Ósmy festiwal Poker Fever Series przeszedł do historii. Zapraszam na podsumowanie tego, co wydarzyło się przez ostatni tydzień w Ołomuńcu.

Powoli tracę już nadzieję na to, że kiedyś ponownie Polak wygra Main Event tego cyklu. Tak źle to nie było nigdy – na finałowym stole mieliśmy tylko jednego gracza z Polski! Wygrał oczywiście Czech. Dobrze, że akurat był nim Jakub Padych, bo w gronie osób, które zdeepowały ten turniej, prezentował się najbardziej solidnie. Tzn. gdyby Mateusz „Szpaq” Łuniewski dostał trochę amunicji do ręki, to w mojej opinii puchar mielibyśmy dzisiaj nad Wisłą. To się nie udało, tak się jednak nie stało – tym razem trofeum pojechało do Ostrawy. Możemy zacząć żyć marzeniami o wygranych w nadchodzących edycjach.

A kiedy gramy po raz kolejny? Data dużego Fevera nie jest jeszcze znana, ale dosłownie wczoraj pojawiła się informacja o tym, że już w maju spotkamy się w Ołomuńcu w czasie specjalnej edycji festiwalu, który nosi nazwę Poker Fever Mini Series. O szczegółach tego wydarzenia czytajcie w poniższym artykule.

Poker Fever Mini Series: Jeśli majówka, to tylko z Poker Fever w Ołomuńcu!

Jaki był ten marcowy Fever?

W mojej opinii był to festiwal udany, jednak nie wszystko potoczyło się zgodnie z intencją organizatorów. Dużym zaskoczeniem jest to, że „nie poszedł” Poker Fever CUP. W pierwszym majorze festiwalu po prostu była bardzo słaba frekwencja. Zagłosowaliście nogami, a to oznacza konieczność przemyślenia przez managerów serii tego, co poszło nie tak i rozważenia innych możliwości, np. zmianę struktury czy wydłużenie poziomów blindów.

Zwycięzcą Poker Fever CUP został Jakub Knapik. Do jego kieszeni powędrowało ponad 140.000 CZK. To ciągle duża kwota (deal), ale najmniejsza w historii zwycięzców tego turnieju, co tylko pokazuje, że warto zastanowić się nad odświeżeniem formatu Poker Fever CUP.

Poker Fever Series: Jakub Knapik wygrywa Poker Fever Cup!

High Rollery

Z eventów High Roller za 15.000 CZK i Super High Roller za 30.000 CZK organizatorzy cyklu mogą być zadowoleni. Dopisała frekwencja. W droższym turnieju udało się nawet poprawić liczbę wpisowych w stosunku do inauguracyjnej edycji. Co ciekawe na pulę w dużej mierze zapracowali Czesi, których w turnieju zagrało znacznie więcej niż Polaków. Zwycięzcą High Rollera został Michał Urbański, a Super High Rollera wygrał Ondřej Goetz, który w heads-upie pokonał Piotra Kuszczaka.

Michał Urbański
Michał Urbański – zwycięzca eventu High Roller

Polacy, którzy mogą sobie pozwolić na udział w turnieju za 30.000 CZK, sygnalizują, że chcieliby, aby SHR był turniejem dwudniowym. Przychylam się do tej propozycji, bo właśnie w tej zmianie upatruję szansy na rozwój tego eventu. Teraz mieliśmy 50 wejść z groszkiem, a jestem przekonany, że i 80 jest możliwe. Myślę, że w tej sprawie również warto będzie wsłuchać się w opinie pochodzące bezpośrednio od graczy.

Main Event

Ostatecznie w Main Evencie uzbierało się 1.038 wpisowych (765+273). Do obronienia puli gwarantowanej zabrakło dosłownie kilku rejestracji. Troszkę jestem zaskoczony tym wynikiem, bo widziałem jakim zainteresowaniem cieszą się satelity online. Widziałem również na własne oczy tłumy przy pokerowych stołach, dzikie tłumy. Liczby jednak pokazały co innego.

O rezultacie turnieju głównego wspominałem już na początku niniejszego artykułu. Po raz kolejny zwyciężył gracz z Czech, a naszym pokerzystom paliwa starczyło tylko do semi-FT. Wtedy to Polacy zaczęli seryjnie odpadać, a do finału dostał się już tylko Mateusz Łuniewski.

