Jak dla mnie to mogłoby tak zostać…

Mam na myśli to, w jaki sposób w ostatnich tygodniach zmieniło się nasze życie.

W żaden sposób nie bagatelizuję tego, z czym obecnie się wszyscy zmagamy, ale dostrzegam również pozytywy, które przyniosła nam kryzysowa sytuacja związana z epidemią koronawirusa. Dzięki rygorystycznemu podejściu do kwestii higieny kilka spraw obecnie funkcjonuje znacznie lepiej niż w erze „przed”.

Dlaczego na co dzień sklepy nie mogą zadbać o to, żeby pieczywo sprzedawane luzem było pakowane przez obsługę w woreczki? No krew zalewa mi oczy, jak widzę, jak buszujące po sklepie dzieciaki dotykają, co popadnie, a wcale nie lepiej potrafią zachowywać się ich starsze koleżanki, wszelkiej maści „bereciary”, które nie opuszczą sklepu, dopóki nie wymacają swojej wymarzonej bułki. To nic, że ręce krystalicznie czyste, bo przed chwilą trzymały różaniec, skoro na nich i tak miliony, co z tego, że świętych, zarazków. Jeśli miałbym kupować pieczywo w takim sklepie, to wolę stan obecny. A najlepiej i tak udać się do piekarni.

Za cudowne następstwo epidemii uważam również konieczność zachowania odległości między ludźmi przy sklepowych kasach (w komunikacji publicznej itp.). Aby uzyskać pożądany efekt, nie trzeba nawet komunikować rewolucyjnych zmian. Wystarczy pod osłoną nocy nalepić kilka dużych kropek w newralgicznych miejscach, co obecnie zrobiło kilka sklepów, jakie niedawno odwiedziłem, a następnie przez kilka dni stanowczo wymagać od klientów, aby stosowali się do nowego usprawnienia. Szybko się do tego przyzwyczają. Dosyć wjeżdżania koszykiem w dupę, bo baba-czołg musi oczyścić przedpole, żeby na taśmie położyć kefir i nowe wydanie „Hola, Hola”. Przepustowość wcale się nie zmniejszy, a człowiek ze składu wychodzi mniej wk… Win-win.

Rekomendowane płatności zbliżeniowe kartami to kolejna rzecz, która mogłaby wejść na stałe do codziennej rutyny sklepowej. Zero kontaktu, zero przenoszenia syfu, który ochoczo gromadzi się na podobiznach królów i książąt polskich, błagających o kąpiel, która, jak wiemy, nigdy nie nadejdzie. Komu by to przeszkadzało? Mamy XXI wiek i jeśli emerytury i renty przelewa się na konto, to i seniorom można by – oczywiście w PKO lub jakieś toruńskiej instytucji finansowej, która jeśli nawet nie istnieje, to szybko zostałaby w tym celu powołana – kazać wyrobić kartę i wytłumaczyć, ze tutaj się tylko przykłada i gotowe. Nie ma szukania okularów, przeliczania drobnych; mniejsze też prawdopodobieństwo pospolitego oszustwa.

Mamy tu wszystko, czego mieć nie chcecie

Jeśli chodzi o branżę hazardową, to myślę, że też można by co nieco poprawić w erze „po przejściu wirusa”. Kojarzycie pewnie takiego stałego gościa w fabryce pokera w Rozvadovie, którego zwą Magic Man? Jestem przekonany, że tak. Charakterystycznym atrybutem tego zawodnika są rękawiczki, jakich w czasie swoich występów używają sztukmajstrowie. Zastanawiałem się kiedyś, czy to taka tylko jego poza, czy może ten jegomość po prostu dawno widział to, czego gołym okiem nie widać, a co dopiero uzmysłowiła nam wirusowa zawierucha? Nie wiem, równie dobrze może mieć po prostu np. problemy skórne.

Magic Man

Myślę, że syf gromadzący się na banknotach to pikuś przy tym, co można znaleźć na pokerowych żetonach. I wszyscy tego dotykaliśmy jeszcze niedawno, i nikt nie miał oporów i większej refleksji na ten temat. A ciekawy jestem, czy każde kasyno dba o swoje żetony w sposób, jaki za promocyjnym filmie zaprezentowało kasyno Commerce z Los Angeles. Drodzy parafianie, może Was zmartwię, ale bardzo w to wątpię. Inna sprawa, jak często stosuje się takie oczyszczające kąpiele?

Nietrudno mi sobie wyobrazić sobie to, że w nowej erze zmieni się podejście do obcowania z żetonami. Myślę, że rękawiczki materiałowe wyglądałyby śmiesznie na rękach pokerzystów, ale jakieś lateksowe, ultracienkie osłonki po pierwsze wcale by się mocno w oczy nie rzucały, a po drugie nie krępowałyby ruchów. Osobiście uważam, że to kierunek, w którym społeczność powinna podążać. Jeśli jesteście przeciwni, to poczytajcie sobie o tym, jakie choroby mogą wywoływać bakterie moczowe czy kałowe, jak i wirusy, które gromadzą się na telefonie, a chwile później przenoszone są na żetony. Zwykły kondom się nawet nada. Z braku laku i kit dobry.

Myślę również, że jeśli na bramce do kasyna – ogólnie do pomieszczeń zamkniętych, w których gromadzą się ludzie – zawsze stałaby osoba ze zbliżeniowym termometrem, też nikomu by korona z głowy nie spadła, a osoby z gorączką po prostu nie otrzymywałyby pozwolenia na wstęp. Bardzo łatwo wprowadzić takie rozwiązanie, które w mojej opinii byłoby w długim okresie bardzo korzystne dla społeczności. A weźmy pod uwagę, że takich sytuacji, jak z obecną epidemią koronawirusa, będzie z każdym rokiem coraz więcej (oczywiście nie każde zagrożenie będzie tak poważne). Nie straszę, ale właśnie tak to widzę.

Podsumowanie

Epidemia w skali, z jaką nasze pokolenie nie miało nigdy do czynienia, sprawia, że jako społeczeństwo zmuszeni jesteśmy do przeorganizowania sposobu, w jaki żyjemy. Zagrożenie wirusem już zmieniło nasze życie, a jestem przekonany, że zakres tych zmian będzie ogólnie bardzo głęboki. Obecnie ludzkość, jak dobry pokerzysta w trakcie gry, próbuje się dopasować do swojego rywala. I jak przy grze w pokera wygra ten, który będzie potrafił zrobić to szybciej i lepiej.

Warto patrzeć na te codzienne usprawnienia pod kątem możliwości ich wprowadzenia na dłużej, nawet po ustaniu zagrożenia epidemiologicznego. Jeśli coś działa lepiej, to czemu tego nie stosować? Nie bądźmy leniwi, a z kryzysu wirusowego wyjdziemy mniej poobijani, a i przyszłość kreować będzie się dla nas w jaśniejszych barwach. Kierując się zdrowym rozsądkiem, nie możemy przegrać.

Deal