poker
Erik Seidel / ©PokerStars

Kilkanaście lat temu PokerStars organizowało niedzielny turniej High Roller w formacie “Winner Takes All”. Nie pamiętam już tego, jak wysokie było wpisowe do tego eventu, mogę tylko zaświadczyć, że była to znaczna suma, i nie tylko na tamte czasy, ale nawet jak na dzisiaj.

Co tydzień na starcie tego eventu zjawiała się światowa czołówka, a railbirds, w tym ja, mieli swoje używanie.

W trakcie jednego z takich turniejów doszło do heads-upa, w którym spotkali się Barry Greenstein oraz – no własnie tego nie pamiętam, wybaczcie. W pewnym momencie rywal Greensteina zaczął mieć problemy z połączeniem internetowym. Jak siedział przy stole, tak nagle całkowicie go odcięło, a system wyrzucił go na przymusowy sit-out. Wówczas przed Barry Greensteinem otworzyła się możliwość zabrania swojemu rywalowi wszystkich żetonów.

Barry Greenstein / ©Katerina Lukina, WSOP.com, PokerNews.com

Każdy, kto choć trochę interesuje się pokerem, musi wiedzieć, że Greenstein nazywany jest “Robin Hoodem” pokerowej sceny. Wszystko przez jego nienaganne maniery, angażowanie się w akcje charytatywne oraz posiadanie czegoś, co Amerykanie określają mianem “integrity”, a my po prostu zwykłą uczciwością. Oczywiście w zaistniałej sytuacji Greenstein zachował się  z klasą i również udał się na przerwę. Po kilkudziesięciu minutach rywal wrócił do gry, podziękował Barry’emu za postawę fair play, a potem w uczciwej walce pokonał mistrza. Jeśli się nie mylę, w nagrodę zainkasował coś koło 100.000$.

Seidelgate

Piszę o tym zdarzeniu w nawiązaniu do rozdmuchanej przez media społecznościowe “aferki Erika Seidela”. Amerykanin kilka dni temu zaczął zabierać blindy graczowi, który nie stawił się do gry w wyznaczonym czasie. Areną zmagań był event 10.000$ WSOP Heads-Up Championship na GGPoker. Możecie o tym przeczytać – tutaj.

W mojej opinii jest to zupełnie inny przypadek niż ten, który opisałem powyżej. Niestawienie się na start nie wynikało z problemów technicznych, nic na to nie wskazywało – tak naprawdę to nie wiemy, jaki był powód nieobecności gracza. Nie wiadomo było, czy Max Kruse w ogóle przystąpi do pojedynku, czy zapomniał o grze, zachlał, a może zjadł go aligator. Ile, zdaniem krytyków Amerykanina, powinien czekać Seidel z jakąś reakcją? Czy w trakcie turniejów dyrektorzy czekają na pojawienie się graczy? Nie. Gdy wybija moment, zegar turniejowy jest uruchamiany, mamy puste krzesło, worek leżący na stole, a stack nieobecnego gracza wyblindowuje się. Gra przebiega normalnym rytmem.

Dla mnie w zachowaniu mistrza, którego również uważa się za pokerzystę o nieposzlakowanej opinii, nie było nic niewłaściwego. Gdyby gracz tego kalibru zrobił to w chwili, gdy rywal miałby problemy z połączeniem, pierwszy rzuciłbym w niego butem. Jestem jednak przekonany, że to nie jest ten przypadek – po uruchomieniu zegara gra przebiegała normalnym rytmem. Ostatecznie to do obowiązków gracza należy stawienie się do gry na czas.

Czujesz się zawodowcem czy nie?

Nie oszukujmy się – wykorzystywanie problemów z połączeniem internetowym w pokerze rekreacyjnym to norma. Gdy Internet przestaje działać, nikt nie siada na sit-oucie, tylko możliwie szybko klika myszką, żeby wygrać starcie bez gry. Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy w ten sposób nie wygrał pojedynku HU w Sieci. Tak, zgadza się, było to w grach za kilkadziesiąt centów lub kilka dolarów, ale było.

Czy zrobiłbym tak w pojedynku za 10.000$? Myślę, że nie zrobiłbym, wobec tego wyobrażam sobie, że musi istnieć jakaś granica, bardzo zresztą subiektywna, gdy jeszcze można być „chujkiem”, a od której to już tak trochę nie wypada. Mówiąc zupełnie poważnie, to nawet nie chodzi o wysokość stawek, bardziej o to, czy ktoś, kto staje przed pokusą wyblindowania rywala w niesportowy sposób, czuje się zawodowcem czy nie. Do tego się wszystko sprowadza.

Zostawmy w spokoju Seidela. Ogłaszam zakończenie afery.

Ecopayz banner baner MasterCard