Zakończył się lipcowy Poker Fever Series. Wróciłem do domu. Wyspałem się za wszystkie czasy i jestem gotowy do napisania krótkiego podsumowania ośmiu festiwalowych dni z perspektywy turniejowego reportera. Zaczynajmy.

Poker Fever CUP

Organizatorzy są już bardzo bliscy tego, aby ten event spełniał oczekiwania graczy. Zwiększenie stacka startowego o 50% i powrót do standardowej struktury wypłat jest w mojej opinii strzałem w dziesiątkę. Jestem jednak zdania, że jeśli powiedziało się „A”, czas na powiedzenie „B”. Kolejne zmiany są koniecznie, gdyż:

a) Okazało się, że bez cofnięcia blindów – mimo zwiększenia stacków – w decydującej fazie, gdy trwała walka o największe pieniądze, większość gry sprowadzała się do opcji push or fold. Komentarz na temat tej sytuacji wygłosił finalista CUP-a Łukasz Sadłoń, który ukończył turniej na drugim miejscu.

b) Przy formacie wypłat 15%/10% gracze z awansem do drugiego dnia otrzymywali 5.000 CZK. Tutaj minimalna wypłata wynosiła 3.300 CZK, czego zupełnie nie potrafię zrozumieć. Liczyłem na jakieś 6.000 CZK, co jest absolutnie do zrobienia, tylko trzeba trochę bardziej wyżyłować strukturę wypłat, bo obecna jest po prostu zbyt płaska.

Open Face Chinese

Przed turniejem i po turnieju rozmawiałem ze Stakiem, który prawie zawsze przyjeżdża ze swoją ekipą na Poker Fever Series specjalnie na ten event. Potem najczęściej znika i pojawia się dopiero na Main Evencie. W jego opinii, do której w czasie rozmowy zdołał również mnie przekonać, gdyby ten turniej umiejscowić w innym miejscu w harmonogramie, cieszyłby się on jeszcze większą popularnością.

Ja nawet wiem, gdzie widziałbym to wydarzenie. W piątkowy wieczór w planie gier znajdują się trzy eventy holdemowe – Main Event, Masters i Adventure. Main jest nie do ruszenia. Masters, z pulą gwarantowaną 400.000 CZK, również. Na próbę zlikwidowałbym Adventure’a i tam wrzucił „chińczyka”.

Super High Roller

Jestem w tej grupie, która uważa, że powinien być to turniej dwudniowy. Mówi się jednak o tym, że w takim wydarzeniu nie będą chcieli grać bogaci gracze rekreacyjni. Ten festiwal pokazał jednak, że to chyba nie o to chodzi. Graczy rekreacyjnych było jak na lekarstwo. Bogatych biznesmenów ochoczo biegających do kasy po kolejne strzałki nie było tym razem żadnych. Pula gwarantowana się obroniła, ale w tym turnieju jest znacznie większy potencjał.

Jeśli chodzi o sam przebieg rozgrywki, to powiem Wam, że zaimponowała mi gra zwycięzcy Petra Svobody, który pokazał wszystkim wspaniałą lekcję wykorzystywania ogromnej przewagi swojego stacka. W pewnej chwili myślałem, że ten gracz jest pod wpływem alkoholu lub jakiś innych dopalaczy. Potem doszedłem do wniosku, że może taka jest jego natura – taki był nadaktywny. W ostatniej fazie był zupełnie spokojny. Ciągle jednak wypalał „garść bety na kilogramy” i w ten sposób niszczył swoich rywali. Raz na jakiś czas brał flipa, a przegranej nawet nie odczuwał… Chwilę później brutalną siłą doprowadzał ponownie swoich rywali na skraj bankructwa. Świetna robota.

Petr Svoboda
Petr Svoboda

All-in or Fold

Niestety była to najgorsza edycja tego eventu. Frekwencja zupełnie nie dopisała i możemy tylko się zastanawiać, jaka była tego przyczyna. Opcje są dwie:

a) Event się po prostu przejadł, a gracze wolą zainwestować swoje pieniądze w poważniejsze turnieje;

b) Niespodziewana zmiana godziny rozpoczęcia gry! Na rozpisce Fevera była to godz. 23:00. Na rozpisce kasynowej godz. 22:00. Część graczy zjawiła się na sali turniejowej za późno.

