Poker Fever CUP deal

Święta, święta i po świętach… Nie mam na myśli uroczystości związanych z kalendarzem kościelnym, bardziej myślę o Poker Fever CUP, czyli o weekendowym minifestiwalu, który miałem przyjemność dla Was relacjonować. Pozwólcie, że pokuszę się o słowo komentarza do ostatnich wydarzeń.

Na początek chciałbym Wam powiedzieć o miłym zaskoczeniu. Gdy wraz z Riverem, z którym łączy nas pasja do pokera oraz brzuchy podobnych rozmiarów, dojechaliśmy na  miejsce, trwała późna rejestracja w evencie Poker Fever Starter. Nie zastanawiając się specjalnie długo, wskoczyliśmy do gry i miło spędziliśmy wieczór przed rozpoczęciem festiwalu.

Gdy Jack Daniels, który nominalnie relacjonuje dla polskiej społeczności wydarzenia rozgrywające się w ramach Poker Fever CUP, przyjeżdża w czwartkowe wieczory do hotelu, marzy tylko o tym, aby dotknąć żetonów i kart. W prywatnych rozmowach zdradził mi, że mocno ubolewa nad tym, że w ofercie kasyna nie ma wówczas żadnego turnieju, w którym mógłby wziąć udział. Wygląda na to, że sytuacja się zmieniła, Panie Starszy – od teraz będzie można coś poklikać.

Poker Fever Starter

Zasiedliśmy do tego turnieju „na dwa brzuchy”, trochę poklikaliśmy i pośmialiśmy się przy stole. O to właśnie chodziło. Dla mnie to kwintesencja rekreacyjnego pokera: niskie wpisowe, dobra atmosfera, małe piwko czy drineczek na zluzowanie spiętej łydki i jazda. Nie nagrody są tutaj najważniejsze, ale właśnie możliwość obcowania z kartami i z żetonami.

It’s not all about the money, not all about the fame

Drugi dzień pobytu to już była ciężka praca. Dzień roboczy rozpoczął się o godz. 18:00, a zakończył się chwilę po godz. 5 rano, gdy Nakai wygrywał turniej High Roller. Emocje były spore, ale w czasie heads-upa z dwa lub trzy razy przymknęło mi się oczko…

Miło było patrzeć na to, jak gra pokerzysty z Polski tiltowała jego czeskiego przeciwnika, który sam przyznał, że czuje się, jakby grał z botem. Polak wykorzystywał każdy street na wywieranie presji na swoim rywalu, a szczególnie mocno dawał mu się we znaki na riverze, z czym ten nie potrafił sobie poradzić. Zwycięstwo Nakaia cieszy podwójnie, bo w heads-upie pokonał gracza, który wcześniej wraz ze swoim kolegą „cwaniakował” przy stole, na co mocno narzekał Gio.

Co mnie zaskoczyło, ale tak na plus, to podejście Nakaia co do kwestii walki o statuetkę. Gdy w turnieju pozostało czterech graczy, rozpoczęły się rozmowy o dealu i przy drugiej próbie ustalono nowy podział nagród, ale nie wyłoniono zdobywcy statuetki dla zwycięzcy. Polak i jego rywal z heads-upa nie chcieli sprawy przyznania trofeum załatwić w formie „od następnego rozdania wszyscy gramy all-iny w ciemno”. Zwyciężył sport i sportowe, pokerowe ambicje. Daję lajka.

W Main Evencie również doszło do 4-osobowego deala. Tutaj o sprawie przyznania statuetki zaważyły racjonalne przesłanki. Kądziel, który całkowicie zdominował bieg wydarzeń na finałowym stole, zgodnie został ogłoszony „Wybrańcem”. Nikt nie miał żadnych wątpliwości, że to temu pokerzyście należy się trofeum za zwycięstwo.

Cieszyłbym się z wygranej każdego z reprezentantów Polski, ale wygrana tego gracza raduje mnie wyjątkowo, ponieważ od wielu wizyt po prostu mu się należała. Ileż on miał deepów, finałowych stołów, szóstych miejsc itp. Dobrze, że w końcu udało mu się odczarować Ołomuniec.

Kądziel
Tak jest!

Odrobina dziegciu

Jedyne, co trochę mniej się tym razem udało, to frekwencja. Zarówno w Main Evencie, jak i w High Rollerze liczba graczy daleka była od rekordowej. Overlayów nie było, ale spodziewałem się – i myślę, że organizatorzy również – że przy stołach zasiądzie więcej osób chętnych do gry. Z czego wynika nagły spadek zainteresowania festiwalem, nie wiem. Mam nadzieje, że osoby decyzyjne będą w stanie ustalić przyczyny takiego stanu rzeczy i gdy Jack Daniels następnym razem pojawi się w Ołomuńcu, aby relacjonować dla pokerowej społeczności wydarzenia w ramach weekendowej serii – wróble ćwierkają, że będzie to już w czerwcu – będzie miał znacznie więcej roboty ode mnie.

Tymczasem zapraszam Was do Rozvadowa, gdzie w dniach od 2 do 14 maja odbędzie się największy festiwal Poker Fever Series w historii. Czy przyjdzie mi w nim uczestniczyć? Tego nie wiem, ale jeśli tak, to mam nadzieję, że na miejscu spotkam znajome twarze z Ołomuńca.

Dziękuję za wspólnie spędzony czas uczestnikom festiwalu oraz Czytelnikom PokerGround za śledzenie relacji. Do zobaczenia.

PS: Szczególnie serdecznie chciałbym pozdrowić ekipę z Opola i z Białegostoku, a także „kręcący kołem” skład wieczornych (alko)gier cashowych, które z przyjemnością obserwowałem. And last but not least gorące podziękowania za wspólną podróż pełną przygód dla Rivera, Cogito i Rafała. Peace.

Doro
Rozmawiam z Bolem, Marunia robi mi zdjęcie, wciągam brzuch, ale wszystko i tak idzie w dupę…Damn!

baner Powerfest maj 2018

Pasjonat pokera. Niestety do samej gry chyba nieuzdolniony (chociaż kiedyś szipnął The Hot 0,55 na ponad 7 tys. osób). Gdyby było inaczej, nie kisiłby się na mikrostawkach od - ho, ho, ho - lub jeszcze dłużej. Może to wina tego, że nie wie(dział), co to jest bankroll management. Uwielbia wszystko, co związane jest z lotnictwem oraz lubi czytać książki. Kocha ludzi i zawsze stara się w nich widzieć pozytywne strony.