Zakończył się festiwal WSOP. Zazwyczaj w takiej sytuacji pokerowe redakcje piszą podsumowania, podają statystki i naświetlają najbardziej prestiżowe wygrane i najwspanialszych zwycięzców. Czy jednak nie tym zajmowaliśmy się przez dwa ostatnie miesiące?

Może WSOP wypuści jakieś ciekawe materiały statystyczne i coś w tym temacie jeszcze opublikujemy. Wiem tylko, że ja nie mam ochoty tego robić, bo od siedzenia „w codziennych raportach” to ten festiwal już mi się mocno przejadł i osobiście cieszę się, że już się skończył. Obecnie znajduję się na etapie odsypiania…

Nie napiszę zatem żadnego oficjalnego podsumowania. Nie będę przedstawiał Wam kolejnych zwycięzców bransoletek, nie wrzucę galerii zwycięzców, a skupię się na kilku luźnych obserwacjach, które poczyniłem w trakcie śledzenia tej serii.

Vivat Academia, vivant professores

W trakcie festiwalu zaimponowała mi postawa Brandona Adamsa.

Profesor Harvardu i przedsiębiorca, a do tego regularny uczestnik gier na wysokie stawki pokazał, że dla niego na World Series of Poker najważniejsze są bransoletki mistrzowskie, a nie pieniądze. Tą postawą bardzo mi zaimponował.

I w tych okolicznościach doszło do rozdania, które pokazało, że Adams nie gra o przeskoki w kasie, tylko o wygranie turnieju i mistrzowską bransoletkę. Tang zagrał open all-in z BTN z AQ, a Adams sprawdził to zagranie z AJs. Na boardzie pojawiły się: 76496 i Brandon Adams, drugi największy stack, został wyeliminowany z turnieju (4. miejsce – 500.282$)!

To, co zrobił Adams, w czasach takiego – jakiego tu użyć określenia? – gruntownego, teoretycznego „rozpracowania pokera”, w czasach, w których „GTO” wyskakuje z lodówki, gdzie o tym, czy w późnej fazie turnieju siedzimy w okopach, czy spuszczamy ze smyczy psy wojny, decyduje ICM, jest dla mnie czymś niezwykłym. Amerykanin mógł wyfoldować sobie o kilkaset tysięcy dolarów więcej, ale tego nie zrobił. Zamiast tego pokazał, że bransoletka mistrzowska jest dla niego najważniejsza i podjął się próby zneutralizowania lidera, gdy przy stole znajdowali się jeszcze gracze z krótszymi stackami. Nie udało się – trudno. Adams dał sobie największą szansę na wygranie bransoletki – zresztą już drugiej na tym festiwalu.

Brandon Adams ©Hayley Hochstetler/WSOP/Pokernews
Brandon Adams ©Hayley Hochstetler/WSOP/Pokernews

Oczywiście na taki komfort może pozwolić sobie wyłącznie osoba, która opływa w dostatki lub jest niepoprawnym romantykiem. (Istnieją jeszcze tacy?). Adams na życie zarabia na uczelni i prowadząc różne działalności biznesowe i właśnie fakt, że przynoszą mu one bardzo duże dochody, powoduje, że może on sobie pozwolić na udział w grach na wysokie stawki i w nich skupiać się na wygrywaniu pieniędzy. WSOP – jak pokazał – jest od zdobywania bransoletek. Szanuję.

Co za dużo, to i świnia nie zeżre

Jeszcze do niedawna byłem święcie przekonany o tym, że świat dzieli się wyłącznie na ludzi, którzy papier toaletowy wieszają listkiem rozpoczynającym rolkę „do ściany” lub „od ściany”.

Od 16 lipca, czyli od dnia, w którym oglądałem ostatni dzień zmagań w Main Evencie WSOP, dotarło do mnie coś jeszcze. Już teraz wiem, że społeczeństwo, z dużym wskazaniem na społeczność pokerową, można podzielić jeszcze w inny sposób: na fanów atmosfery stadionowej w czasie pokerowych eventów i na fanów atmosfery rodem z prywatnego pokerowego klubu dla dżentelmenów.

O gustach się nie dyskutuje, dlatego powiem tylko, co ja czułem, oglądając walkę o 10.000.000$ i słuchając kibicowskich przyśpiewek na trybunach. Czułem irytację jako widz i całkowicie nie wyobrażam sobie prowadzenia gry w takich warunkach. Jak organizatorzy WSOP mogli do tego dopuścić?

Zdecydowanie bliżej mi jest do zaciemnienia trybun i do utrzymywania niewielkiego mroku w miejscu, gdzie siedzą gracze – to moje preferencje odnośne oprawy wizualnej. Tak, jak wyglądało to do chwili wprowadzenia November 9. Rozumiem, że idziemy z duchem czasów i że widownia pokerowa nabrała takie same prawa jak osoby podziwiające na żywo eventy e-sportowe. Czy jestem za taką ewolucją? Nie. Czy mogę to zrozumieć? Tak. Teraz wszystko, co jest bardziej krzykliwe, intensywne i mieni się kolorami, lepiej się sprzedaje. Jednak, do jasnej cholery, czy w czasie trwania rozdania też musimy słuchać jazgotu i pijackich przyśpiewek? Niechętnie.

