoliło mu w wielu sytuacjach zyskać przewagę nad jego przeciwnikami.

To gadanie bez końca najbardziej tiltowało jego oponentów. Jeśli jednak wsłuchamy się we wszystko co Kassouf powiedział przy stole, to odnajdziemy jeszcze jeden aspekt tej zagrywki, który pozwalał mu wygrywać przy stole i może pomóc także Tobie.

Kassouf przypomina nam bowiem o tym, że z natury jesteśmy zazwyczaj gadatliwi. Nawet bardzo, choć niekoniecznie przy stole, ale w prawdziwym świecie jak najbardziej. Kiedy gramy w karty, to łatwo o tym zapominamy i nie wykorzystujemy tej dodatkowej broni w pokerze, bo nauczono nas milczeć, a przecież wszystko co daje nam przewagę w grze jest cenne.

Kiedy człowiek zaczyna grać w pokera, to mówi mu się, że ready i telle przy stole są jednymi z najważniejszych rzeczy w grze. Telewizja także kocha przekazywać nam ten wizerunek. Fajnie jest zauważać to, co robi na przykład Teddy KGB. Zaglądanie w oczy przeciwnika to klasyk pokerowych zmagań, który z rozkoszą oglądaliśmy w złotych czasach pokera. Potem przyszedł jednak ten dzień, kiedy okazało się, że o wiele istotniejsza jest teoria gry.

Poker zmienił się na przestrzeni lat i nie jest już tak bardzo wypełniony charakterystycznymi postaciami, łzami i okrzykami radości. W dzisiejszych czasach w grze pojawiają się non stop młodzi, skupieni na celu gracze, ze swoimi strategiami GTO; nierzadko nastoletni czarodzieje internetu.

Wielu z nas nosi bluzy z kapturami i okulary przeciwsłoneczne, a gramy na bardzo niskich stawkach i tak naprawdę nie gramy na poważnie, tylko ubieramy się jak nasi bohaterowie, profesjonalni zawodnicy.

Dopiero kiedy zaczynamy uczyć się gry i naprawdę trenujemy, nasze wyniki mogą się polepszyć. Wtedy jednak też możemy nie wygrywać tyle, ile oczekiwalibyśmy za włożony wysiłek i pracę. Co więc odróżnia nas od zawodowców? Moim zdaniem to pewność siebie, spokój i charyzma. Cech takich ludzi jak Negreanu, Esfandiari i Phil Ivey.

W starych odcinkach Poker After Dark z udziałem graczy takich jak Tom Dwan, Patrik Antonius, David Oppenheim i Phil Ivey widać to bardzo wyraźnie. David Oppenhiem wygląda jak trol, ale brzmi jak jedna z najbardziej pewnych siebie osób na Ziemi. Ci gracze nie zasiedli przez przypadek przy tamtym stole. Pewność siebie sprawia, że gra im się łatwiej. Warto poświęcić chwilę, aby nie tylko dla pokerowych celów rozwinąć ją także u siebie.

Nie każdy jest cichym zabójcą jak Antonius. Nie każdy ma zabójcze spojrzenie niczym Ivey. Nie każdy z nas jest magikiem internetu. Bardzo wielu graczy jest jednak otwartymi, gadatliwymi ludźmi i warto połączyć to z dobrymi strategiami poprzez rozmawianie z przeciwnikami przy stole.

O panu Kassoufie trzeba wiedzieć jedno, bo to od niego wszystko się zaczęło w dzisiejszym artykule.

Zarówno Kassouf jak i Gold dawali przeciwnikom dodatkowe informacje, na które Ci nie zawsze byli przygotowani. Wielu rywali wiedziało doskonale jak grać 30 blindami na 8-osobowym stole, ale rozmowa była czymś na co ich perfekcyjne strategie GTO nie były gotowe.

Jamie Gold robił w swoim czasie dokładnie to samo, ale w 2006 konkurencja była słabsza, więc żetony sypały się szerokim strumieniem w jego stronę.

Prowadzi nas to do wniosku, że może w pokerze jest jeszcze sporo do odkrycia na polu zdobywania nad przeciwnikiem przewagi. Strategie GTO stają się coraz powszechniejsze, więc skoro wszyscy grają tak samo, gdzie wypracować można zysk? Może gra słowami to kolejny krok w pokerze?

