50. edycja World Series of Poker (WSOP) wystartuje pod koniec maja. Wielkimi krokami zbliża się najbardziej ekscytujący czas w roku i to zarówno dla graczy, jak i dla pokerowych widzów-kanapowców. „Tutaj jestem!”.

Wielcy fani WSOP, do tej grupy również zaliczam się ja, czekają na to wydarzenie z wielką ekscytacją. Przyznam się, że nie do końca rozumiem, z czego wynika fenomen takiego typowo ludzkiego przywiązania do okrągłych rocznic, ale ostatecznie bezrefleksyjnie daję się ponieść zbiorowej gorączce i nadchodzący festiwal traktuję w kategoriach „wyjątkowy”. 49. czy 51. edycji również bym wyczekiwał, ale tym razem wierzę, że będziemy świadkami czegoś unikalnego i jeszcze bardziej niż zwykle nie mogę się doczekać.

Kiedyś a teraz

Festiwal WSOP za kilka miesięcy będzie obchodził swoje pięćdziesiąte urodziny. Jednak po naszej stronie oceanu tak naprawdę poznaliśmy smak tego wydarzenia – jeśli się nie mylę – dopiero w 2004 roku. Rok wcześniej Chris Moneymaker wygrał turniej główny, czym rozpoczął pokerowy boom, a pierwsza wieloodcinkowa relacja z Main Eventu pojawiła się na antenie stacji ESPN dopiero rok później, czyli w momencie, gdy po bransoletkę mistrzowską sięgał Greg Raymer.

Inna sprawa, kiedy te wszystkie relacje pojawiły się w sieci, a jest bardzo możliwe – wybaczcie zawodną pamięć – że trzeba było na nie trochę poczekać. W każdym razie wszelkie wcześniejsze materiały odnośnie WSOP to nie były relacje, a trwające kilkadziesiąt minut reportaże, jednak sukces Moneymakera zmienił wszystko.

2004. World Series of Poker debiutuje w dużym formacie na ESPN

Pewnie dlatego z tak dużym sentymentem wracam do WSOP, bo dla mnie od tego zaczęła się przygoda z pokerem. Z miejsca zakochałem się w doskonałym komentatorskim duecie, jaki na antenie stacji ESPN tworzyli Norman Chad (dowcipniś) oraz Lon McEachern (pokerowy analityk). Godzinami i w kółko mogłem oglądać zaledwie kilkanaście niespełna 50-minutowych odcinków z Maina 2004 roku i wspomniane reportaże z wydarzeń z lat wcześniejszych. W tamtych czasach marzyłem o tym, żeby taki WSOP odbywał się kilka razy w roku.

Kilkanaście lat później wszystko wygląda inaczej.

Teraz jestem innego zdania. Oprócz wspaniałej historii i tradycji wyjątkowość WSOP polega również na tym, że jest to wydarzenie, które odbywa się tylko raz do roku, m.in. dlatego tak bardzo na nie czekamy. Obecnie tego pokera na różnych antenach jest tak dużo, że bywa, że nawet ja odczuwam po prostu przesyt. Regularnie płacę za subskrypcję na PokerGO, ale zdarza się mi nie obejrzeć w trakcie miesiąca żadnego wydarzenia na żywo. Jednak, gdy nadchodzi WSOP, nic nie może odciągnąć mnie od ekranu monitora. No, prawie nic – w tym roku ze śledzenia pierwszej części festiwalu wyłączy mnie podróż poślubna. W innym razie mógłby sprawić to tylko jakiś kataklizm.

Na 50. edycję czekam z wielkimi nadziejami. Mam nadzieję, że będzie to wydarzenie, które na zawsze przejdzie do historii pokera – będzie wspaniała urodzinowa feta, Polak w końcu sięgnie po mistrzowską bransoletkę, a organizatorzy postarają zaskoczyć się graczy, i to niejednokrotnie. Liczę na WSOP moich marzeń.

Jordan, Bird, Johnson

Gdy miałem 15 lat, a pokera znałem tylko z saloonów na Dzikim Zachodzie i z „saloników”, w których bywał Wielki Szu, interesowałem się rozgrywkami NBA. Dobrze pamiętam, w jaki sposób liga obchodziła pięćdziesięciolecie swojego istnienia. Był rok 1997. W Cleveland odbywał się mecz gwiazd. Jednym z podniosłych momentów w przerwie tego wydarzenia była ceremonia, w czasie której uhonorowano pięćdziesięciu najlepszych koszykarzy w historii.

Moimi idolami byli wówczas gracze, którzy decydowali o obliczu ligi w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, m.in. Michael Jordan, Larry Bird czy Earvin „Magic” Johnson. Łezka się w oku kręciła, gdy oni oraz inni współcześni mistrzowie, a także legendy z dawnych lat pojawili się na parkiecie i ustawili się do wspólnego zdjęcia – jedynego w swoim rodzaju. Kibice zgotowali im wielką owację. Atmosfera była podniosła i absolutnie wyjątkowa.