Jakub Padych – mistrz Main Eventu Poker Fever Series

Main Event po raz pierwszy został rozegrany w nowej formule – z harmonogramu wycięto jeden dzień. Bałem się tego eksperymentu, bo nie wiedziałem, właściwie to nikt nie mógł przewidzieć, ile godzin będzie trwał dzień drugi oraz finałowy. Wyszło wszystko bardzo zgrabnie, bo w obu przypadkach skończyliśmy pracę ok. godz. 2:00. Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt wprowadzonej zmiany – uniknęliśmy poczucia „pustki”, jaka panowała zawsze przy stole finałowym. Do tej pory finał odbywał się w dniu, w którym 95% graczy opuściła już kasyno. Teraz było trochę więcej wrzawy, trochę więcej ruchu na sali i myślę, że wizerunkowo nawet to lepiej zagrało.

Nowa sala turniejowa

Marcowy festiwal był pierwszym przystankiem serii, na którym zadebiutowała nowa sala do gry z 16 stołami. W nowym miejscu odbywał się dzień 1C oraz dzień finałowy Main Eventu, a także turnieje High Roller. Można się cieszyć, że kasyno Go4Games rozrasta się i jest w stanie organizować eventy coraz większej rangi.

Na przyszły raz warto zaopatrzyć się w jakąś bluzę, ponieważ klimatyzacja działa w tym pomieszczeniu w dziwny sposób. Są miejsca, w których nie można wysiedzieć z gorąca (jeden z graczy nawet źle się poczuł z tego powodu), ale są i takie, gdzie panuje straszny mróz. Nie wiadomo, w które miejsce rzuci Was los, dlatego zawsze miejcie pod ręką coś, co można w łatwy sposób zarzucić na grzbiet.

Po raz pierwszy w historii wszystkie eventy Poker Fever zostały rozegrane na jednym poziomie kasyna. Dla mnie jako reportera było to ogromne ułatwienie pracy, bo nie musiałem biegać po trzech piętrach, co samo w sobie było już męczące, a do tego uciążliwe, bo w każdym z tych miejsc zazwyczaj panowała inna temperatura, a ciągłe przeskakiwanie ze strefy ciepłej w zimną i odwrotnie nie było dobre dla mojego zdrowia.

Okiem reportera

W czasie finału Main Eventu, gdy trwał stream, czytałem przez chwilę to, o czym pisaliście na czacie w trakcie relacji i powiem Wam, że byłem zaskoczony tym, co tam ujrzałem – jakieś posądzenia o „kółka wzajemnej adoracji” itp. Zrozumcie proszę to, że siłą rzeczy pisze się o osobach, które się zna, które pojawiają się na festiwalu już po raz któryś, których nicki się pamięta. Nie ma to żadnego związku z sympatiami, antypatiami i faworyzowaniem kogokolwiek. W najbliższych dniach napiszę osobny artykuł odnośnie tego, jak wygląda praca turniejowego reportera, jakie mamy założenia, co jest naszym priorytetem etc. Myślę, że wiele rzeczy się wyjaśni i zobaczycie, dlaczego nasza praca wygląda tak, a nie inaczej i dlaczego ktoś mógł zostać pominięty w relacji.

Szpaq
Szpaq

Jeśli już o pracy jest mowa, to włożyliśmy w ten festiwal, jak w każdy, który razem z Jackiem Danielsem relacjonujemy, mnóstwo energii. Wiele dni pracy kończyło się grubo po godzinie 3:00-4:00 nad ranem. Dla nas oznaczało to przebywanie po 15-17 godzin na sali i bardzo mało snu. Pojawiło się zmęczenie, które wraz z wysoką temperaturą dało znać o sobie. Pewnie tego nie wiecie, ale podczas fotografowania Jack musiał kilkakrotnie przytrzymać się krzesła, żeby najzwyczajniej w świecie nie zemdleć i nie przewrócić się na ziemię. Raz nawet upadł na plecy – „Doro, nogi zrobiły mi się jak z waty” – a potem za każdym razem musiał się mocno pilnować. Jeśli ktoś myśli, że to jest łatwa robota, ten po prostu nic nie wie na temat tej pracy.

