Ten tekst miał ukazać się na łamach PokerGround wczoraj. Już na etapie planowania musiałem zdecydować, czy chcę go wydać w ramach bloga, czy w „Słowie na niedzielę”. Z racji tego, że niniejszy artykuł ujrzał światło dzienne ostatecznie w poniedziałek, miałem jeden problem mniej do rozwiązania, ale patrząc z perspektywy, myślę sobie, że gdyby nawet był to ostatni dzień tygodnia, to opublikowałbym go w przestrzeni blogowej.

Powód jest prosty – poniżej piszę wyłącznie o pokerze, jednak tematy tutaj poruszane dotyczą tylko mnie, czyli raczej nie nadają się do umieszczenia w niedzielnym bloku z tematami bardziej uniwersalnymi. A dzisiaj będzie najwięcej o mnie, a dokładniej to o moich odczuciach względem tekstów, które opublikowałem w bliższej lub dalszej przeszłości. Na koniec przedstawię Wam pewną perełkę wydawniczą z pokerem w tle.

Trudne powroty

Miałem ostatnio chwilę czasu i przeglądałem teksty, które napisałem kilka lat temu. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej, a jeszcze inne wcale. Myślę, że jest to naturalna kolej rzeczy i każdy twórca – nie tylko autorzy tekstów – który powraca do swoich wcześniejszych „dzieł”, odczuwa podobnie.

Chciałbym jednak zaznaczyć, że pisanie o pokerze do gracza początkującego jest specyficznym rodzajem pisania. Jeśli porywam się na wynurzenia natury strategicznej, zarówno ja jak i Czytelnicy musimy liczyć się z tym, że aktualność, w sensie ważność, „data spożycia” niektórych tekstów określona jest na konkretny dzień. Za tydzień, gdy przeczytam jakąś książkę lub gdy wezmę udział w jakimś szkoleniu, mogę myśleć już w trochę inny sposób. Za miesiąc jeszcze inaczej, a np. za dwa lata mógłbym już wzorem naczelnika z Żoliboża toczyć mentalny bój sam ze sobą o to, czy czarne jest czarne, czy może jest białe. Zmieniamy się.

Dinozaury pokerowe pamiętają, jak – nie wiadomo dlaczego – każdego flopa c-betowało się zawsze i za 50% wartości puli. Jedynym „powodem” przemawiającym za stosowaniem tej strategii było to, że tak robili ci, którzy wyglądali na tych bardziej kształconych w mowie i w piśmie. Dzisiaj mamy świadomość tego, że do dyspozycji gracza jest nieskończona liczba sizingów, jednak żeby w jakikolwiek sposób mieć szansę zbliżyć się do teoretycznie optymalnych rozwiązań i nie zgubić się w gąszczu gałązek drzewa decyzyjnego, musimy ograniczać liczbę wariantów do zaledwie kilku betów, tj. za np. 33%, 75% i 150% wartości puli.

Tym przykładem chciałem zilustrować dyskomfort redaktora, który przeglądając teksty z dalszej i bliższej przeszłości, a czasem nawet te najświeższe, dochodzi do wniosku, że w tym momencie w ten sposób już by nie napisał. Czy powinienem teraz wracać do tych tekstów – a przynajmniej do tych najnowszych – i aktualizować je o to, czego dowiedziałem się na temat gry w pokera w tzw. międzyczasie? Skłaniam się do tego, że nie, bo to przecież oczywiste, że każdy autor pisze teksty w oparciu o aktualną wiedzę i z najlepszymi intencjami. Niestety ta specyfika, o której napomknąłem dwa akapity wyżej, jest taka, że adresatem tekstów są gracze początkujący, a jako odpowiedzialny twórca staram się dbać o to, żeby osoby nowe znajdowały na łamach PokerGround merytorycznie poprawne, bazowe teksty – tzw. teksty pierwszego kontaktu – które mają skłaniać ich do dalszego eksplorowania konkretnych pokerowych zagadnień. Dlatego też, gdy zauważam nieścisłość/pomyłkę/lub fragment, który sam oceniam na mocne „o czym ten Doro pierdoli”, z miejsca czuję się z tym odkryciem niekomfortowo, bo nie chcę nikomu swoim pisaniem zaszkodzić.

Mogę tylko przeprosić za powyższe, co z tego miejsca czynię, i zapewnić Was, że stale pracuję nad swoim rozwojem, żeby przekazywać Wam jak najbardziej wartościowe, teoretyczne wsparcie na początku Waszej pokerowej drogi.

Z innej beczki

Na rynku wydawniczym pojawiła się ostatnio powieść Marka Lobo Wojciechowskiego pod tytułem „Rozdanie”. Dzięki uprzejmości autora wszedłem w posiadanie tej książki i jak tylko skończy się rywalizacja na igrzyskach olimpijskich w Tokio, zamierzam przeczytać ją w dwa wieczory. Wspominam Wam o tym, bo na kartach tej powieści poker jest jednym z pierwszoplanowych aktorów. W naszej polskiej rzeczywistości ze świecą szukać  beletrystyki o tej tematyce, tak więc jest to dla mnie bardzo smakowity kąsek, a i oczekiwania wględem „Rozdania” mam spore.

Przeczytałem kilkanaście stron, żeby zobaczyć, w jakim klimacie prowadzona jest narracja i muszę powiedzieć, że nie zawiedzie się nikt, kto z rozżewnieniem wspomina czasy, specyfikę, dosadność i brud głębokiego PRL-u. Wiem, co teraz sobie pomyśleliście – nie, nie bójcie się, to nie jest kolejny „Wielki Szu”. Autor na początku książki wyjaśnia podstawowe terminy, aby osobom miej rozeznanym w pokerowych realiach ułatwić zrozuiemie tekstu. Co więcej, równolegle prowadzony jest wątek w czasach współczesnych, w którym czytelnik styka się ze światem pokera internetowego. Więcej nie wiem, bo więcej jeszcze nie przeczytałem, ale gdy tylko to zrobię, to napiszę o swoich odczuciach w czwartkowym cyklu „Pokerowe recenzje i rekomendacje”. Zapowiada się świetna zabawa.

Życzę wszystkim udanego tygodnia. Powodzenia przy stołach!

Pasjonat pokera, który chciałby, żeby gra stała się ważniejszą częścią jego życia. Wybrał się w drogę z NL2 do NL100. Czy kiedyś zrealizuje swój cel?