Prawy baner homepage 160×600
Lewy baner homepage 160×600

Dzień, w którym okazało się, że „Jezus” mnie nie kocha

Chris Ferguson jesus

Każdy kto pracuje w pokerowej branży od dłuższego czasu, bez względu na to czy jako pokerzysta, organizator turniejów, agent, promotor, reporter czy inna osoba medialna zna pewne fakty i historie, którymi z pewnych względów nie może się podzielić. Dzisiaj mamy to szczęście, że jeden z redaktorów strony hard boiled poker postanowił podzielić się swoim sekretem:

„Niektóre opowieści trzymamy dla siebie, bo zawierają pewne “delikatne” informacje, które nie nadają się do druku. Inne mogłyby narazić na szwank czyjeś dobre imię czy też jego obecną karierę. Jeszcze więcej sekretów to historie, które mogłyby postawić w złym świetle opowiadającego lub samych bohaterów opowieści, którzy naszym zdaniem na to nie zasługują.

phil collins jesus chris fergusonPrzez lata pracy w mediach zbiera się sporo opowieści ze świata pokera, które wędrują do szuflady. Dzisiaj jednak opowiem Wam jedną z nich. Zazwyczaj nie było jakoś na nią czasu, a teraz mamy wakacje i sposobność jest ku temu lepsza.

Gdy po raz pierwszy pojechałem na World Series of Poker jako reporter PokerNews w roku 2008 byłem nadal zafascynowany całym turniejem. Przede wszystkim dlatego, że wszystko robiło na mnie wrażenie swoim rozmachem i było czymś nowym. Po pięciu czy sześciu latach ekscytacja trochę uleciała, ale zainteresowanie pozostało.

Chris Ferguson, bo o nim jak się domyślacie będzie mowa, nazywany jest czasem “Jezusem” (nickname który przylgnął do niego głownie ze względu na wizerunek, wiecie, broda, długie włosy, taka ogólnie kochana morda). W tamtych czasach był on oczywiście jednym z celebrytów. W 2009 roku jednym z moich pierwszych ogarnianych w roli dziennikarza eventów był warty 2500$ wpisowego turniej pot-limit hold’em/pot-limit Omaha. Grał w nim także Chris ‚Jezus’ Ferguson. Przy stole miał tablet i grał sobie w chińską odmianę pokera, o czym wspomniałem w swoim artykule.

W tamtych czasach nieczęsto widywało się kogoś grającego na stole w jedną a na tablecie w inną odmianę pokera. Chris jednak trochę się nudził, bo był to dzień 1A wspomnianego turnieju. Rok później była to norma, ale wtedy ciekawostka warta wspomnienia. Napisałem chyba wtedy, że dwie odmiany to dla Fergusona za mało (turniej toczył się w PLH i PLO) i trzecią grę musiał dostarczyć sobie sam.

Rok wcześniej organizatorzy WSOP wprowadzili wyraźne zasady dotyczące tego jakie urządzenia są dopuszczalne przy stole pokerowym w trakcie turnieju, ale nikt się tym wtedy nie przejmował.

Teraz opowiem Wam coś czego wtedy postanowiłem nie ujawniać.

Następnego dnia pojechałem znowu do kasyna Rio, bo znajomy powiedział mi, że Chris Ferguson nie był zbyt zadowolony wzmianką o chińskiej odmianie pokera. Nie wiedziałem czy chodziło o moje wiadomości relacjonowane na żywo czy o listę zakazanych urządzeń, ale wydawało mi się, że o to drugie. Chrisowi nie spodobało się to na tyle, że zwrócił się w tej kwestii do przedstawiciela WSOP Jeffreya Pollacka.

Dzisiaj już nie kojarzę wszystkiego tak dokładnie, ale pamiętam, że Chris Ferguson mówił o tym, że WSOP nie powinno pozwalać dziennikarzom wtykać nosa w nie swoje sprawy. Padło też ostrzeżenie o odebraniu mi licencji reportera. Koniec końców Chris usłyszał co chciał usłyszeć i sprawa odeszła w niepamięć. Mnie zapewniono natomiast, że wykonałem swoją pracę dobrze i nie muszę się niczym przejmować.

Powiedziano mi też, że Chris i ja pewnie polubilibyśmy się, bo mamy podobne charaktery i zainteresowania. Nie muszę chyba dodawać, że nigdy nie szukałem okazji, aby się o tym przekonać. Wiecie, ta kochana morda.. 🙂

Nie wspominałem nikomu o tym, bo byłem trochę zażenowany, choć może nie powinienem być. Jako dziennikarz staram się zawsze pozostawać w cieniu i zdecydowanie unikam negatywnych komentarzy. W tamtym czasie wolałbym napisać, że Ferguson mnie polubił niż, że zrobiłem coś, aby go wkurzyć.

Historia wróciła do mnie po tym jak Ferguson zjawił w tym miesiącu na festiwalu WSOP. Zapytany o swoją nieobecność i odczucia związane z tym co stało się z Full Tilt Poker, cały czas powtarzał “Przyjechałem tu tylko po to, aby grać w pokera.” Trochę przypomniało mi to rok 2009 kiedy nie chciał, aby cokolwiek pisano o nim poza tym, że gra w evencie.

Co ciekawe Ferguson w tegorocznym WSOP zajął już 7 miejsc płatnych, a w miniony weekend zdobył czwarte miejsce na jednym z turniejów. Jego obecność na finałowym stole wywołała lekkie poruszenie, o czym wspomnienia nawet serwis PokerListings. Zapytano go ponownie czy zamierza przeprosić pokerową społeczność na co odparł “Nie wiem o czym mówicie. Bez komentarza” i odszedł od reporterów.

Howard Lederer także zawitał na WSOP, a przed swoim przyjazdem przeprosił graczy za to co się stało. Przebaczenie nie przychodzi jednak tak łatwo, zwłaszcza gdy występek jest spory i wiele osób patrząc na niego czuło się tak jakby jakiś facet zapisał się do eventu wyłącznie dla pań. Uważnie obserwowano też to jak mu idzie. Tak samo było w przypadku Fergusona, a uwaga skupiona na nim na finałowym stole to tego doskonały przykład.

Wypowiedź Lederera sprawiła, że niejeden zaczął zastanawiać się na jego szczerymi intencjami, ale Ferguson bez dwóch zdań bardzo szczerze odżegnał się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za Czarny Piątek i skandal z Full Tilt Poker.

Chris Ferguson nie budzi w pokerzystach zbyt pozytywnych uczuć, a jego sukcesy na WSOP jeszcze bardziej drażnią graczy. Ja nie jestem tym jednak jakoś specjalnie przejęty czy zaskoczony. Już dawno odkryłem bowiem, że ten “Jezus” mnie nie kocha.”

źródło: hardboiledpoker

Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera 🙂 W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych 🙂