Co u Was? Radzicie sobie jakoś w tym zawirusowanym świecie?

Ja zauważyłem, że przez tę całą kwarantannę robię rzeczy, których wcześniej normalnie nie robiłem. Właściwie to myślę, że nie tylko ja łapię się na różnych nietypowych dla mnie zachowaniach. Dam wam przykład. Jako „biały” człowiek zawsze w dość normalny sposób dbałem o higienę. Rano ząbki szuru-buru, trochę wody na ryj i w drogę. Po wizycie w toalecie rączki szuru-buru i dalej w świat. Po przyjściu z dworu też szybka „przepłuczka”, jak i przed każdym posiłkiem. Czas na największe manewry higieniczno-sanitarne znajdowałem dotychczas wieczorową porą, kiedy to brałem kąpiel lub prysznic i kończyłem dzień myciem zębów, ma się rozumieć, szuru-buru.

Co dzieje się teraz? Ręce już mam zdarte od ich ciągłego mycia. Czuję, że jestem przezroczysty jak – niestety tylko obecnie – woda w weneckich kanałach. W domu trzeba chyba baniak z mydłem zainstalować, bo wszystko w klasycznych rozmiarach już się skończyło lub lada moment się skończy. Patrząc z boku, to taka lekka paranoja, ale myślę, że lepiej być w nadmiarze ostrożnym niż tylko trochę lekkomyślnym.

Na kwarantannę Robert Ross 

Kwarantannę, taką oczywiście w wymiarze soft, przechodzę dosyć dobrze. Nie wiem, czy to ta presja „zła” czyhającego na zewnątrz, czy po prostu to, że geriatria i demencja na mnie wchodzi, sprawiły, że w moim kręgu zainteresowań niespodziewanie znalazły się rzeczy, które dotychczas zupełnie mnie nie interesowały! Jak wytłumaczyć, że godzinami mogę wpatrywać się w to, co na Twitchu swoim pędzlem maluje śp. Robert Ross? Jego stoicki spokój i tembr głosu działają na moje skołatane nerwy w sposób absolutnie kojący, a do tego czerpię ogromną radość z podziwiania kolejnych dzieł mistrza tworzenia krajobrazów w 30-minut.

To starość już. Tak, to starość, starość bez dwóch zdań.

Rob Ross

Na kwarantannę Marianczello Dominoni

Innym objawem starości jest moja fascynacja niszowymi dyscyplinami. Kolejne godziny upływają mi ostatnio na oglądaniu pojedynków… szachowych. Sam w to nie wierzę! Na swoją obronę mam to, że zostałem zahipnotyzowany przez spokój, tembr głosu i poczucie humoru doskonałego Marianczello Dominoni. Gość tak opowiada o grze w szachy, że słucham tego z wypiekami na twarzy.

Nie wiedziałem, że gra w szachy może być tak fascynująca. Nie wiedziałem, że w grze o skończonej/policzalnej liczbie scenariuszy jest tak ogromne pole do wielkiej improwizacji, szarż i gry na sztuczki. Pojedynki szachowe na najwyższym światowym poziomie, szczególnie te z dawnych lat, gdy odpowiednio skomentowane, potrafią wciągnąć na długie, długie godziny. Sam nie gram w szachy, ale – jak się okazało – uwielbiam o grze w szachy słuchać, tylko ktoś musiał mi pokazać piękno tej dyscypliny.

Klęska filmowego urodzaju

Na kwarantanne polecam też oglądanie filmów – szczególnie tych dobrych. Ostatnio mam jakąś świetną passę, bo za co się nie chwycę – aaa, z jednym małym wyjątkiem, o którym za chwilę napiszę – to oceniam w swoim prywatnym rankingu na noty 7/10, 8/10 lub nawet 9/10! Wczoraj oglądałem „Knives Out” i bawiłem się świetnie. Wcześniej miałem okazję widzieć „Nędzników” – kapitalny film. Do tego „Małe kobietki” (klasa), „Frances Ha” (rewelacja), „Jojo Rabbit” (majstersztyk) i film, po którym nie spodziewałem się niczego dobrego, a ten okazał się znakomity i mądry „7 uczuć”.

Knives Out

Największym, i jedynym, filmowym niewypałem trwającej od jakiegoś czasu kwarantanny jest – fanfary – „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”. Myślałem, że w zdaniu, które właśnie czytanie, użyję wyrażenia „wstyd się przyznać, że dopiero teraz”, jednak po tym, co zobaczyłem, żadnego wstydu nie odczuwam. O matko, jakie to było słabe. Jak taki gniot mógł zyskać taką popularność i zarobić tyle pieniędzy, nie zrozumiem nigdy. Żona mnie jeszcze namawia na „dwójkę”, o której sama mówi, że cienka, ale już podobno „trójka” to jest coś. Zaprawdę powiadam Wam, i Tobie ukochana żono, po tym, co zobaczyłem, to ani żadnej dwójki, ani trójki, ani tym bardziej żadnej ósemki nie będzie! Enough is enough!

Sunday Million, baby!

Na koniec zahaczmy trochę o pokera. Jeśli do niedzieli nie podłączą mnie pod respirator, to wezmę udział największym Melonie w historii. Już dawno zapewniłem sobie udział w urodzinowej edycji dzięki spinowi za 4$, w którym wygrałem bilet za 22$, a który to zamieniłem na upragnioną wejściówkę. Jedno podejście – czysta robota.

Cieszę się, że będę częścią tak wyjątkowego wydarzenia. Nie mam jakiś przesadnie wielkich nadziei związanych z tym turniejem, a sportową poprzeczkę stawiam sobie dość nisko – ITM mnie zadowoli. Normalnie nie gram na takich wysokich stawkach, a biorąc pod uwagę moją niewielką inwestycję, to i te +200$ profitu będzie czymś przyjemnym. Jak znam życie, to ciężko będzie się przebić przez late rega (zamierzam grać od początku), no ale czas pokaże.

♠♠♠♠♠

Tyle na dzisiaj. Żegnam się z Wami życzeniami tego, żebyście nie wariowali pozamykani w swoich czterech ścianach. Zachowajmy umiar i rozsądek w tym trudnym okresie, a wszystko się jakoś ułoży. Bądźcie zdrowi.