Dzisiaj zabieram Was w podróż sentymentalną. Będzie muzycznie i wspominkowo. Ocalmy od zapomnienia atmosferę „tamtych dni”…

Pamięć ludzka bywa w równym stopniu nieograniczona co zawodna. Mówi się, że człowiek zaledwie w niewielkim stopniu potrafi odtworzyć posiadane informacje; większość z nich przechowywana jest w uśpieniu. Specjaliści potrafią, czy to np. w hipnozie czy poprzez wykorzystanie bodźców-wyzwalaczy, dotrzeć do zakamarków naszego umysłu i przywołać niedostępne obrazy. Zresztą nie tylko oni. Czasami zdarza się tak, że bodźcem-kluczem jest spotkanie jakieś osoby czy udanie się do jakiegoś miejsca. Czynnikiem aktywującym nieznane rewiry naszej pamięci może być wszystko.

W moim przypadku rolę wyzwalacza przywołującego obrazy z przeszłości pełni muzyka. Gdy słyszę jakiś kawałek, który słyszałem wielokrotnie, jestem w stanie przypomnieć sobie, gdzie i, do pewnego stopnia, kiedy go słyszałem, ale też, co wtedy robiłem. Mówisz tytuł piosenki, a ja potrafię powiedzieć, co się wtedy działo, jak się czułem; z grubsza potrafię określić szerszy kontekst.

Casino Go4games Hodolany

Do Go4Games Casino w Ołomuńcu w roli reportera jeżdżę od ponad trzech lat. Mógłbym powiedzieć, że każdy festiwal z mojej perspektywy wygląda podobnie. Są dni lżejsze, są też cięższe. Praca wre. Jeśli chodzi o graczy – większość z nich opuszcza arenę zmagań ze statusem „wy..bany”, a zaledwie kilku szczęśliwców wraca do domu z pucharem i pieniędzmi. Dzięki relacjom tekstowym, które możecie znaleźć na stronach PG i PT, możemy każdy rozegrany przystanek rozróżnić i ocalić go od zapomnienia.

Dla moich osobistych potrzeb korzystam z jeszcze jednego sposobu na odróżnienie Fevera od Fevera. Sięgam do zakamarków pamięci i przypominam sobie, jaka piosenka królowała w danym okresie na listach przebojów stacji Europa 2. To właśnie playlisty tej rozgłośni radiowej od lat możemy słuchać na sali pokerowej. To właśnie ten operator potrafi piosenkę, która łatwo wpada w ucho i może się podobać, zamienić w utwór znienawidzony. Wszystko przez częstotliwość, z jaką na antenie puszczany jest utwór, który w danej chwili jest największym hitem stacji. Jeśli co dwie godziny musimy go słuchać, to choćby był to kawałek najwyższych lotów – a tak najczęściej nie jest – to i tak szybko nam powszednieje, potem brzydnie, a w dzień finałowy Main Eventu doprowadza do torsji.

Przeżyjmy to jeszcze raz

Listopad 2019

„Sinku, sinku, sinku” śpiewali nawet floorzy. Tak na marginesie, to ciężko było nawet usłyszeć to, że artysta śpiewa trzykrotnie „(I) see you”. A gdy w radio rozbrzmiewały charakterystyczne pierwsze takty tej piosenki, to na sali dało się usłyszeć głośne – „O nie. Znowu?”. Cholera, chyba to ja krzyczałem.

Lipiec 2019

Podobnie jak „sinku, sinku, sinku” znienawidziliśmy w ósmym dniu festiwalu „dararata, a dararata, a dam dam dam”… Ileż można?

Marzec 2018

Utwór popowy, przez co łatwo wpadający w ucho, z linią basową w refrenie, dla której czasami wracam do niego. Bardzo fajne czasy i rocznica mojej pierwszej alkoholowej reporterskiej „wyjebki”, którą uczciłem kolejną… Na sali pracowała jeszcze Kasia i Sara – miło było na te dziewczyny patrzeć.

Równie często w trakcie tego festiwalu dało się słyszeć na sali inny utwór tego autora, który wraz z Seleną Gomez wylansował przebój „We don’t talk anymore”. Nie wracam…

Lipiec 2017

Oprócz „Malovanego džbánka” Heleny Vondráčkovej nie znałem zbyt wielu czeskich piosenek. Pamiętnego hitu „Szukam cię Miłoszu” w wykonaniu Nicky Tučkovej z szacunku dla narodu czeskiego nie biorę pod uwagę. I właśnie w tych okolicznościach usłyszałem grupę Chinaski w utworze „Venku je na nule”.

Mimo iż piosenka leciała na sali co dwie godziny, jeszcze czasem do niej wracam. Jeśli chodzi o atmosferę, to była ona niepowtarzalna. To był czas pierwszych Feverów, prawdziwa pokerowa gorączka. Dla mnie wszystko było nowe, a ludzie obcy. Szybko doszło jednak do przełamania lodów i zacząłem się w tym miejscu dobrze czuć.

Inne utwory

Do kolejnych trzech utworów nie potrafię bezbłędnie dopasować dat. Wiem jednak, że mocno zawróciły mi one w głowie.

Najpierw DJ Khaled wraz z Rihanną i ich „Wild thoughts” – nie wracam; znienawidziłem w trzecim dniu CUP-a, ale za to kolejne dwa numery, które co chwilę rozbrzmiewały na dolnej sali Go4Games Casino Hodolany, czyli „Take Me To Church” Hoziera i „Human” w wykonaniu Rag’n’Bone Man. Kapitalne, ponadczasowe. Wielbię.

Pamiętam, że mieliśmy huk roboty. Że Jacku śpiewał o tym, że jest tylko człowiekiem. Można zatem rzec, że pracowało nam się wspólnie śpiewająco.  

Epilog

Wróćcie na chwilę na początek niniejszego artykułu. O czym pisałem? „Pamięć ludzka bywa w równym stopniu nieograniczona co zawodna”. Mi też wydawało się, że pamiętam więcej, ale, gdy musiałem precyzyjnie umieścić dany kawałek w czasie i przestrzeni, nie było już to takie proste. Stąd też kilka pozycji, które opatrzyłem datami i kilka tych luźnych.

Na koniec powiem Wam coś jeszcze. Gdy słyszę gdzieś powyższe utwory, nawet te, które od początku mi się nie podobały lub, mówiąc kolokwialnie, przejadły mi się, zawsze przypominam sobie atmosferę tamtych dni, gdy w Ołomuńcu fruwały karty i żetony. To w większości bardzo pozytywne wspomnienia, o do których będę wracał dzięki, nie zawsze lubianym, piosenkom-wyzwalaczom, kluczom do zakamarków mojej pamięci.

Zapraszam na relację z ostatniego w tym roku przystanku Poker Fever. Od 12 do 15 grudnia widzimy się w Go4Games Casino Hodolany, a od piątku, od godz. 18:00 na Pokertexas. 

Skrill