Bardzo cieszę się, że na festiwalu pojawiło się wiele pań. Odsetek pokerzystek wśród wszystkich graczy nadal jest bardzo niewielki, ale odnoszę wrażenie, że panie coraz chętniej włączają się do pokerowej rywalizacji. I to było widać podczas marcowego festiwalu. Namawiajcie swoje żony, dziewczyny i koleżanki do tego, żeby przyjeżdżały razem z Wami do Ołomuńca. Poker na żywo to naprawdę fajna gra. Pozdrawiam z tego miejsca Amalio, Anię, Tamarę, Sabinę, Anetę, Malinkę, Olbrzymka i inne panie, które przyjechały na Fevera. Zapraszam do powrotu do stołów w trakcie kolejnych edycji. Swoją drogą wysyłam wyrazy uznania w kierunku Olbrzymka, która z pań zaszła najdalej w Main Evencie, zdeepowała ten turniej i ukończyła grę na miejscach płatnych.

Olbrzymek
Olbrzymek

Co zapamiętam z ostatniego festiwalu?

To, co zapamiętam z tego przystanku, to zwycięstwo Michała Urbańskiego w High Rollerze. Bardzo kibicowałem temu graczowi, bo po prostu go lubię, m.in. dlatego, że Michał zdrowo potrafi ocenić swoje pokerowe umiejętności. On wie, że nie jest żadnym zawodowcem, że gra amatorsko i wiele mu brakuje do najlepszych graczy na sali. Tym bardziej cieszy mnie jego sukces, który osiągnął w konfrontacji z bardzo trudnymi przeciwnikami. To już któryś raz, kiedy Czarny pokazuje się z dobrej strony podczas festiwalu Poker Fever – teraz udało mu się sięgnąć po zwycięstwo. Cieszę się jego sukcesem.

Podoba mi się postawa kilku graczy, których ciągle widziałem z żetonami. Chciałbym wyróżnić tutaj Brylanta i Jazona. Odniosłem wrażenie, że Ci dwaj pokerzyści grali bardzo solidnie przez większość czasu i zawsze mieli przed sobą duże stacki. Moje odczucia w tym temacie zbieżne są z oficjalną klasyfikacją punktową na gracza roku – Tomasz „Brylant” Wójcik znajduje się na czele rankingu, a Wojciech „Jazon” Marzec zajmuje 9. miejsce. Śledźcie ten temat, bo już w przyszłym tygodniu ujawnione zostaną nagrody dla zwycięzców tej klasyfikacji, a wróble ćwierkają, że te zapowiadają się nadzwyczaj okazale.

Jestem także pod wrażeniem występu Japka, który ogrywa się gdzieś tam na Legalnym Pokerze w turniejach za 30 zł, a tutaj wypłynął na szerokie wody i nie zatonął. I wcale nie mówię tutaj o jego wygranej w evencie All-in of Fold, bardziej o deepie w turnieju High Roller. Brawo! Kejku tym razem nie zagrał w Poker Fever Adventure, siłą rzeczy nie mógł go po raz kolejny wygrać, ale uważam, że był on zaledwie o jedną kartę od wygrania Mastersa – ostatecznie skończyło się na trzecim miejscu. Ten młody pokerzysta zawsze na Feverze osiąga jakiś dobry wynik – nie inaczej było i tym razem. Zauważyliśmy z Jackiem, że młodzi gracze odgrywają coraz większą rolę na festiwalach PFS.

Japko - zwycięzca turnieju All-in or Fold
Japko

Jeśli chodzi o rozdania, które zapamiętam, to w głowie mam to, co Jiri Horak zrobił w turnieju OFC w starciu ze Stakiem. Polak mógł pokusić się o obronę tytułu mistrzowskiego, jednak jego szanse na wygraną gwałtownie zmalały po tym, jak w jednym rozdaniu, gdy w turnieju pozostali już tylko Robert Hana, Jiri Horak i On, Czech zabrał mu 75 punktów! Nie zapomnę również zdegustowanej miny Zbyszka po tym, jak Czech sprawdził jego all-in z 95o, od razu trafił dwie pary i wyeliminował naszego gracza z turnieju (AQ).

Niestety nie da się nie wspomnieć o tzw. „środzie popielcowej”. Co się raz zobaczyło, tego się już nie da się „odzobaczyć”… Mam nadzieję, że już nigdy taka sytuacja się nie powtórzy. Bawmy się w trakcie festiwalu, pijmy alkohol, jeśli chcemy, ale trzeba jednak zachować umiar, bo robi się w pewnym momencie niesmacznie. Tak też było w pamiętną środę.

A Wy jakie macie przemyślenia odnośnie ostatniego przystanku Fevera?

PPPoker