Warto zauważyć, że ten event święcił największe triumfy w edycjach, które rozpoczynały się o godz. 23.59. Powód moim zdaniem jest banalny – jest to event (alko)pokerowy, w którym sukces można osiągnąć nawet po dobrych kilku małych wódeczkach, które – jak dobrze wiemy – jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziły. Przyspieszenie chwili rozpoczęcia gry o dwie godziny jest organizacyjnym strzałem w kolano. Gracze mogą nie mieć jeszcze wystarczającej „motywacji do gry” – if you know what I mean.

Cash Game Bingo

Absoluty strzał w dziesiątkę ze strony organizatorów. Stoły cashowe chodziły przez większą część festiwalu. W pewnych momentach równocześnie gra toczyła się na siedmiu stołach, czego w Go4Games Casino raczej się nie widuje…

Wytyczenie specjalnej zony dla graczy cash, utworzenie cash game desku oraz powieszenie monitora z tzw. waiting listą to doskonałe posunięcia, które zaowocowały znacznym zwiększeniem zainteresowania grami cashowymi ze strony uczestników festiwalu.

Skoro już jesteśmy przy Cash Game Bingo – jedyna sugestia dla organizatorów, o którą mógłbym się pokusić, dotyczy wprowadzenia osobnych kart z zadaniami dla gier NLHE i PLO. Ale nie ma co narzekać, bo feverowe cashówki złapały drugi oddech i w końcu stały się mocnym punktem festiwalowego programu.

Zachowanie polskich graczy

Brawo! Naprawdę pokazaliśmy się na tym festiwalu z dobrej strony. Głośne zachowania były sporadyczne – nigdy wulgarne czy chamskie. O to właśnie chodziło. Cieszę się, że zdołaliśmy się zrehabilitować jako nacja i życzyłbym sobie, żeby każdy kolejny festiwal przebiegał w podobnej atmosferze.

Floormani

Na tym polu jest jeszcze wiele do poprawy. Niestety niektóre decyzje osób sprawujących pieczę nad przebiegiem gry są dla mnie niezrozumiałe. Wychodzę z założenia, że jeśli tylko to jest możliwe, floormani powinni podejmować decyzje na korzyść gracza. Tutaj ewidentnie zabrakło wyczucia przynajmniej w dwóch przypadkach:

  • Późna faza Main Eventu. Seq otrzymał karty UTG i zanim wykonał swój ruch, krupier zza lini zabrał mu je i zmuckował. Decyzja floora – ręka jest martwa. Dlaczego? Po pierwsze – karty były za linią. Po drugie – gracz za Polakiem nie wykonał jeszcze swojego ruchu. Po trzecie – w mucku leżała tylko ręka naszego gracza i nie było najmniejszych problemów z identyfikacją jego kart.
  • Późna faza Main Eventu. Dziookoo kończy swój napój odwraca się i przechodzi dwa metry do baru, żeby odłożyć szklankę. Nie ma go przez 5 sek. i nie dostaje już swoich kart. Decyzja floora – nie było go przy stole, ręka martwa. Technicznie floor ma rację, ale ma to niewiele wspólnego z postępowaniem zgodnie z duchem gry.

Kolejnym problemem, z jakim spotkaliśmy się w trakcie ostatniego fevera, było nieumiejętne balansowanie stołów. Taka sytuacja spotkała np. Harcerza, któremu przyszło rywalizować w pięć osób, w chwili, gdy do znacznie bardziej zapełnionych stołów obok dosadzano nowych graczy.

