Rozegraliście duże rozdanie. Stack zmieniły właścicieli – niestety to nie w Waszą stronę popłynął strumień z pieniędzmi. W końcu przychodzi czas na analizę. Po kilku chwilach od jej rozpoczęcia już wiadomo, że główny błąd popełniliście przed flopem – błędna była decyzja o zaangażowaniu się w rozdanie – a dalsze błędy były tylko jego konsekwencją.

Gra cashowa. Stoły regularne. HUD-ów nie ma, ale nikomu to nie przeszkadza, bo jeden wypatrzony przez nas read jest warty więcej niż dziesięć tych, które w postaci liczbowej wyświetla nam tracker. O swoim stole wiemy tyle, że raczej to my pełnimy rolę kapitana, a reszta gra „fit or fold”. Rywale agresywnie rozgrywają wyłącznie mocne układy. Osób złapanych na blefowaniu nie stwierdzono.

Anatomia upadku

Przechodzimy przez okres totalnego bezkarcia. Ale takiego, że nawet układy za słabe na call, przez co wrzucane do worka z 3-betem, nie są w stanie spełnić wymagań by się w nim znaleźć. Fold za foldem. Fold za foldem. Zaczynamy się nudzić. Coś tam klikamy na messengerze. Frustracja narasta. W końcu na BTN podnosimy A9o. Petarda, jakiej świat nie widział. Szykujemy się do standardowego otwarcia, gdy przed nami jeden przeciwników sam decyduje się rozpocząć akcję.

Znudzony umysł, który żądny jest jakiejkolwiek akcji, podpowiada nam rozwiązania:

  • na call za słabe, ale na w ostateczności na 3-bet; no blocker do asów jest, a to już coś…
  • no szału nie ma, ale nawet „murek” na cutoffie musi mieć dość szeroki open-folding range…
  • jak przebije, to mamy easy fold, a jak sprawdzi, to najczęściej c-betem i tak wygonimy go z rozdania…

I następuje ten nieszczęsny 3-bet. Wszyscy rywale pasują, a oryginalny agresor – pamiętajmy, że gracz ten murem stoi – skleja jakiś minimalny 4-bet, taki dosłownie „click”. Wiemy, że nie powinniśmy tego sprawdzać, bo po prostu w jego 4-betting range’u nie ma blefów i takie założenie powinniśmy utrzymywać, dopóki nie zobaczymy, że jest inaczej. Z tym że… Jej, ale ten 4-bet jest taki niewielki. Nasza ręka, owszem, śmieciowa, ale on tam też musi mieć QQ, KK. Czasem nasz as wystarczy do tego, żeby zgarnąć pulę. A gdy ma AK, a spadnie skoordynowany board z kartami o średniej wartości, to na turnie lub na riverze będziemy w stanie przejąć tę pulę. Skoro już tu jestem… Call.

W moczu czujemy, że ta akcja nie może się dla nas pomyślnie skończyć. Spada jakiś nisko-średni flop, który daje nam backdoora do nustsowego koloru i nadzieję, że rywal ma AK i że jak tylko mrugnie, to dostanie, mówiąc kolokwialnie, do japy. Spodziewamy się c-beta i ten oczywiście następuje. Takie coś między 1/3 a 1/2 wartości puli. O mamo, ewidentnie to słabość. Tak, wiem to na pewno. Oni, jak mają układy premium, to raczej nie bawią się w balansowanie, tylko ładują do pieca. Skoro istnieje duża szansa na to, że jest to AK, które zatrzyma się na turnie, a my mamy tego wygrywającego backdoora, to warto, kurde blaszka, sprawdzić. To nie może być aż tak złe zagranie. No i skoro już tu jestem.

Na turnie pojawia się dama. Jest i otwarcie do naszego nutsowego koloru. Życie jest piękne. Teraz tylko, kochaneczku, hamuj piętą, a pula będzie moja. Fuck. Dlaczego on betuje? Dlaczego tak mocno? Sprawdzić nie mogę, nie trafię i będzie problem. Trzeba się rozstać ze swoją ręką. Ale z drugiej strony mam przecież jeszcze sporo equity. Już prawie klikamy fold, gdy nagle dochodzi do chwilowego przepalenia styków i goniący za kolorem umysł zaczyna podpowiadać inne melodie.

Już ja cię rozgryzłem, już ja cię przejrzałem. Ty może wcale nie jesteś taka tight parówka, tylko próbujesz z jakimś śmieciem ratować skórę, bo wiesz, że ja najczęściej mam tam po prostu średnie pary. AQ, które mógłbym tak zagrać, sam mi blokujesz, a teraz po prostu próbujesz kupić tę pulę i reprezentujesz wysoką kartę. Kurcze, ostatecznie i ty musisz mieć tu jakieś blefy. Może też zbierasz do koloru, tyle że niższego? Ale byłoby pięknie. Skoro już tu jestem, to wjeżdżam, a martw się sam, co z tym fantem zrobić. All-in. Snap call. AA. GG.

Co za donk! Oni nigdy nie mają blefów? Jasne, kufa. Zawsze nutsy. To nie jest poker. Tak się nie da grać. Yebunna gra…

Gdy tilt przeminie, to pojawia się kolejna fala goryczy, ale tym razem z innego powodu. Pretensji do rywala nikt o zdrowych zmysłach nie powinien mieć, ale zaczyna się samobiczowanie. Jak ja mogłem być na tyle głupi żeby wmówić sobie to, że po takiej linii w zakresie klasycznego muru berlińskiego jest tam jakiś bluffing range. Moje ciało i dusza płonie!

Kaskada błędów

Nie powinniśmy 3-betować.
Nie powinniśmy sprawdzać 4-beta.
Na flopie nasze sprawdzenie jest pewnie marginalnie dobre.
Na turnie katastrofa. Mamy sporo equity, którego po bożemu nie możemy zrealizować, ale tak bardzo, bardzo chcemy. No to japa, right? W sytuacji, w której folding equty to tylko mrzonka… Ale skoro już tu jesteśmy

Wnioski

Wystarczyło tylko wyrzucić ten śmieciowy układ przed flopem i zostalibyśmy z całym stackiem. Niestety gdy jesteśmy znudzeni, to często wymuszamy akcję, żeby po prostu coś się zaczęło dziać (a już szczególnie cierpią na tę przypadłość gracze live). Jednak nie tędy droga. Z poluźnienia gry w starciu z bardzo selektywnym przeciwnikiem z A9o to my wiele nie zdziałamy. Rozumiem jeszcze jakiś średni connector w kolorze, który po sprawdzeniu będzie mijał się z zakresem rywala, ale nie tak słabo grająca w ogóle, a już nie mówiąc o 3-betowanym pocie, zdominowana ręka!

Jak widać, skupienie musimy zachować w każdej sytuacji, bo jedna błędna decyzja, pozornie błaha, najczęściej prowadzi do kolejnej i kolejnej błędnej, a wszystko kończy się dla nas w jeden możliwy sposób. Nie ma co sobie wmawiać, że jest inaczej – jest taki typ gracza, który zawsze, ale to zawsze ma i trzeba się z tym pogodzić i we właściwy sposób przeciwstawić.

Skoro już tu jestem, to się pożegnam. Wszystko chyba jasne.