Historia o tym, jak operator spod szyldu czerwonego pika pokazał mi środkowy palec.

Ciągle szukam, próbuję, staram się korzystać z rozwiązań dla mnie najbardziej efektywnych. Musiałem zrobić taki wstęp, bo pewnie wielu z Was nie uwierzyłoby mi w to, że od jakiegoś czasu regularnie grałem na PokerStars. Wielu rzeczy mógłbym się spodziewać, ale nie tego – a jednak. Starsy przyciągnęły mnie tym, że zaoferowały mi challenge dający po jego ukończeniu 40% rakebacku. Biorąc pod uwagę, że ten operator pozwala na korzystanie z HUD-a, skorzystanie z tej propozycji było czymś oczywistym. Ja zrobiłem swoje – Starsy wywiązały się z danej obietnicy. Win-Win.

Gdy brałem udział w challenge’u, z tyłu głowy ciągle tliła mi się myśl, że żal będzie opuszczać to miejsce, bo jednak gra z HUD-em daje ogromne możliwości. W pewnym momencie nawet machnąłem ręką na ten „brak rakebacku” (to nie do końca jest tak, że nic się nie dostaje), bo dzięki wspomaganiu wygrywałem wystarczająco dużo przy stołach. Podobało mi się również to, że przy stołach była cała masa graczy rekreacyjnych. Wychodziłem z takiego założenia: Ok, nie otrzymuję tyle rakebacku, ile mógłbym, gdybym grał na PartyPoker, ale bez wątpienia możliwość korzystania z HUD-a sprawia, że znacznie lepiej radzę sobie przy stołach; nabieram pewności; łatwiej mi się analizuje historie rozdań. Wiele złego można o PokerStars powiedzieć, ale z drugiej strony nie można im odmówić, że gra się u nich bardzo wygodnie. Byłem o krok od zakotwiczenia na tej platformie na długi czas, gdy nagle operator wykonał ruch, który sprawił, że znowu mam o nim jak najgorszą opinię i ponownie zostałem (pokerowo) bezdomny.

It’s a kind of magic

O magicznych skrzyneczkach PokerStars wie każdy. Kilka lat temu wybuchliśmy śmiechem, gdy niemal w jednym momencie swoje nowe programy lojalnościowe prezentowały takie potęgi jak Poker Stars i PartyPoker. Starsy ucięły większość nagród swoim graczom, a PartyPoker zachowało się zupełnie odwrotnie – zaproponowało prosty system wynagradzania, z rakebackiem wypłacanym tygodniowo, w którym można liczyć na zwrot prowizji do 40%.

Przystępując do challenge’u, chcąc nie chcąc stałem się beneficjentem skrzyneczkowego programu wynagradzania. Szybko przeleciałem przez trzy pierwsze poziomy, aż trafiłem na poziom czwarty i złote skrzynie. Operator wycenił je na 7.500 punktów (każdy wart 1 cent w zapłaconym rake’u), czyli na 75$. Biorąc pod uwagę, że z takiej skrzyni najczęściej wypada nagroda w wysokości 5$ oraz od kilkudziesięciu do kilkuset StarsCoins, które można wymieniać na gotówkę w sklepiku, mogłem liczyć średnio na ok. 9%-10% rakebacku. Mówiąc kolokwialnie, dupy to nie urywało, ale pozwalało zachować „resztki godności”. Liczyło się to, że dzięki HUD-owi, który pomagał mi grać maksymalnym exploitem, „odrabiałem” to, czego nie znalazłem w skrzynkach. Taki układ był dla mnie do przyjęcia.

Nagle stała się dla mnie rzecz niespodziewana: po otwarciu czwartej złotej skrzynki pokazał się pasek postępu, na którym mogłem obserwować „road to the fifth chest”, z tym że PokerStars zmieniło warunki. Tym razem operator już nie chciał, żebym zapłacił za otwarcie skrzyni 75$, tylko podniósł poprzeczkę do 48.500 punktów, czyli – no szlag mnie trafi – do 485$. Powiedzieć, że poczułem się tak, jakby ktoś dał mi brudną ścierą w ryj, to jakby nic nie powiedzieć. W jednej chwili mój rakeback, którego pewnie nie chciałaby nawet Armia Zbawienia, z 10% (w promocji) spadł do 1,5% (również w promocji), a z godności nie pozostało nic. Nie muszę chyba mówić, że wobec powyższego moja przygoda z gwiezdnym roomem dobiegła końca i wrócę tu jedynie wtedy, gdy operator ponownie zaproponuje 40% rakebacku za wykonanie zadania. To biznes – nie ma się co zbyt długo na siebie gniewać…

W tym wszystkim zastanawia mnie i nie daje spokoju jedna rzecz: Czy ja dobrze myślę, że zostałem przez PokerStars ukarany za to, że nieźle radziłem sobie przy stołach? Czy system oznaczył mnie jako rega i z automatu podjął decyzję o tym, żeby zdegradować mnie do rangi nawet nie gównorega, ale gównojada? Czy naprawdę Starsom aż tak zagrażają gracze, którzy są w stanie – może to tylko wpływ pozytywnej wariancji w moim przypadku – regularnie wygrywać?

PokerStars swoim ruchem pokazało mi, że nie jestem u nich mile widziany, a że nie lubię się nikomu narzucać, to rozpoczynam poszukiwanie pokerowego domu. Opcje są trzy: PartyPoker lub RIO, a może w końcu dam szansę Unibetowi?