W swoim życiu zdarzyło mi się raz na jakiś czas bywać na domowej imprezie, która kończyła się na stole pokerowym. Niektórzy kończyli także pod nim, ale to już inna historia. Pamiętam, że zawsze trochę mierziło mnie to, że na koniec gry każdy zawodnik (poza tymi spłukanymi) musiał dać organizatorowi gry symboliczne 10zł na pokrycie kosztów organizacji spotkania. Nitowi w mojej głowie nie podobało się to, że ktoś zgarnia ode mnie kasę za to, że po prostu u niego siedzę. Przecież gdy idę do kumpla to nie płacę mu za światło i wodę, gdy nie daj Boże myjąc ręce zachce mi się zrobić to przy zapalonym świetle..

Kilka lat później patrzę na to trochę inaczej. Głównie dlatego, że sam kilka razy robiłem taką grę u siebie i wiem ile zadymy, sprzątania i syfu jest po każdej takiej imprezie. Ludzie niestety rzadko wykazują tendencję do utrzymywania porządku, a alkohol bynajmniej nikomu w tym nie pomaga.

Jeśli więc kogoś bardzo boli płacenie to niech weźmie pod uwagę jak wygląda pokój po grze i ile czasu organizator musi potem doprowadzać go do ładu jeśli mieszka tam ze swoją rodziną, a gra nie toczy się w garażu. Wszystko ma swoją cenę, a karty i żetony nie są niezniszczalne i kiedyś trzeba będzie zainwestować w nowy sprzęt. Mając to na uwadze myślę, że nawet samemu warto zaproponować na forum graczy, że zrzutka po grze mogłaby Wam posłużyć. Warunkiem jest oczywiście to, aby gospodarz był osobą normalną, która zaraz po grze nie puszcza kasy ze „świnki” „przelewem”..

Przy regularnej organizacji gier nie trzeba tak wielu spotkań, aby uzbierać nawet na przyzwoity stół, a znam wiele osób, które bardzo lubią karty, ale spotkania toczą się przy kuchennym blacie zaścielonym jakimś pluszowym kocem z biedronki :) Drobnych składek nie odczujecie i łatwiej będzie Wam rozliczyć pod koniec pieniądze, jeśli drobne dorzucicie biednemu właścicielowi zrujnowanego pokoju na potencjalny remont. Jak mówiłem kwoty te mogą być naprawdę drobne. W kasynie nie gralibyście przecież za darmo, a i tu i tam ktoś musi po Waszym wyjściu doprowadzić miejsce do ładu. Czasem drobna nawet suma daje nam zachętę to tego, aby ponownie zaprosić znajomych i po raz kolejny pobawić się przy stole w pokera.

Podsumowując stwierdzę, że kocham domowy rake. To jak podatek, ok, macie rację ale przynajmniej płacę go wtedy, gdy karta dobrze mi poszła i wiem, że wykorzystany zostanie lepiej niż przez wszyscy wiemy kogo.

Peace :)

Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.