Wiedziony niespodziewanym powodzeniem pierwszych trzech wpisów, nie mogąc zawieść rzeszy fanów mojej publicystycznej twórczości, jadę dalej.

To oczywiście żart. Tak na dobry początek, bo zaraz będzie mniej śmiesznie.

Takiego wała

Tymi dwoma słowami można by podsumować wizytę prezydenta USA w dalekiej Polsce. Donald Trump, odwiedzając nasz kraj, pokazał wała. Wał został pokazany miękkim fajom z Unii Europejskiej. Oraz, na przykład, Żydom.

Polacy usłyszeli od prezydenta USA to, co chcieli usłyszeć, a on powiedział to, co chciał i mógł. A powiedzieć mógł wiele, bo co go to kosztuje? Polska to największy przyjaciel USA. Kraj katolickich białasów to ostatni europejski przyczółek NASZEJ cywilizacji na zachód od Bugu. Zobaczcie, europedały, jak powinien wyglądać europejski raj. Kochani Polacy, jestem pod wrażeniem waszego Powstania i w ogóle. Patrzcie, zaprosiłem do loży waszego Wałęsę. Oj, nie lubicie jednak Wałęsy? To kij mu w oko, jednak z nim nie będę gadał. Artykuł piąty to, artykuł piąty tamto. 5 tysięcy amerykańskich chłopców obroni waszą Polskę przed złym Putinem. Kwiaty pod pomnikiem Bohaterów Getta? Ivanka, ty zdaje się masz męża Żyda? No to zaiwaniaj z kwiatkami.

To tak na gorąco. Bo jak kiedyś powiedział Mao zapytany o Rewolucję Francuską, jeszcze za wcześnie na jakieś konstruktywne wnioski. Ale nie oszukujmy się, żaden Jankes nie będzie za nas karku nadstawiał.

Natomiast jeżeli chodzi o nasze bagienko, to wizyta Trumpa pokazała, że miłościwie nam panujący idą jak burza po kolejną kadencję. Elektorat, oglądający przekaz zaserwowany przez TVP1, utwierdził się w przekonaniu, że jesteśmy potęgą, wszystko idzie ku lepszemu i „Jarosław Polskę zbaw”. I tylko do nich przemawiał Trump. Bo te wszystkie KOD-y i inne smrody są póki co zagubione jak pijane dzieci we mgle i same nie wiedzą, co robić. A z takimi to nikt nie rozmawia i nikt na takich nie głosuje. W demokracji rządzą wybrańcy głosującej większości. A póki co, głosująca większość głosuje na Jarosława.

Pokerstarscasino.eu

W piątek w rejestrze domen przeklętych pojawił się adres pokerstarscasino.eu. Tego samego dnia dostałem maila od tego operatora, że serdecznie zaprasza do ściągnięcia wspaniałej aplikacji kasynowej. Tak więc, mimo tego, że słychać już szczekanie nagonki, ducha nie gaście. Nikt poważnie pokera u nas nie będzie blokował, bo mało kogo właściwie ten temat interesuje. Dopóki nie powstanie jakiś pomysł na polski poker room, akurat ta działka powinna zostać niezaorana. A nie zapowiada się. I podejrzewam, że operatorzy pokerowi, którzy mają w swojej ofercie kasyno a wypięli się na polską licencję bukmacherską, szkody specjalnej nie odczują.

W zeszłym tygodniu zaczęły się jakieś hocki ze Skrillem i Netellerem. Że nie można zrobić depozytu, czy że wypłata nagle idzie kilka dni a nie kilka godzin. No więc po pierwsze – wypłacić poker room kasę musi i wypłaci. Niechby spróbował nie wypłacić… Tego typu zagrywki wiadomo jak się skończyły dla różnych Full Tiltów. A na razie zostało kilka roomów, którym na opinii zależy. Po drugie – roomy żyją z depozytów. I nawet jak odpadnie nam Skrill/Neteller, to jest jeszcze wiele różnych metod. O kodach Paysafecard pisałem tydzień temu. A to tylko jedna wizyta z Żabce. I kompletna anonimowość.

