Problemy Frodo rozpoczęły się w chwili, gdy jego daleki krewny Bilbo podarował mu pierścień. „Jeden, by wszystkimi rządzić. Jeden, by wszystkie odnaleźć. Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.”.

W Internecie można znaleźć wiele podań, z których wynika, że wielu pokerzystów popadło w poważne tarapaty w chwili, gdy w ich życiu zagościł PIO Solver.

Jako pokerowy wagabunda dojrzałem do tego, żeby samemu zajrzeć bestii w oczy. Dlatego wszedłem w posiadanie PIO Solvera w wersji Basic i w ciągu najbliższych tygodni podejmę próbę jej ujarzmienia, aby moje z nią obcowanie przyniosło mi więcej korzyści niż szkód. Internet roi się od podań doświadczonych graczy, którzy po wejściu w kontakt z PIO zanotowali drastyczny spadek wyników i rozregulowali sobie swoją dotychczasową, wygrywającą grę. Jedni całkowicie odwrócili się od solverów, a inni po prostu nauczyli się z nich korzystać. Docelowo chciałbym trafić do tej drugiej grupy.

©New Line Cinema

Dlaczego gracze wracają na tarczy po spotkaniu z PIO?

W moim mniemaniu w głównej mierze dzieje się tak, bo zapominamy, do czego służy to narzędzie. PIO Solver to program, który traktuje grę w pokera jako zbiór matematycznych problemów i rozwiązuje „pokerowe równania” w oparciu o narzucone zakresy, wielkości stacków oraz wielkości stawianych zakładów. To nie jest – jak myśli wielu graczy – „święty graal” pokerzystów, panaceum na wszystkie pokerowe bolączki.

Trzeba zacząć od tego, że to narzędzie, odpowiednio skonfigurowane, wypluwa rozwiązania optymalne pod względem teorii gier. Co to właściwie znaczy? W bardzo dużym uproszczeniu znaczy to tyle, że stosując rekomendacje programu, będziemy grali strategią, której nasi rywale nie będą w stanie skutecznie przeciwdziałać. A teraz zadajmy sobie pytanie, który z naszych przeciwników gra optymalnie pod względem teorii gry?

Jeśli napiszę, że nikt, to pewnie nie będę się wiele mylił. Są gracze, którzy bardziej rozumieją grę. Inni rozumieją teoretyczne aspekty w mniejszym stopniu, a jeszcze inni „losowo wciskają guziki”. Strategia GTO nie bierze zupełnie pod uwagę tego, w jaki sposób o pokerze myślą nasi przeciwnicy, i to wpędza graczy, którzy w sposób nieumiejętny korzystają z solverów, w problemy. Najczęściej teoretycznie poprawnie zagranie będzie „samobójstwem” w starciu z niemyślącymi przeciwnikami. Wielu „ekspertów” traci wówczas stacki i dochodzi do wniosku: „Oni są zbyt słabi! Nie rozumieją tego, co robię. Lepiej, żebym znalazł sobie lepszych rywali”. Absurd…

GTO vs strategie nieoptymalne

Jestem „za cienki w uszach”, żeby w fachowy sposób wypowiadać się na temat przewagi strategii GTO nad strategiami nieoptymalnymi. Dlatego też przedstawię Wam to w sposób, w jaki ja to rozumiem; tak na chłopski rozum.

Skoro praktycznie nigdy nie gramy przeciwko rywalom stosującym optymalną strategię, jesteśmy w stanie wymyślić naszą strategię, która skuteczniej, precyzyjniej będzie punktowała ich słabe obszary. GTO będzie optymalną strategią przeciwko superkomputerowi, jeśli dostąpicie zaszczytu walki o honor ludzkości w walce z maszynami, ale w starciu z rywalami z NL5 bez problemu znajdziecie znacznie bardziej dochodowy plan na grę. Wszystko dlatego, że nie będziecie musieli dbać o to, żeby Wasza strategia była zrównoważona, bo Wasz słaby rywal nie będzie w stanie tego „wyłomu” w strategii (braku równowagi) zauważyć i wykorzystać przeciw Wam.

Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że na co dzień GTO < strategie nieoptymalne.

Dlaczego zatem warto uczyć się rozwiązań optymalnych z perspektywy teorii gier?

Jestem zdania, że nadmiar wiedzy jeszcze nikomu nie zaszkodził. Jeśli chcemy, aby nasz pokerowy warsztat był kompletny, powinniśmy uzupełnić go o wiedzę dotyczącą gry optymalnej z punktu widzenia teorii gry.

Jestem na etapie uczenia się tego, w jaki sposób wyciągnąć maksimum ze wskazań solvera, ale już teraz mogę powiedzieć, że największą zaletą tego typu programów jest to, że ich wskazania dają pokerowym studentom bodziec do tego, żeby zadawać pytania i dociekać, dlaczego program za optymalne uznaje takie, a nie inne rozwiązanie. Wówczas rozpoczyna się najciekawsza zabawa – zaczynamy zauważać blokery; układy, których nie blokujemy; back-door drawy. Jak się okazuje, wszystko to ma ogromne znaczenie.

©SplitSuit.com

Odnoszę wrażenie, że solvery GTO bardziej mówią nam o tym, w jaki sposób myśleć o sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, a nie o tym, co należy zrobić. Mamy podane rozwiązanie, na które nasz doskonale grający przeciwnik nie będzie w stanie znaleźć skutecznej strategii, ale skoro nigdy nie gramy z takimi rywalami… TYLKO do nas należy ocena tego, na jakim poziomie myślenia o pokerze znajduje się nasz rywal. Bezrefleksyjne podążanie za wskazaniami solvera doprowadzi nas do katastrofy!

Podsumowanie

Rozpocząłem zgłębianie strategii GTO, bo bardzo lubię wiedzieć, dlaczego przy stole coś robię, a nie tylko robić coś, bo tak czuję lub dlatego, że widziałem, że pokerowy trener to zrobił.

Mam pełną świadomość tego, że wielu wygrywających graczy z wysokich stawek, którzy grę w pokera rozumieją znacznie lepiej niż ja, przeszło przez trudny okres po tym, jak zaczęło w swojej strategii stosować rozwiązania rekomendowane przez PIO. Ja, syn mikrostawek, zamierzam dzięki solverowi zwiększyć świadomość tego, co i dlaczego robię. Moim celem nie jest „ślepe” przenoszenie wskazań programu – nie jestem samobójcą – na grunt mikrostawek. Ja po prostu lubię pokera i wielką radość sprawia mi analiza rozdań własnych i cudzych – w moim mniemaniu najlepszy sposób na poprawienie swojej gry.

W niedalekiej przyszłości chcę, aby na łamach PokerGround pojawił się mój cotygodniowy cykl, w którym będę przyglądał się rozdaniom z grupy „Poker Od Podstaw” i przepuszczał je przez PIO Solvera. Zanim to nastąpi, muszę mieć pewność, że potrafię to narzędzie obsługiwać w sposób wystarczający do przeprowadzania naszych analiz.

Mam „pajo” i nie zawaham się go użyć…