Czy epidemia koronawirusa, z którą zmaga się obecnie cały świat, może mieć jakieś pozytywne następstwa dla branży pokerowej?

Mistrz Bareja przed niemal czterdziestu laty słusznie zauważył, że nawet awaria jest swego rodzaju okazją… Chyba tak w istocie rzeczy jest. Warto jednak dodać, że nie każdy musi tak samo widzieć daną sytuację. Nieczynna komunikacja miejska jednych może wprowadzić w poważne tarapaty i w konsekwencji doprowadzić do poważnego w skutkach opóźnienia, a inni w zaistniałej sytuacji znajdą powód do świętowania; okazję do tego, aby wziąć udział w obchodach „Dnia Pieszego Pasażera” na pobliskim skwerku. Jak to w życiu: zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Pokerzyści – ta grupa społeczna leży nam najbardziej na sercu – zmagają się obecnie z globalną awarią z koroną w nazwie. Z tego powodu na kontynencie europejskim odwoływane są kolejne festiwale. To niemal pewne, że prędzej czy później gruchnie wiadomość o tym, że po raz pierwszy w historii nie odbędzie się najbardziej prestiżowy festiwal świata, czyli World Series of Poker. I dobrze! Gdy ludzkość zmaga się z poważnym, bo potencjalnie śmiertelnym, zagrożeniem o skali globalnej, nie ma miejsca na organizowanie igrzysk. Czas na pozostanie w okopach i przeczekanie wirusowej zawieruchy.

Ile przyjdzie nam czekać na to, aż ponownie wzejdzie słońce, to tylko Najświętsza Panienka z Gwadelupy może wiedzieć, ale możliwe, że wcale nie wie, a o wszystkim ma pojęcie jedynie jej przełożony. Trzeba zatem założyć, że w najlepszym scenariuszu okres burzy i naporu potrwa kilka tygodni. A ile w najgorszym? Kilka miesięcy? Pół roku? Oby nie. Możemy mieć tylko nadzieję, że żaden bardziej mroczny scenariusz w ogóle nie wchodzi w grę.

Czy z kryzysu wirusowego może wyjść coś dobrego dla branży online?

W tym ciężkim dla branży okresie wielu pokerzystów, którzy na chleb i masło zarabiają w wyłącznie w turniejach na żywo, będzie miało do wyboru albo jazdę na urobku, który zebrali przed uderzeniem wirusa, albo przyzwyczajenie się do klikania w guziki i migrację do świata gier online. To pewnie społeczność liczona w tysiącach osób – mówię tylko o graczach trzymających się ściśle sfery live – jednak, czy z ich przybycia może zrodzić się kolejny pokerowy boom? Nie, raczej nie.

Tak naprawdę skala wzrostu zainteresowania pokerem online zależeć będzie od tego, ile potrwa sytuacja nadzwyczajna. W moim mniemaniu kryzys, którego długość mierzona będzie w tygodniach, przyczyni się jedynie do tymczasowego wzrostu ruchu na stronach. Gdy natomiast stan zagrożenia wydłuży się do kilku miesięcy, to siłą rzeczy odczujemy znacznie większy przypływ nowych graczy – oczywiście nie tylko graczy zawodowych. Część nowych twarzy pojawi się przy stołach online, bo lepszy taki poker niż żaden. Inną grupą imigrantów będą osoby, które siedząc w domu, dopiero odkryją coś takiego jak poker w Internecie.

Poniżej wklejam dane dot. Włoch, czyli miejsca na naszym kontynencie, w którym wirus sieje obecnie największe spustoszenie. W dniach od 22 lutego do 11 marca da się zaobserwować znaczący wzrost ruchu na tym rynku. Jestem przekonany, że ta wzmożona aktywność przynajmniej w jakimś stopniu ma związek z epidemią wirusa i koniecznością pozostania w domu.

Źródło oryg: Poker Industry PRO

Gdybym miał podjąć się jakieś próby, pewnie bardzo niezdarnej, oszacowania tego, o jakich możliwych przyrostach ruchu w grach online mówimy, to strzelałbym, że krótkoterminowo mogłoby to być od 15%, a w wypadku dłuższego kryzysu, do nawet 35% w stosunku do stanu sprzed epidemii. Ciężko w tym przypadku mówić o boomie, ale z pewnością napływ nowych graczy, w tym wielu graczy rekreacyjnych, będzie odczuwalny. To z kolei będzie miało pozytywne przełożenie na dochodowość gier odbywających się online.

live poker vs online poker

Podsumowanie

Bez dwóch zdań negatywne następstwa kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa będziemy odczuwali jeszcze długo po tym, jak zagrożenie chorobą minie.

Jestem jednak zdania, że gdy tylko można, to nawet w trudnych sytuacjach trzeba próbować doszukać się jakiś pozytywnych stron. Nie ja ten świat urządzałem, tak więc nie miejcie do mnie pretensji o to, że nieszczęście jednych często staje się szansą dla drugich. Na epidemii wirusa straciliśmy wszyscy, a w naszej branży bardzo dużo już stracili gracze live. Patrząc z drugiej strony, kryzys związany z aktywnością wirusa może przyczynić się do migracji wielu graczy do rozgrywek online, a przez to tchnąć w ich rozwój nowy i ożywczy impuls.

I tym sposobem, dzięki tej globalnej awarii, pokerzyści mają swój „Dzień Pieszego Pasażera”.

A jak już migrować, to na grubo!

Deal