Poker Grill Party

Dzisiaj w kąciku zgreda opowieść sprzed niemal dekady, bo z jesieni 2008. Zaczęło się, jak zwykle, niewinnie. Dostałem w redakcji zadanie – zrób wywiad z Michałem Wiśniewskim do Magazynu o Hazardzie E-Play. Niedługo Surexpo, to jak go jeszcze damy na okładkę – będzie hicior. Jawohl!

Numer do Wiśni miałem już po kwadransie, a po drugim – zaklepany termin wywiadu. „Tylko zadzwoń jeszcze wcześniej, bo tego dnia wracamy z Reichu, gdzie będziemy kręcić teledysk do piosenki „Play in team”. A w ogóle to będzie turniej i grill. Będzie też Jack Daniels„. To akurat średnio mnie urządzało, bo z tym bęcwałem ścinałem się na różnych forach już od jakiegoś czasu i nie byłem pewien, czy akurat teraz chcę go poznać. No ale trudno. Kierunek – Magdalenka.

Wywiad, jak to wywiad. Pogadaliśmy o pokerze, o ustawie, która miała pojawić się za rok i zmienić wszystko, o Polskiej Federacji Pokera Sportowego, która lada dzień miała powstać i innych tego typu historiach. Wywiad możecie sobie wyguglować. Potem zaś nastąpiła właściwa część wieczoru.

A co tam się wyrabiało? Ping-pong. Rzuty do kosza. Smażone mięso, kiełbasy i parówki (to dla Wiśni. Wiśnia, podobnie jak Maria Czubaszek, odżywiał się wyłącznie parówkami). No i poker. Dwa stoły, przy których mieli szczęście wygrać miejsce zwycięzcy jakichś satelit na Unibecie. Oraz ci, którzy wkupili się na miejscu. Było też tytułowe party, ale w ten temat wnikać nie będę, bo niektórzy uczestnicy tamtych wydarzeń jeszcze żyją. I jeszcze kiedyś bym chciał tam pojechać. (Zdradzę tylko, że było karaoke przy pustym basenie, do którego mało nie wpadłem i nie skręciłem karku, gdyby nie Jani).

Co można powiedzieć o turnieju? Turniej wygrała Ania, ówczesna żona Michała. Po całym dniu teledyskowania i drodze powrotnej z Niemiec. Co chwila na sitoucie, bo elektroniczna niania woła do córeczki… Niczego Ani nie ujmując, widać, że poziom zawodników był taki sobie. A może po prostu poker był tylko pretekstem do fajnej balangi? Balangowaliśmy jakoś do rana. Obudziłem się na poddaszu, otoczony modelami samolotów. Później w tym domu budziłem się w dużo ciekawszych miejscach…

Konkluzje? Jack Daniels okazał się nie być takim palantem, za jakiego go miałem. Michał Wiśniewski również okazał się nie być takim palantem, za jakiego go miałem. Z oboma koleguję się do dzisiaj i uważam za naprawdę łebskich gości. I ostatnia konkluzja – było, minęło, nie wróci. W każdym razie nieprędko.

Odbyło się z dziesięć (może kilkanaście) imprez pod tytułem Poker Grill Party, byłem na kilku. I koniec, licznik zamknięty. Po pierwsze dlatego, że obecna gospodyni tego domu ani myśli wpuszczać pod swój dach bandy randomowych pojebów. Po drugie, gospodarz już nie pije, a paliwem PGP był Johnny Walker. I po trzecie – sami wiecie.

Do następnego razu.

P.S. Z reguły nie wrzucam żadnych filmików, no ale ten teledysk trzeba jednak zobaczyć:

P.S.2. Obiecuję – w kolejnych odcinkach już nic nie będzie o Jacku Danielsie.

Mega Freeroll Poker Fever