Witam koleżanki i kolegów wspinaczy po cashowych limitach oraz obserwatorów. Miło jest mi ponownie gościć na swoim blogu zarówno osoby wierzące w powodzenie mojej misji oraz te, które sprawdzają kolejne aktualizacje bloga tylko po to, żeby sprawdzić, czy już się poddałem i czy już przewaliłem wszystko w ataku tiltu i pokerowej furii.

W ostatnim odcinku cyklu obiecałem Wam kolejną aktualizację z mojej wyprawy w marcu lub wcześniej, gdy zajdą nadzwyczajne okoliczności, które będą miały znaczący wpływ na przebieg i ostateczny rezultat mojej misji. Gdy tak sobie myślę, dlaczego właśnie teraz zdecydowałem się na kolejny wpis, to dochodzę do wniosku, że złożyły się na to właśnie oba wymienione czynniki; po pierwsze- minął miesiąc, po drugie – zdarzyło się coś, dla mojej misji, istotnego.

Wróciłem do gry

Jeśli śledziliście moje wcześniejsze wpisy, to wiecie, że na początku lutego miałem całkowicie dość gry. Od chwili, w której wyjechałem do domu na Święta Bożego Narodzenia, zawiesiłem rękawice na kołku i zupełnie nie miałem ochoty na regularny grind. Od czasu do czasu odpaliłem stolik, żeby zobaczyć, czy gra sprawia mi radość, czy raczej męczę się w czasie kolejnych sesji. I rzeczywiście jeszcze przez jakiś czas męczyłem się i w ogóle nie potrafiłem wyobrazić sobie tego, że mógłbym to robić codziennie, i jeszcze przy zwiększonym volume. Było tak do dnia, w którym przyszło przełamanie.

Wróciłem
Dobre wieści szybko się rozchodziły

Mocno wierzyłem w to, że ono przyjdzie. Właściwie byłem pewny, że jest to tylko kwestia czasu i bodźca, który sprawi, że ta przysłowiowa klapka w głowie przeskoczy i że znów zacznie mi się tak intensywnie chcieć grać i uczyć się gry, jak mi się w ostatnim czasie nie chciało.

Nie pamiętam już, co sprawiło, że w diametralny sposób zmieniło się moje nastawienie do gry. Może po prostu znów trzeba było do tego dojrzeć? Może robotę zrobiło sztucznie wywoływane pożądanie, gdyż miałem świadomość, że była już najwyższa pora na to, żeby z powrotem wsiąść w siodło? Może przełomowe były wizualizacje, z których korzystałem? Co ciekawe w moich projekcjach nie sięgałem szczytu, nie widziałem siebie niszczącego rywali na NL100. Chciałem tylko utrwalić w sobie przyjemny obraz tego, że regularnie gram, uczę się i czerpię z obu tych czynności radość. Udało się. 10 lutego wróciłem do regularnego grania.

Co tam panie w polityce?

Przez tydzień miażdżyłem dusze. Wykres poszybował w górę i już szykowałem się do zredagowania wpisu oznajmiającego, że zjadłem ponownie NL10 i z odpowiednim zabezpieczeniem finansowym wskoczyłem na NL25. Niestety później przyszła korekta. Znów pojawiły się na wykresie znajome i tak lubiane przeze mnie fale Dunaju, charakterystyczne dla gracza mojego pokroju – typa grającego stylem „co se wygram, to se przegram”.

Fale Dunaju - prawda w oczy kole, ale takie są fakty od 10 lutego
Fale Dunaju – prawda w oczy kole, ale takie są fakty od 10 lutego

Potem przyszedł festiwal Poker Fever Series. Nigdy Wam o tym nie pisałem, ale jest to specjalny okres, w którym z racji tego, że obcuję z grą w pokera przez kilkanaście godzin na dobę, sam nabieram niesłychanej ochoty na dołączenie do rywalizacji. Z racji obowiązków nie mogę dołączyć do graczy toczących swoje boje na najniższym piętrze Go4Games Casino, ale jeśli po pracy nie zasypiam w pół zdania, to staram się poklikać w pokoju hotelowym, choćby te 30 minut. (W co wciągam również Jacka).

