Chris Moorman jest prawdziwym numerem jeden w historii internetowego pokera i mało kto może pochwalić się wynikami podobnymi do jego. 32-letni Brytyjczyk docierał do płatnych miejsc tysiące razy i zgromadził w ten sposób 14,2 miliona dolarów. To 3,3 miliona więcej niż ma najbliższy mu pokerzysta w rankingu.

Po kilku latach odpadania w kluczowych momentach nadszedł jego wielki dzień. Zwyciężył Main Event WPT L.A. Poker Classic, a ostatniego lata zdobył swoją pierwszą bransoletkę World Series of Poker. Oto wywiad, który przeprowadził z nim w ostatnim czasie dziennikarz Card Player:

– Co zajmuje Twój czas, kiedy nie grasz akurat jakiegoś istotnego festiwalu pokerowego?

– Robię różne rzeczy. Na początku to zawsze był poker, ale teraz staram się mieć bardziej zrównoważone życie. Ostatnio chciałem znowu zacząć chodzić na gry cashowe tu, w Las Vegas, ale słabo mi to wychodzi, bo wolę posiedzieć w domu z rodziną. Jeśli nie mam harmonogramu, jak w turniejach, to nie czuję ciśnienia, aby tam iść.

– Nasi czytelnicy mogą tego nie widzieć, ale do Vegas przeniosłeś się z Los Angeles, a przedtem mieszkałeś w Anglii. Skąd decyzja o przeprowadzce?

– Poruszanie się po mieście w LA to koszmar. Czasem zajmuje niby 20 minut, ale przez korki stoimy na drodze ponad godzinę. Dodatkowo nie mam samochodu, więc jazda publicznymi środkami transportu mnie wykańczała.

– Skąd wzięło się Twoje negatywne podejście do prowadzenia samochodu? Wiem, że nie lubisz tej czynności.

– Nie czuję się dobrze za kółkiem, nie mam nawet prawa jazdy. Swego czasu byłem jednak bliski wygrania nagrody w postaci 500.000$. Dodatkową atrakcją był w tym evencie samochód. Pamiętam jak niedorzeczne wydawało mi się to, gdy siedziałem przy stoliku, w fazie finałowej i patrzyłem na auto, którego i tak nie mógłbym używać. 

– Słyszałem, że chodziłeś do szkoły dla uzdolnionych dzieci i byłeś tam prześladowany przez innych uczniów. To prawda?

– Tak, nosiłem wtedy okulary i pierwsze kilka tygodni były trudne. Starałem się unikać towarzystwa i jakoś poszło. Potem, na uniwersytecie wszystko było inaczej. Dodatkowo dobrze grałem w bilard, a tam był jeden taki stół, na którym grało się parami i zwycięzca zostawał na kolejną rundę. Wszyscy chcieli być ze mną w drużynie i znalazłem w ten sposób wielu fajnych znajomych. Dzisiaj gram rzadziej, więc moje umiejętności spadły. Może kiedyś do tego wrócę. Swego czasu grałem z zawodnikiem, który był bodajże szósty w rankingu Wielkiej Brytanii i uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę tak dobry, jak on. Facet w zasadzie podchodził do stołu na 4-5 minut i nigdy nie chybiał.

– Czy to prawda, że odkryłeś pokera wracając z turnieju bilardowego?

– Tak. Zobaczyliśmy ogłoszenie po drodze do domu i sprawdziliśmy adres w telefonie. Zaczynałem od gier Sit and Go za 3$. Potem były cashówki, gdzie wkupywaliśmy się za 20 dolarów. Grałem słabo i w końcu zostało mi na jeden większy S&G. Wygrałem go i odbudowałem nieco bankroll. Wtedy zrozumiałem, że powinienem trzymać się z dala od cashówek. Zacząłem grywać coraz więcej, każdego dnia i zdałem sobie sprawę, że opłaca mi się to bardziej niż normalna praca.

– Jak Twoja mama zareagowała na Twoje finansowe plany związane z pokerem?

– Na początku powiedziałem im, że dostałem pracę  w lokalnym supermarkecie. Wymyśliłem sobie nawet przyjaciela, którego tam poznałem, ale po jakimś czasie moja mama zorientowała się, że nie mówię jej prawdy. W supermarketach pracownicy dostawali bowiem karty zniżkowe, a ja nigdy nie miałem jej przy sobie, gdy chciała zrobić zakupy. W końcu przestała wierzyć, że znowu zostawiłem ją w domu. Wyznałem więc, że nie mam żadnego przyjaciela Adama i tak naprawdę gram w pokera.

– Co było potem?

– Powiedziałem rodzicom, aby dali mi szansę na grę w pokera. Ojciec zgodził się na 6 miesięcy próby i w końcu pojechaliśmy razem na turniej. W międzyczasie ostro z nim trenowałem i obaj dotarliśmy dosyć daleko, ale to on wygrał coś, podczas, gdy ja odpadłem na bubblu eventu. Co ciekawe zdobył wtedy o wiele więcej niż mnie wtedy dane było wygrywać. Niestety do dzisiaj nie oddał mi tysiąca za buy-in (śmiech).

– Wiem, że było w Twojej karierze kilka sukcesów w stakingu. Czy w Twoim przypadku biznes ten opłacił się?

– Tak, swego czasu wspierałem kilku graczy i zazwyczaj obywało się bez problemów. Dostawałem swoją działkę za sponsorowanie zawodnika, gdy udawało mu się docierać daleko. W końcu jeden pokerzysta wygrał nawet około półtorej miliona. Dostałem z tego około połowy i pamiętam, że wtedy oznaczało to dla mnie podwojenie mojego bankrolla. Zawsze starałem się wybierać ludzi, którzy mieli w sobie to coś, grali agresywnie, kreatywnie. Niestety nie brakowało również sytuacji, gdy ponosiłem straty. Bywały takie momenty, gdy sponsorowałem 30 graczy i wszyscy przegrywali.

Pamiętajcie, że w ubiegłym roku na polskim rynku premierę miała książka Moorman’s Book of Poker, w której Chris przedstawia dokładną analizę procesu myślowego przy podejmowaniu decyzji przez typowego gracza średnich stawek, jakim jest Byron Jacobs, oraz to jak te rozdania postrzega on sam. Wszystkie książki Wydawnictwa Player znajdziecie tutaj. Zapraszamy również na fanpage tego wydawnictwa na Facebooku.

Na książki wydane przez Wydawnictwo Player możecie otrzymać zniżkę w wysokości 6 złotych / sztuka. Przy zamówieniu książek w koszyku wystarczy wpisać kod PGZNIZKA. Promocja na każdy pokerowy tytuł obowiązuje już od 9 sierpnia!

baner maksymalny rakeback

ŹRÓDŁOCard Player
Wesker
Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.