Nawet na polach golfowych znajdują się stewardzi, którzy podnoszą do góry tabliczki z napisem „QUIET PLEASE”, gdy gracz przygotowuje się do wykonania uderzenia. Nie potrafisz być cicho, gdy trzeba, podchodzą do ciebie stewardzi szerocy w barach i dziękują za uwagę. Na WSOP-ie 2-3 takich animatorów zrobiłoby całą robotę.

W 2005 roku, czyli w czasie Main Eventu, który wygrywał Joe Hachem, za jego plecami zebrała się ekipa kibiców, którzy wywoływali wielką wrzawę i lub nawet śpiewali gromkie „Aussie, Aussie, Aussie, Oi, Oi, Oi” za każdym razem, jak późniejszy mistrz świata wygrywał rozdanie. To nikomu nie przeszkadzało, bo odbywało się w chwilach, kiedy gracze nie byli w rozdaniu.

Czy 50. WSOP spełnił moje oczekiwania?

Ostatecznie to chyba nie do końca. Pomijam fakt selekcji graczy, którzy zostali wyróżnieni na uroczystej gali jako najlepsi gracze w historii serii – pisałem o swoich wątpliwościach w osobnym artykule.

Oczywiście pod względem sportowym i atrakcyjności relacji, które mogliśmy codziennie śledzić, również nie mogę się do niczego przyczepić. Jednak właśnie z perspektywy widza, który WSOP śledził w przekazach PokerGO i ESPN, w ogóle nie dało odczuć się tego, że świętujemy pięćdziesiąte urodziny marki. Tylko gracze, którzy byli na miejscu po raz któryś, mogą wypowiedzieć się na temat tego, czy atmosfera była bardziej podniosła niż zwykle; czy były jakieś ekstra promocje, a może okolicznościowe podarunki i inne atrakcje.

To, co nawet przewyższyło moje oczekiwania, to wygląd bransoletki mistrzowskiej. Tak pięknego świecidełka dla mistrza świata nie było jeszcze nigdy w historii. Jeśli Ensanowi kiedyś to zniknie, nie martwcie się – będzie bezpieczne i podziwiane na Podlasiu ;)

Rzutem na taśmę swój honor uratował Phil Hellmuth, który w ostatniej chwili wrócił z Peru i Wysp Galapagos, aby wziąć udział w turnieju głównym. On pewnie wiedział, że na WSOP-ie się pojawi, ale o swoich planach nie informował społeczności do ostatniej chwili, aż nie wytrzymałem i zdążyłem napisać tekst, taki na za pięć dwunasta, nawołujący go do pojawienia się w RIO i do wypełniania nieformalnych obowiązków gospodarza!

Jak się okazało, był to tekst nawet na kwadrans po, bo Poker Brat był już wtedy jedną nogą w samolocie, ale i tak nie zmienia to niczego. Chcę myśleć, że to ja uratowałem WSOP i ściągnąłem syna marnotrawnego z powrotem do domu. Nie ma WSOP-a bez Hellmutha!

Kto robi tak piękne zdjęcia?

O tym, że Drew Amato najlepszym pokerowym fotografem jest, aspirujący do miana arcymistrza w tym zawodzie Jack Daniels opowiadał na łamach artykułu, który wspólnie napisaliśmy kilka miesięcy temu – tutaj. Gość ma niesamowite wyczucie, świetne umiejętności techniczne i dlatego jego zdjęcia są o klasę lepsze od tych robionych przez fotografów pracujących przy obsłudze WSOP 2019: Antonio Abrego, Hayley Hochstetler, Jamie Thomson, Joe Girona i nawet od świetnego Tomasa Stachy.

I teraz ciekawostka. Na doskonały zabieg marketingowy zdecydowało się ACR, które zleciło komuś robienie zdjęć w ich imieniu i zamieszczało je – oznaczywszy je uprzednio swoim logo – w mediach społecznościowych. Te zdjęcia są doskonałej jakości. Naprawdę! Sprawdźcie ich konto na Twitterze.

I tak właśnie zachodzimy w głowę z panem JD, kto tego dokonał?

Brawa dla Polaków

Podoba mi się, że polska czołówka pojawiła się na festiwalu, mimo iż wiadomo, z jakimi podatkami musieliby się zmierzyć nasi gracze, gdyby przyszło im się rozliczać z wygranych na festiwalu w naszej ojczyźnie. Nie jestem przekonany, że każdy „załatwił” sobie wcześniej jakąś rezydencję podatkową w normalniejszym kraju niż Polska, bo to też nie jest taki zabieg z gatunku „wsiadł na rower i pojechał”.

Niestety nic dużego nie wygraliśmy – mieliśmy jeden występ na finałowym stole Grzegorza Wyraza – ale cieszę się, że jako nacja zmobilizowaliśmy się na 50. festiwal i scashowaliśmy eventy WSOP jakoś +/- 50-krotnie – nie wierzcie w oficjalne statystyki WSOP.

Najbardziej żałuję „coolera” Mikołaja Zawadzkiego, który był o jedno rozdanie od – nie mam co do tego żadnych wątpliwości – deepa w Main Evencie, o jakim byśmy mówili przez lata… No nic – onto the next one.

Mikolaj Zawadzki ©Joe Giron/WSOP/Pokernews
Mikolaj Zawadzki ©Joe Giron/WSOP/Pokernews

Cashback PartyPoker