(fot. PAP/Grzegorz Momot)

Punktem wyjścia do dzisiejszych rozważań są słowa Adama Małysza, który w trakcie swojej pięknej kariery chciał tylko oddawać dwa poprawne, równe skoki. Uważam, że jest to postawa, którą powinniśmy stosować każdego dnia przy pokerowych stołach.

Słowa wielkiego mistrza skoków narciarskich przywołam jeszcze w podsumowaniu niniejszego tekstu. Póki ponownie do nich dojdziemy, to zapoznajcie się z pewnym paradoksem, który na co dzień towarzyszy pokerzystom.

Piękna katastrofa

Grałem niedawno sesję. Zakończyła się ona dla mnie niezbyt pomyślnie. Nic wielkiego się nie stało, bo przegrałem jakieś 3-4 wpisowe. Mimo porażki czułem się znakomicie. Byłem zadowolony, że grałem swoją A-game; cieszyły mnie foldy, o których myślę, że były poprawne; byłem dumny z kilku blefów, które w odpowiednim momencie udało mi się skleić i przepchać. Co więcej, nie miałem problemu z tym, że po jednym blefie, takim dużym, który niestety nie przeszedł, straciłem cały swój stack. Można powiedzieć, że cieszyłem się z pięknej katastrofy, a ujemny bilans sesji zupełnie nie wpłynął na moje samopoczucie. W duchu pomyślałem sobie, że jeśli będę w stanie częściej operować na takim poziomie, to drżyjcie rywale.

Wątpliwe zwycięstwo

A ile razy zdarzyło się Wam kończyć grę na dużym plusie, ale w poczuciu, że obiektywnie patrząc, nie był to udany występ z Waszej strony? W tym miejscu nie namawiam do samobiczowania, ale do refleksji. Warto mieć na uwadze to, że następnym razem szczęście może być chwilowo nieobecne i nie otrzymacie pomocy na czas, a konsekwencje Waszej słabej gry będą przykre. Pieniądze na koncie cieszą – nie powiem, że nie – szczególnie, gdy traktujecie je jako środek przybliżający Was do awansu do gier na wyższych limitach, jednak w długim okresie większą korzyść odniesiemy z tego, że będziemy w stanie obiektywnie ocenić nasz występ i wyciągnąć z tego wnioski, niż z tych kilku buy-inów, które z pomocą wariancji – tak, ona też potrafi pomagać – zaksięgowano tego dnia na naszym pokerowym koncie.

Chris Cairns Cartoons

Kogo stać na stanie przed lustrem?

Wydaje mi się, że na ten bardzo pożądany obiektywizm w większym stopniu stać będzie graczy bardziej doświadczonych, którzy dysponują większymi pokładami samoświadomości. Oni wiedzą, że cała nasza pokerowa kariera to jedna wielka sesja, i że zupełnie nieistotne jest to, jakim wynikiem skończyło się ostatnie 120 minut spędzonych przy stołach. Grunt, że graliśmy dobrze, bo to na dłuższą metę najważniejsze.

Kto nie wie, że potrzebuje lustra?

Z kolei zupełnie inną postawę prezentować będą gracze dysponujący mniejszym bagażem doświadczeń. Dla nich liczy się to, co właśnie przed chwilą się wydarzyło, przez co są niezwykle podatni na tilt. Kilka dodanych buy-inów na koncie to dla nich najlepszy dowód na to, że… Hmm, miałem napisać, że to oznaka tego, że grali dobrze, ale po chwili zastanowienia uznałem, że będzie to nieprawda, a to z prostej przyczyny: Ci gracze w ogóle nie zastanawiają się nad tym, czy grali dobrze, a saldo konta na koncie jest jedynym narzędziem oceny ich gry. Niestety brak tym graczom podstawowej wiedzy i dopóki nie uzupełnią braków teoretycznych, to nie będzie dane im spojrzeć krytycznie na swoje wygrane, ale też i nie zaznają smaku radości i dumy po dobrze rozegranej, ale przegranej, sesji.

Podsumowanie

Komentatorzy sportowi mają w zwyczaju używać zwrotu: „zwycięzców się nie osądza”, co ma służyć do zobrazowania sytuacji, w której triumfator jakiś zawodów zwyciężył w stylu wątpliwym lub kontrowersyjnym. Często wynika to z kurtuazji i politycznej poprawności, która wymaga od osób pełniących rolę komentatora powściągliwości w krytykowaniu uznanych mistrzów.

Pokerzyści całkowicie powinni odrzucić ten często powielany frazes, a jeżeli już chcą czerpać wzorce ze środowiska sportowego, to powinni inspirować się wielkimi mistrzami, a nie obiegowymi opiniami. Jako wzór do naśladowania można wskazać Adama Małysza, który w trakcie swojej kariery zwykł mawiać przed każdym startem, że interesuje go tylko oddanie dwóch poprawnych skoków. On wiedział, że kluczem do sukcesu jest dobrze wykonana robota, czyli coś nad czym w pełni miał kontrolę. Mistrz ani jednym słowem nie zająknął się w swoich wypowiedziach na temat rezultatów i innych rzeczy, na które nie ma żadnego wpływu. Brzmi znajomo? Wypisz, wymaluj proza życia każdego pokerzysty.