Naturalne wydaje się, że rozmowa to kolejny krok ewolucji pokerowych potyczek.

Najlepsi gracze świata poznali bardzo podobne tajniki gry i chcąc osiągnąć przewagę nad innymi, muszą uciekać się do nowych metod. 

Jeśli przyjrzymy się rozdaniom Kassoufa i Golda, to będzie wyglądało jakby ich przeciwnicy nigdy nie grali wcześniej w żadnym turnieju. To rzeczy, które usłyszeli wprawiły ich w konfuzję. Czasem było to coś obraźliwego czy dziecinnego, ale działało, a jak wiemy cel uświęca środki. Kassouf i Gold zapewne zgodziliby się z tym.

Czego więc możemy nauczyć się od Willa Kassoufa? Dobrze jest od samego początku gry na żywo rozmawiać ze swoimi oponentami. Trochę polimpować i poprzebijać w ciemno. Od czasu do czasu zrobić 3-bet z niczym. Coś co robił Mike Caro, kiedy grał w karty. (Podobno Caro wyciągał przed sesją 100 dolarów z portfela i palił banknot na oczach swoich rywali, aby pokazać im, że jest nieprzewidywalny i nie dba o pieniądze, co oczywiście nie było prawdą).

Gadajcie. Przez pierwszą godzinę dobrze jest uczestniczyć w wielu rozdaniach i rozmawiać o wszystkim. Zagwarantuje to Wam sporo akcji w kolejnych rozdaniach z graczami, którzy siedzą z Wami od początku. Działa to bardzo dobrze, nawet jeśli nie przepadacie za grą live.

Wszystko staje się bowiem wtedy lepsze. Gra się jakby szybciej, wszyscy przy stole są ożywieni. Rozmawianie z innymi zawodnikami sprawia, że czujemy się bardziej komfortowo, jakbyśmy spędzali czas wśród dobrych znajomych, bez względu na to z kim gramy. Zazwyczaj swoboda ta pozwala lepiej się skupić i zarabiać więcej. Ciekawe jest to, że im więcej rozmawiamy, tym więcej zazwyczaj wygrywamy. Nie ma czego tutaj analizować, po prostu warto spróbować samemu. 

Znani pokerzyści także często mówią, że im więcej się uczą gry, tym jakby więcej szczęścia mają przy stole. Rozmowa przy grze działa nierzadko podobnie. Nie wiadomo dlaczego, ale im przyjaźniejsi jesteśmy, bardziej zadowoleni i pewni siebie, tym lepiej wychodzimy na tym z gry, jeśli o pieniądze chodzi.

Ludzie dążą do stworzenia strategii doskonałej i budują maszyny zdolne do gry w pokera na wysokim poziomie, tak aby mogły one pokonać człowieka. Poker to jednak gra toczona między ludźmi i nigdy się to nie zmieni. Jaka frajda byłaby w oglądaniu dwóch komputerów wynajdujących najbardziej profitowe w danej sytuacji rozwiązanie w grze karcianej? Może sprawdza się to w widowiskowych grach komputerowych, ale na stole z kartami raczej słabo. To co mówimy przy stole ma spory wpływ na to, co dzieje się w grze, szczególnie, gdy inni zawodnicy nie są na to gotowi. Poker nie toczy się w hermetycznej próżni. Na przebieg rąk wpływa wszystko to, co robimy w grze, z naszymi słowami włącznie.

Poker z humorem i rozmową staje się dobrym produktem telewizyjnym i przyciąga do kart kolejnych zawodników, co także jest dobre dla pokerowego środowiska.

To czy gra staje się lepsza czy nie powinno mieć dla nas znaczenie. Z pewnością liczy się też to, jak dzięki rozmowom my sami stajemy się lepszymi ludźmi. Warto zastanowić się czemu Kassouf wzbudził takie zainteresowanie i czy nie zrobił przypadkiem czegoś, co nam pokerzystom bardzo się przyda.

Czasem kilka słów może dać nam sporo żetonów.

PS: William Kassouf dołączy do graczy takich jak Mike Matusow, Jean-Robert Bellande, David Williams, Matt Berkey, Nick Schulman w kolejnym odcinku Poker After Dark.