Ceremonia moich marzeń

Bardzo bym się cieszył, gdyby takie wyjątkowe spotkanie z mistrzami przygotowali w tym roku organizatorzy WSOP. Chcąc nie chcąc nad wszystkimi górowałby – nie tylko wzrostem – 15-krotny zdobywca bransoletek mistrzowskich Phil Hellmuth. Obok niego staliby Doyle Brunson, Phil Ivey oraz Johnny Chan. Dalej inni wielcy mistrzowie, zwycięzcy Main Eventów, wielokrotni zdobywcy bransoletek, ulubieńcy fanów.

Dla wielu byłoby to tylko zdjęcie, jakich robi się wiele każdego dnia. Dla innych – w tym dla mnie – byłoby to wydarzenie rangi historycznej; pół wieku pięknej historii WSOP zamknięte w jednej fotografii; dziedzictwo następnych pokoleń pokerzystów, którzy w każdym zakątku świata marzą o tym, żeby kiedyś odnosić takie sukcesy jak bohaterowie tego unikalnego zdjęcia.

Organizatorzy potwierdzają, że 29 czerwca odbędzie się specjalna gala jubileuszowa. Mówi się również o wręczeniu nagród – w domyśle – dla najbardziej zasłużonych postaci dla WSOP w historii. Mam nadzieję, że to wydarzenie sprosta moim oczekiwaniom.

Doyle Brunson
Chciałbym, żeby społeczność pokerowa oddała hołd Doyle’owi Brunsonowi

Unikalny harmonogram

Jestem przekonany, że włodarze WSOP szykują dla swoich gości wiele niespodzianek – byłbym rozczarowany, gdyby tak nie było. Dzięki nim atmosfera w RIO w trakcie tego lata będzie absolutnie wyjątkowa. Nie zapominajmy jednak o nadrzędnym celu uczestników festiwalu, czyli o rywalizacji o wielkie pieniądze i o złote bransoletki. Przebieg rozgrywek wyznacza oczywiście harmonogram, który dopiero niedawno poznaliśmy w całości.

W tym roku hasłem przewodnim jest „value” dla graczy. Wiele turniejów, w tym Main Event, będzie miało zwiększone stacki startowe. Organizatorzy chcą też w jak największym stopniu zrezygnować z turniejów z nieograniczonym re-entry na rzecz turniejów freezeout lub z pojedynczym re-entry.

Dobrym prognostykiem na lato jest sposób, w jaki WSOP prezentuje plan gier. Kawałek po kawałku, kroczek po kroczku. Specjaliści od marketingu wiedzą, jak duży potencjał leży w obchodach pięćdziesiątej rocznicy festiwalu i nawet przy ogłaszaniu „rozkładu jazdy” pozwolili sobie na budowanie napięcia. Podoba mi się takie posunięcie.

Od samego początku harmonogram WSOP serwuje nam niespodzianki. Jedną z nich jest urodzinowy event Big 50, który rozpocznie się w weekend otwarcia festiwalu. Ma to być jedno z największych wydarzeń w historii serii. Wpisowe do tego turnieju wynosi 500$, od których nie będzie pobierany rake. W puli nagród znajdzie się przynajmniej 5.000.000$. Jedna piąta całkowitej gwarancji, czyli 1.000.000$, trafi do zwycięzcy.

Bransoletka dla Polaka?

Odnoszę wrażenie, że jako nacja z roku na rok jesteśmy coraz bliżej tej zdobyczy i że w końcu padnie ona naszym łupem. Wygląda na to, że przed rozpoczęciem pięćdziesiątej edycji WSOP nasi gracze trochę mniej martwią się o uciążliwości związane z załatwianiem wizy, o wysokie podatki od wygranych, a po prostu chcą być częścią wyjątkowego i historycznego wydarzenia. Wszystko wskazuje na to, że do Las Vegas wybiera się nadzwyczaj liczna grupa pokerzystów z Polski. W takim razie jeśli nie teraz, to kiedy?

Kacper Pyzara

Nikt chyba nie ma żadnych wątpliwości, że tytuł mistrzowski leży w zasięgu Polaków. Potwierdzają to ubiegłoroczne rezultaty. W czasie 49. edycji WSOP mieliśmy trzy występy naszych graczy na stołach finałowych, w tym jeden heads-up. Równie dobrze wiodło nam się w czasie eventów WSOP w Europie.

Drodzy pokerzyści z Polski, zróbcie nam wszystkim prezent na pięćdziesiątkę!

Nie ma na co czekać

Prowadzę się marnie, żyję niehigienicznie, niedługo łatwiej będzie mnie przeskoczyć niż obejść. Nie ma najmniejszych szans na to, że będzie mi kiedyś dane uczestniczyć w setnym jubileuszu WSOP. Ale mówiąc już zupełnie poważnie, jeśli ma się wydarzyć coś wielkiego, niech odbędzie się to już tego lata – póki żyją jeszcze legendy, które pamiętają początki WSOP, czyli wydarzenia z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Póki żyje Doyle Brunson… Czekam na nadchodzący festiwal z wielką niecierpliwością.

Byle do maja!

baner PlayStation4