Doyle Brunson

Doyle Brunson zamieścił na swoim koncie na Twitterze bardzo ciekawy wpis, który stał się przyczynkiem do dyskusji na temat tego, jak zmienia (?) się postrzeganie gry w pokera na przestrzeni ostatnich sześćdziesięciu lat.

Stan obecny

O tym, że zawodowe granie w pokera jest zajęciem bardzo wymagającym, wiemy wszyscy. Nie mówimy tutaj wyłącznie o „technicznym” aspekcie, ale również o tym, że wiele osób – nasi bliscy, nasi znajomi etc. – nie rozumieją tego, czym poker jest i że jest to dyscyplina, którą można się zajmować na pełen etat. Abstrahując od uwarunkowań prawnych, mówienie głośno o tym, że jest się pokerzystą, jest często luksusem, na który prosi nie mogą sobie pozwolić. To grozi ostracyzmem, w domu, w pracy, w społeczności. Pogląd na pokera się zmienia, ale daleko jest jeszcze do tego, aby z podniesioną głową można było mówić o tym, że nasza praca polega na grze w karty.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że niewiele osób rozumie, że poker jest to gra hazardowa, w której w długim okresie o wygranej decydują umiejętności. Podpieramy się matematyką, podpieramy się statystyką, pokazujemy pokera, jakiego znamy z relacji z telewizji, a właściwie współcześnie tylko ze streamów. Nic to. Ciężko jest dotrzeć do umysłów ludzi i zmienić ich nastawienie do czegoś, co przez lata traktowali jako zło. Dla nich sprawa jest prosta – skoro w pokera gra się w kasynach, to jest to gra kasynowa, która niewiele różni się od ruletki i blackjacka. Kto gra w karty, musi być hazardzistą, ba!, szulerem.

Karol Strasburger
Karol Strasburger w filmie „Wielki Szu”

Mamy rok 2018. Zmiany w postrzeganiu pokera przebiegają bardzo powoli. Nie pomagają nam zapisy ustawy hazardowej, które traktują naszą grę na równi z grą na automatach… Jeśli obecnie mamy takie problemy, żeby osobom „z cywila” wytłumaczyć, czym jest poker, to jak trudna musiała być to sztuka jeszcze pięćdziesiąt lat temu, gdy poker naprawdę mógł kojarzyć się w sposób, w jaki przedstawił to Sylwester Chęciński w filmie „Wielki Szu”.

Doyle Brunson wspomina swoje młodzieńcze lata

Aż trudno w to uwierzyć, ale Doyle Brunson gra zawodowo w pokera ponad 60 lat. Ten legendarny gracz, który skończył niedawno 85 lat, rozpoczął swoją karierę w latach pięćdziesiątych XX w. Była to raczej konieczność, a nie coś, czego bardzo pragnął. Brunson musiał zająć się czymś, kiedy okazało się, że jego stan zdrowia nie pozwala mu na kontynuowanie kariery koszykarza. Wtedy się wszystko zaczęło. „Texas Dolly” przemierzał tysiące kilometrów, jak Ameryka długa i szeroka, w poszukiwaniu dogodnych gier. Jak sam wspomina ten okres: „Najprostsze wówczas było wygrywanie. Znacznie trudniej było opuścić miasto z wygraną i w jednym kawałku”.

Doyle Brunson
Doyle Brunson

Niebezpieczne podróżowanie po USA trzeba było zakończyć. Gdy tylko w Las Vegas otworzył się poker room, Brunson przeniósł się do Nevady i tam zaczął budować swoją legendę.

Dziś łatwo jest mu opowiadać o tym, jak wyglądało życie pokerzysty będącego stale w trasie. Jako osoba z tak wielkimi osiągnięciami, która oficjalnie zakończyła swoją karierę, właściwie może wszystko. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia taka szczerość byłaby nie do pomyślenia.

Tweet Doyle’a Brunsona

Na swoim profilu Brunson zamieścił niedawno post z profilu „Historia w obrazkach”. Na zdjęciach widać fabrykę amerykańskich samolotów wojskowych w czasie II W.Ś. Podpis pod zdjęciem brzmi: ” Linia montażowa dla bombowca B-24 w Fort Worth, maj 1943 „.

Doyle wykorzystał to zdjęcie, aby opowiedzieć anegdotę o swoim życiu.

Jedno z moich oszustw zdarzyło się w tej fabryce. Powiedziałem mojej rodzinie, przyjaciołom etc., że pracuję w tym miejscu. Wszystko po to, żeby ukryć przed nimi to, że moim prawdziwym zawodem była gra w pokera. Działo się to w 1956 roku. Na zawodowych graczy patrzyło się wówczas jak na gangsterów, złodziei i ludzi jeszcze gorszego pokroju.

Doyle Brunson – człowiek, który zmienił pokera

Przez sześćdziesiąt lat pokerowej kariery Doyle Brunson udowadniał, że gra w pokera może być zawodem jak każdy inny. Skoro udało mu się utrzymać w tym biznesie przez tak długi czas – ba! nawet dzisiaj można spotkać go jeszcze w Bobby’s Room – jest to najlepszy dowód na to, że wygrywanie w tej grze zależy głównie od umiejętności, a nie od krótkoterminowego szczęścia.

Phil Ivey w pięknych słowach powiedział kiedyś o Doyle’u Brunsonie – „Wszyscy w świecie pokera są winni Brunsonowi ogromne podziękowania za to, co zrobił dla tej gry. Gdy on zaczynał swoją przygodę, gra była zupełnie inna niż teraz. Fajnie, że dzisiaj możemy grać, ale w tamtych czasach było zupełnie inaczej”. 

poker
Phil Ivey / ©Danny Maxwell, PokerNews.com

W sferze naszych marzeń pozostaje powstanie kolejnej książki autorstwa Brunsona – na rynku można nabyć pozycję „The Godfather of Poker” – w której legendarny gracz dzieliłby się opowieściami o tym, jak wyglądało życie pokerowych grinderów z krwi i kości, którzy byli pionierami pokera w erze nowożytnej. Jak widać, jest to temat niewyczerpany. My byśmy z chęcią przeczytali takie „zapiski z drogi”. A Wy?

baner Powerfest PartyPoker