Wielokrotnie mówiliście mi, głównie podczas relacji z festiwali Poker Fever w Ołomuńcu, że podobają się Wam moje wpisy, w których dokumentowałem wspinaczkę po limitach cashowych. Skoro tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nieco pisać o tym, jak w boju hartuje się stal, tyle że tym razem w boju turniejowym. Oto pierwszy odcinek nowej serii.

Jak zapewne wiecie, a może nie, jeśli nie czytaliście ostatniego wpisu, z różnych powodów rozpoczynam poważniejszy romans z grami turniejowymi. Jest to dla mnie duża nowość, bo nie licząc wyjątków, a było to jeszcze w pierwszej dekadzie bieżącego stulecia, właściwie cały czas, z lepszym lub gorszym skutkiem, trzymałem się gier cash. W ciągu ostatniego roku ten skutek był większy, a postęp wyraźny – serce się radowało. Jak to jednak zwykle w życiu bywa, pojawił się problem. Może nie problem, ale niedogodność, przeszkoda, z którą trzeba było sobie poradzić. Rozwiązaniem było wypłacenie większości środków.

Rekreacyjni gracze, nawet mocno zaangażowani jak ja, często borykają się z tym problemem. Nie pierwszy raz mi się to zdarzyło i pewnie nie będzie tak po raz ostatni. Summa summarum – nie stać mnie obecnie na grę na limitach, do których jestem przyzwyczajony. Wybaczcie, ale nie widzę siebie obecnie klikającego na NL2, NL5 czy NL10. Wiem, że ten czas mogę lepiej spożytkować, choćby na naukę, a do stołów wrócę, jak zorganizuję pieniądze z innych źródeł. Minimum, które dałoby mi motywację na dziś do pełnego zaangażowania to NL25$ (NL20€ u Galfonda na RIO, gdzie gra mi się najlepiej), od którego mógłbym zacząć, a więc musiałbym mieć jakieś 2.000$, żeby grać bezstresowo, optymalnie. Nie mam takich wolnych środków, tak więc cashe na jakiś czas odpadają. W sensie grindowanie cashy, bo to że sobie od czasu do czasu wejdę na stoły poklikać „underbankrolled”, to, jak mawiał klasyk, oczywista oczywistość.

MTT, oj MTT…

Z MTT zabawę mogę zacząć znacznie tańszym kosztem. Tutaj nie mam doświadczenia, za to mam duży głód sukcesu, dlatego nie przeszkadza mi się babranie w najniższych limitach, nawet gdybym miał grać MTT-eki za 2 centy na PokerStars. No dobrze, na użytek zobrazowania mojego pozytywnego nastawienia trochę odpłynąłem w krainę fantazji, jednak mówiąc zupełnie poważnie: jeśli za udział w turnieju trzeba zapłacić jeden banknot z wizerunkiem George Washingtona, to wpiszcie mnie na listę. Tak, tę podróż rozpoczynam od gier za minimum 1$, a pewnie bez satelit to nie będę grał wyżej niż 3$.

Jeśli chodzi o schedule, to pełne sesje będę grał tylko w soboty i w niedziele. W tygodniu roboczym nie ma szans, żebym regularnie grał i nie zarywał przy tym nocy lub nie zaniedbywał moich innych aktywności oraz mojej ukochanej żony, ale wieczorami, tyle że w ograniczonym zakresie, będę pojawiał się przy stołach. Najbardziej przemawia do mnie harmonogram turniejowy PartyPoker, ale myślę też o finansowym stacjonowaniu również na Unibecie, gdy będę chciał wziąć udział w grze z mniejszymi fieldami.

Mówiąc szczerze, ten harmonogram z Party – ot, taki to zwykły wtorek – wygląda dla mnie świetnie. Porównywałem to z konkurencją i ciągle mi coś nie pasowało. A to bounty z levelami po 12 minut! (turnieje za dolka lub dwa – niedorzeczność), a to nieograniczone re-entry, a to late regi trwające po 3 godziny. O GG można powiedzieć wiele dobrego, ale akurat na tym polu „pomarańcza” bije wszystkich. Wiele freezoutów, a w najgorszym razie, lub w najlepszym, jeśli będę akurat potrzebował, maksymalnie jedno re-entry, a do tego rozsądne późne rejestracje. Pracowali miesiącami, pracowali, pisałem o tym wielokrotnie, aż w końcu wypracowali bardzo atrakcyjny schedule. Nie doceniałem tego do chwili, gdy sprawa nie zaczęła mnie dotyczyć. Teraz doceniam, i to bardzo.

Oczywiście przypominam, że na Party można dalej grać. Informacje na ten temat znajdziecie po kliknięciu w poniższą grafikę.

Jak grać dalej na PartyPoker?

Zaczęła się praca u podstaw

Znajduję się na polu START, chociaż nie zaczynam od zupełnego zera, bo to – cashówki – i to – turnieje – to w końcu gra w pokera, ale różnica, która w dużej mierze sprowadza się do zróżnicowanej wielkości stacków oraz do oddziaływania ICM-u, jest spora, tak więc można powiedzieć, że zaczynam od podstaw. Na dzień dobry kłania się ICMIZER 3, kłaniają się tabelki. Zaczęła się walka o przetrwanie. Skoro powiedziałem A, to szybko też przeszedłem do B. Długo się nie namyślając, spędziłem ostatnio kilka godzin na studiowaniu – nie na wkuwaniu na blachę, przed czym zawsze ostrzega Ben Rolle – pierwszej partii tabelek. 10 BB, 15 BB, różne pozycje, różne scenariusze. Myślałem, że będę się przy tym strasznie nudził, ale nic takiego nie ma miejsca. Myślę, że w dużej mierze dlatego, że właśnie staram się nie tylko wiedzieć, co trzeba zrobić, ale przede wszystkim, rozumieć sens konkretnych rekomendacji. Odpaliłem Excela, zrobiłem sobie matrycę 13×13 i bawię się obecnie w kolorowanki i tylko patrzę, jak wiedza sama wchodzi mi do głowy.

W najbliższych dniach poflipuję sobie trochę na GGPoker w AoF. Jak testy wypadną pomyślnie, to w kolejnym kroku zamierzam pograć trochę spinów na Party, czyli liznąć trochę gry na trochę głębszych stackach zdatnych do pushowania. Nie będę wnikał jakoś specjalnie w scenariusze, gdy w będziemy mieli poniżej 10 BB, bo nie jest mi to do niczego potrzebne. Spinów i tak nie zamierzam grać docelowo, chyba że nagle okaże się, że nieźle mi to wychodzi. W sumie niczego nie mogę wykluczyć. W każdym razie do spinów zasiądę z zamiarem tego, aby utrwalić wiedzę z tabelek na maks. 25 BB: push/fold/repush. Wynik nieistotny, stawki najniższe. Ważne będzie dla mnie to, czy w hand history review wyjdzie mi, że podejmowałem poprawne decyzje.

W weekend normalnie byłaby sesja, ale że muszę wyjechać, to pewnie w tygodniu wieczorami coś będę jeszcze rzeźbił, tyle że w ograniczonym zakresie. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony do mojego nowego wyzwania. Lubię się sprawdzać w nowych obszarach, a do tego lubię się uczyć nowych rzeczy. Świat to za mało, right?

Do następnego.