Jutro wyjeżdżam na Poker Fever i z racji przedfestiwalowej krzątaniny – pranie, sprzątanie, gotowanie – nie będę już dzisiaj publikował większej liczby tekstów, ale jeszcze przed wyjazdem chciałem się z Wami podzielić pewną myślą, która zrodziła się w mojej głowie po okresie intensywnego cashowego grindu: dobrze jest dać się czasem wyblefować!

Główną zasadą, którą powinniśmy wyznawać, gdy siadamy do pokerowej rozgrywki, jest wyłączenie jakichkolwiek emocji i odsunięcie na bok mniej lub bardziej wybujałego ego. Dzięki odseparowaniu naszego „ja” od tego, co dzieje się przy stole, łatwiej jest nam zachować jasność myślenia. Nie przejmujemy się rezultatem finansowym; nie bierzemy do siebie tego, że jakaś aggro-małpa 3-betuje nas za każdym razem, gdy otwieramy akcję z późnej pozycji. Owszem, niektóre sytuacje mogą nas drażnić, przez co jesteśmy zmuszeni poszukać skutecznych kontrstrategii, jednak nie robimy tego w afekcie, czy pod wpływem impulsu, ale świadomie wprowadzamy drobne korekty do naszego planu gry.

Każdy z nas powinien go mieć. Jest to narzędzie, które trzyma w ryzach wszystkie ruchy, jakie znajdują się w naszym pokerowym repertuarze. Korzyści płynące z posiadania planu gry są nie do przecenienia, jednak w kontekście niniejszego artykułu chciałbym skupić się konkretnie na jednej: plan gry jako drogowskaz, który wywabia nas w opresji w trudnych sytuacjach.

Im częściej nasze zagrania mieszczą się w określonych przezeń ramach, tym dla nas korzystniej. A gdy przyjdzie nam zmierzyć z sytuacją bardzo złożoną, na którą nie mamy gotowej odpowiedzi, nie musimy rzucać monetą, aby podjąć właściwą decyzję. Wybierając tę, która będzie najbliższa naszemu pierwotnemu planowi gry – przy założeniu, że jest on rozsądny – w długim okresie zyskamy najwięcej EV. W ten sposób doszliśmy do sedna niniejszego artykułu, do pytania, które postawiliśmy sobie na początku.

Dlaczego dobrze jest dać się czasem wyblefować?

Jeśli trzymamy się założenia o nieangażowaniu się emocjonalnie w wydarzenia przy stole, nie powinniśmy mieć najmniejszego problemu z przełknięciem tego, że ktoś nas wyblefował. Jestem przekonany, że zrzucenie najlepszego, acz marginalnego układu – od czasu do czasu i tu i tam – w długim okresie przyniesie nam więcej korzyści niż szkody, o ile decyzja o foldzie miała swoje uzasadnienie w planie gry lub, gdy sytuacja była bardzo niecodzienna, wynikała z rozszerzenia – ekstrapolacji – jego bazowych założeń.

Powyższe stwierdzenie będzie miało największe zastosowanie w grach, w których rywale posługują się standardowym planem na grę, a z takimi mamy do czynienia na mikrostawkach. Przeciwnicy, z którymi spotykamy się w tych grach, najczęściej grają na tyle szczerze i według standardowego zbioru zagrań, że ewentualne błędne – w kontekście danego rozdania, a nie planu gry – foldy nie doprowadzą do tego, że ktoś zacznie wykorzystywać nasze nadmierne foldowanie.

Gdy filtruję swoją bazę rozdań – gram na stawkach od NL2 do NL25 – po sytuacjach, w których pula jest spora w relacji do wysokości stacków, a rywal stawia duży zakład polaryzujący go do zakresu nuts lub całkowity blef, program wypluwa mi większość wpisów „na czerwono”. Taka jest już natura mikrostawek, na których okazjonalnie powinniśmy wyłapywać blefy z marginalnym showdown value.

Straciłem bardzo dużo pieniędzy tylko na tym, że postanowiłem zrobić odstępstwo od bazowego planu gry. Nie robiłem tego na tzw. czuja, ale w oparciu o: wskazania HUD-a; implikacje wynikające z pozycji, na których toczyła się rozgrywka; kombinacje; blockery i mimo wszystko to ja najczęściej notowałem straty.

Marginalne sprawdzenia w dużych pulach w bardzo negatywny sposób wpływają na nasze wyniki, gdyż z założenia są -EV. Gdy się powiodą, czujemy się świetnie i szukamy na Naszej Klasie numeru telefonu do Toma Dwana, żeby zaprosić go do przyjazdu do miasta. Gdy jednak przegrywamy, a biorąc pod uwagę specyfikę gier na mikrostawkach, tak się najczęściej dzieje, to jesteśmy skazani na druzgocącą klęskę. Matematyka jest nieubłagana i graczom, którzy wygrywają wiele małych pul, aby potem oddać jedną lub kilka bardzo dużych, jest w stanie zaoferować, i to przy bardzo optymistycznym scenariuszu, jedynie wyjście na zero. Najczęściej jest to jednak…

Podsumowanie

Jeśli działacie w środowisku, którego najlepszym odzwierciedleniem są współczesne mikrostawki, trzymajcie się podstawowego planu gry. Jednym wielu założeń tego planu jest polityka odnośnie marginalnych sprawdzeń w dużych pulach. Powinna ona brzmieć mniej więcej w ten sposób:

Prawie nigdy, bardzo rzadko, okazjonalnie wyłapujmy blefy po dużych zagraniach z marginalnymi układami.

Decydujmy się na call wyłącznie wtedy, gdy historia, którą opowiada nasz rywal, wydaje się absolutnie niespójna, jego HUD pokazuje całkowity „bałagan na strychu” i – chyba najważniejsza przesłanka – zaobserwowaliśmy wcześniej, że ten gracz, mówiąc kolokwialnie, potrafi mocno odpieprzyć.

Najwspanialsze w tej sytuacji jest to, że jeśli od czasu do czasu wyrzucicie najlepszy układ, to nic wielkiego się nie stanie. Wasi rywale nie są na tyle świadomi, żeby wywnioskować, że są w stanie wystarczająco często wygonić Was z rozdania dużymi betami, aby notować automatyczny zysk.

Pamiętajcie – w większości przypadków to są value bety, a nie blefy!