Witajcie drodzy czytelnicy. Chciałem dzisiaj podzielić się z Wami moimi przygodami w nie do końca realnym świecie, który okazję miałem zgłębiać w ubiegły weekend. Udało mi się bowiem pobawić trochę zestawem VR od Sony. Mowa o goglach, które podłączamy do konsoli i zakładamy na głowę (jak na fotce poniżej, plus kable o których gigant rynku gier wideo jakoś w reklamach zapomina), aby móc przenieść się do wirtualnej rzeczywistości. Zazwyczaj możemy wyobrazić sobie jak to będzie, gdy czytamy artykuły w sieci, ale tym razem sam padłem ofiarą całkiem już fajnego systemu rzeczywistości wirtualnej.

Sama gra, której tytuł pozwoliłem sobie wspomnieć urzekła mnie jednak bardziej na telewizorze niż w VR. Jestem najwidoczniej jedną z tych osób, które po pracy, zmęczone i spocone, wolą usiąść na wygodnej kanapie i przy piwie cieszyć się tym co rozgrywa się na sporym ekranie przed ich oczami niż naokoło nich, zwłaszcza gdy jest to horror, w swej naturze brudny i skrzypiący. Przebywanie w zakurzonym środowisku RE7 w połączeniu z lekkimi nudnościami powodowanymi zbyt chaotyczną pracą kamery oddziałującą na mój zmysł równowagi niestety męczą mnie już po 40 minutach gry.

Kiedy już więc odpuściłem przeczesywanie nawiedzonego domostwa Bakerów, to odpaliłem kilka prostych gier i wtedy okazało się, że pozytywne emocje są jak najbardziej bardzo fajnie podane w „wirtualu”. Przemierzałem głębiny oceanu i zjeżdżałem na desce w jakimś tunelu jak do bobslejów, kiedy dotarło do mnie jeszcze jedno co spokojne, pozytywne i jak najbardziej w VR rozgrywające się być by mogło.

Poker :)

Niby wszyscy już o tym mówili i nie raz czytaliście jak to przyszłość leży w kasynach tego typu, ale powiem Wam, że dopiero kontakt z urządzeniem tego rodzaju (które de facto zasłania nam całą głowę) otwiera oczy na kryjący się tu gamblingowy potencjał.

Teraz nie trzeba będzie już wsiadać w samochód zimowym wieczorem i skrobać szyb, żeby ze znajomymi pograć w karty. Wszyscy możecie znajdować się w innych miastach, ale nic (poza zbyt wolnym internetem) Was nie powstrzyma. Środek nocy i bieg do bankomatu po kolejny buy-in? Nic z tych rzeczy, szybki przelew dwoma kliknięciami. Gdy poczujecie natomiast ochotę na przerwę to idziecie do swojej własnej lodówki i nikt nie podżera Wam Waszej pizzy. W sekundę jesteście w domu, a Wasz avatar grzecznie czeka gdzieś tam wśród znajomych w VR. Niby szczegóły, ale jakże istotne (sorry Stachu, masz zimno w kiblu, zdecydowanie wolę swoją łazienkę, a to, że nie można u Ciebie palić i wyganiasz nas na balkon to skandal).

Piękno, prostota i funkcjonalność gier internetowych w rzeczywistości, która maluje się przed naszymi oczami na tyle realnie, że nasz umysł wierzy w nią i zaczyna się w niej dobrze bawić bardzo szybko.

Nie twierdzę, że gra taka jest lepsza od prawdziwego stołu i znajomych twarzy, bo to ciężko będzie przebić, ale po weekendzie wiem, że jest to jedna z tych rzeczy, których ja osobiście na pewno chcę kiedyś spróbować, tak jak gier vr na jakimś tam PolyStation 8, gdy mój syn będzie już duży.

Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.