W czasie Fevera rozegrałem trochę ponad 6.000 rozdań. Miksowałem grę na NL10 z grą na NL25. Wynikało to z tego, że o godz. 04:00 nad ranem, gdy siadałem do gry, ruch na fastach NL10 prawie zamierał. Próbka mała, ale zdecydowanie lepiej szło mi na ćwiartce niż na dziesiątkach. Akcja się działa w Czechach, dlatego mogę Wam nawet zaprezentować małe podsumowanie finansowe.

Dwa ważne wydarzenia w ostatnim okresie

Jestem subskrybentem Run It Once. Kilka tygodni temu na tej stronie pojawił się kurs Petera Clarke’a o nazwie „From The Ground Up”. Zdecydowałem się na jego zakup – opcja dodatkowa, poza abonamentem Essential RIO – ponieważ doszedłem do wniosku, że fluktuacje w moich wynikach mogą wynikać z tego, że moja wiedza nie jest uporządkowana. Od jakiegoś czasu jestem posiadaczem książki Clarke’a „Grinders Manual”, którą uważam za najlepszy podręcznik do nauki gry w cashową odmianę No Limit Hold’em do NL100, dlatego wiedziałem, że na tej inwestycji w siebie z pewnością nie stracę. Nie myliłem się. Polecam każdemu wspinaczowi tę serię, dzięki której usystematyzujecie swoją wiedzę. Jak wiadomo, silne fundamenty są podstawą do dalszego, harmonijnego wzrostu.

Peter Clarke

Druga sprawa, jeszcze ważniejsza, to nawiązanie współpracy z jednym z pokerowych trenerów, z praktykiem, który od lat utrzymuje się z gry na limitach, do których ja – w bólach – zmierzam. Do tej pory mieliśmy jedną sesję zapoznawczą – w pieskim języku mógłbym nazwać to pobieżnym wąchaniem ogonków – ale już wiem, że z tej mąki będzie chleb. Mój coach, po pierwszym przejrzeniu moich statystyk, wlał trochę miodu w moją cierpiącą duszę, szybko zidentyfikował obszary, które od razu trzeba poprawić, a całość sesji treningowej podsumował dwoma zdaniami, które dały mi bardzo pozytywnego, i jakże potrzebnego do dalszej pracy, kopa:

  • „Myślałem, że przyjdzie nam zaczynać z niższego pułapu”
  • „Mogą być z ciebie jeszcze ludzie”.

W szatni Czerwonych Diabłów młodzi chłopcy usłyszeli mowę motywacyjną, dzięki której zagrali powyżej swoich normalnych umiejętności i pokonali uznanego rywala. W jednym z mieszkań w stolicy Podlasia, w sercu nie tak już młodego wspinacza, zaczęła tlić się iskra nadziei. Oj, jak mi się chce. Oj, jak mi teraz bardzo się chce… Pracować, grać, uczyć się. Bierzemy ten szczyt szturmem!

Manchester United

Plan na kolejny miesiąc

W maju biorę ślub, a w związku z tym moment do gry i nauki nie jest specjalnie atrakcyjny. Kto przechodził przez ten okres „przed”, ten wie, że właściwie każdą chwilę wolną od regularnej pracy przeznacza się na przygotowania przedślubne. Chcę jednak skończyć z wymówkami – a to brak czasu, a to rozkojarzenie –  i po prostu z miejsca zabieram się do roboty i do regularnego grindu. Choćbym miał grać zaledwie po godzinie dziennie, będę to robił każdego dnia. Kropka. 2-3 stoły fast na NL10. Oznaczanie problematycznych rozdań. Praca nad nimi z trenerem. Plus regularne spotkania i praca nad wnioskami, które z głębszej analizy HH wyciągnie trener.

Mam pełną świadomość tego, że coach sam nic za mnie nie wygra, ale wytyczy pożądany przez nas kierunek, w którym – jeśli tylko będę nad tym ciężko pracował – będzie ewoluowała moja gra. Przede mną bardzo ekscytujący okres. Nie mogę się doczekać, aż zaczniemy działać na pełną skalę. Śledźcie dalej moje poczynania.

Jeszcze będzie przepięknie. Jeszcze będzie normalnie. Liczę na to bardzo. Do usłyszenia w połowie kwietnia!

PPPoker