Na koniec najsmutniejsze spostrzeżenie – faworyzowanie lokalnych graczy. Nie bez przyczyny mówi się, że „ściany” sprzyjają gospodarzom. Można to zaobserwować w sytuacjach, w których floormani rozstrzygają spory między graczami lokalnymi a Polakami. Widać to również w chwili np. brania czasu – który znacznie szybciej zaczyna być odmierzany przez floora, gdy sprawa dotyczy gracza z Polski. Nie, nie mam żadnej paranoi…

Soft play

Romana Papacka lubię. Czasami krew mnie zalewa, gdy z jakimś kolejnym śmieciem na ręku eliminuje polskich graczy, ale taki już jest styl gry, jaki prezentuje przy stole. Z dala od stołów to jest bardzo uśmiechnięty gość, z którym zawsze można pożartować, przybić piątkę, zamienić parę słów. Niestety Roman trochę mi podpadł w czasie ostatniego Fevera, gdyż ewidentnie (?) wykonał przynajmniej jedną akcję, która miała pomóc innemu lokalnemu graczowi.

Roman Papacek
Roman Papacek

Jeśli duży stack ma do dołożenia na BB jakieś grosze, to po prostu to robi, i to robi to z „any two”. Niestety Roman tego nie zrobił i dzięki temu np. Artur Rudziankov zaliczył przeskoki w kasie na finałowym stole eventu High Roller, a Sejo odpadł z turnieju.

Czy można coś Romanowi udowodnić? Nie. Do czegoś zmusić? Nie. Ale my to widzieliśmy i uważam, że było to zachowanie niegodne gracza tego kalibru, który w dodatku ciągle występuje w koszuli ambasadora Go4Games Casino. Grożę Ci palcem, Romanie.

AKTUALIZACJA

Odnośnie tego zdarzenia wypowiedział się Marcin Jaworski, który wraz z Romanem znajdował się na finałowym stole eventu High Roller. Wygląda na to, że mogłem źle zinterpretować zagrania Czecha.

Zwycięstwo Polaka w Main Evencie

Polacy znów mieli ogromną przewagę liczebną nad innymi nacjami, ale gdy gra odbywała się już na 2-3 stołach zaczęli masowo odpadać z turnieju i znów drżałem wraz z Jackiem Danielsem o to, czy uda się zabrać puchar do kraju.

W ścisłym finale mieliśmy przewagę 4:1, ale to Czech Roman Rychlik posiadał miażdżącą przewagę w żetonach. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze – Mateusz Dziewoński został drugim w historii mistrzem Main Eventu Poker Fever Series. Czego można chcieć więcej – młody, przystojny jak cholera, utalentowany. Idealny „materiał” na zwycięzcę turnieju głównego. Niesamowicie cieszę się z jego sukcesu.

Mateusz Dziewoński - Poker Fever Series
Mateusz Dziewoński

Bardzo mi się podobała również postawa Jakuba Chludzińskiego – do tej pory jedynego polskiego mistrza Main Eventu – który w mediach społecznościowych pogratulował nowemu mistrzowi zwycięstwa. Mała rzecz a cieszy i pokazuje klasę tego zawodnika. Brawo!

Ogólne wrażenia

Szczerze powiedziawszy, to odetchnąłem z ulgą po lipcowej edycji Poker Fever. Frekwencja dopisała, a przecież festiwal odbywał się w samym środku okresu urlopowego. W kosmos wystrzeliły gry cashowe. Do zachowania graczy też nie można było się specjalnie przyczepić. To był bardzo udany festiwal i wierzę, że w czasie kolejnych jego odsłon będzie jeszcze lepiej.

Ciągle jest jeszcze sporo do poprawy, natomiast ogólnie rzecz ujmując, wiele dobrego dzieje się na Poker Fever już teraz i z pewnością warto uwzględniać to wydarzenie w swoich planach startowych. Ja sam wybieram się w roli gracza na wrześniowy przystanek Poker Fever CUP. W końcu będę mógł wypowiedzieć się na temat swoich odczuć również perspektywy uczestnika, a nie tylko reportera-obserwatora. Myślę, że będzie to ciekawe doświadczenie.

W oczekiwaniu na następne feverowe przystanki zapraszam Was do walki o wejściówki do wrześniowego CUP-a na PartyPoker. Gry odbywają się od poniedziałku do soboty o godz. 21:00; w niedzielę o godzinę wcześniej. Wpisowe wynosi 5,50$.

(21:00) Ruszają satelity do wrześniowego Poker Fever CUP!