Jason Mercier na tegorocznym festiwalu World Series of Poker (WSOP) radzi sobie po prostu obłędnie, choć królem wielkich stacków w dniu finałowym jest Matt Glanz. Wielu pokerzystów zadaje sobie pytanie czy doskonałe występy Merciera i forma Glanza oraz innych pokerzystów to w jakimś stopniu zasługa side betów zawartych z innymi zawodnikami czy tylko czysty traf.

jason mercier motivation tableSukces bez zaskoczenia

Zazwyczaj gracze, którym dobrze idzie stoją w centrum zainteresowania mediów, co jeszcze bardziej ich napędza. Zeszłe lato przykładowo należało do Briana Hastingsa, chociaż w wyścigu o miano gracza roku prześcignął go ostatecznie Mike Gorodinsky. Oczywiście nie bez znaczenia jest tu zwykła wariancja i los; sporo zawodników rokrocznie gra bowiem kilka lub nawet kilkanaście eventów, więc w końcu któremuś musi się udać zdobycie kilku bransoletek lub miejsc płatnych i staje się wtedy bohaterem lata. Czy aby na pewno jest to tylko łut szczęścia? Czasem bowiem ktoś już przed startem festiwalu zapowiada się na zwycięzcę turniejów. Tak jest z Mercierem w tym roku i podobnie sprawa się miała z Hastingsem w roku ubiegłym. Nie inaczej wyglądała sytuacja z Philem Ivey’im w czasie WSOP 2009.

Dodatkowa zachęta

Motywacja swoją drogą, ale istnieje jeszcze inny powód dla którego ktoś, kto się zakłada statystycznie powinien wygrać więcej turniejów. Po pierwsze taka osoba zarejestruje się do większej liczby eventów, podczas gdy inni będą odpoczywać pomiędzy nimi. Drugi powód to ten, że wygrane z side betów często przekraczają kwoty, które mamy do zdobycia w grze. Jest to więc sytuacja, w której wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Gracze nabierają specyficznej swobody, liczy się tylko triumf, więc grają nie zważając na bubble i to ile jest wypłacane za siódme czy tam szóste miejsce.

Motywacja, a zakłady o inne rzeczy

Oczywiście pokerzyści nie zakładają się tylko o swoje wyniki w pokerze. Fizyczne wyzwania, zazwyczaj z elementem wytrzymałościowym w tle to nieodzowny element pokerowej kultury. Z moich obserwacji wynika, że ludziom zazwyczaj udaje się wygrać takie zakłady jeśli już zdecydują się na ich przyjęcie. W końcu mało kto podejmuje się czegoś, co przerasta jego siły, a człowiek zna możliwości swojego ciała lepiej niż ten kto oferuje pieniądze za wykonanie danego challenge’a.

Turniejowa harówka

Osoby, które grają tylko na stołach cashowych lub uczestniczą w szybkich, jedno-nocnych turniejach w lokalnym klubie nie rozumieją często jakim maratonem potrafi być event WSOP. Większość turniejów trwa tam przynajmniej trzy dni, a te dni z kolei ciągną się po 12 godzin, wliczając w to przerwy. Dotarcie do dobrego miejsca wymaga więc od pokerzysty tyle samo czasu co przeciętny pracownik spędza w pracy w ciągu tygodnia.

Nawet jeden taki event potrafi być bardzo meczący dla przeciętnego zawodnika. Turniejowi specjaliści są wprawdzie przyzwyczajeni do długich sesji pokera, ale WSOP to trudny chrupek do zgryzienia. Trwa miesiąc, bez przerwy, no chyba, że odpuścimy kilka eventów. Ci którzy ścigają się o bransoletki mają jeszcze trudniej, bo każdego dnia rozgrywanych jest kilka turniejów i po odpadnięciu z jednego musimy nierzadko pędzić na późną rejestrację do kolejnego.

Leniwy Leon

Przy tak napiętym harmonogramie nawet najbardziej wytrwali gracze w pewnym momencie mają już dosyć gry. Koncentrowanie się podczas tych rozdań, w których jesteśmy zaangażowani to jedno, ale ciągłe skupienie na tym co się dzieje na stole celem maksymalizacji swoich wyników to bardzo trudne zadanie. W eventach na żywo fizyczne telle mają bardzo duże znaczenie i jeśli nie obserwujesz przeciwników to nie zauważysz ich charakterystycznych zachowań. Wszyscy dobrzy gracze wiedzą o tym, ale wątpię, aby w 100% przypadków skupiali się na tym co dzieje się na stole, zwłaszcza jeśli chodzi o długi, miesięczny festiwal pokerowy.

źródło: parttimepoker

Wesker
Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.